Cukiniowe spaghetti z sosem z dynii Zupa krem z batata i brokuła "Paleowsianka" dyniowo kokosowa Naleśniki kasztanowe Ciasteczka Samoa Ciasteczka kokosowo karobowe Spaghetti po bolońsku Rozgrzewający kapuśniak Czekoladowe ciasto z batatów Kromka chleba w 5 minut
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakąski. Pokaż wszystkie posty

Daktyle w czekoladzie nadziewane masłem orzechowym

Taki prosty słodycz, który chodził za mną od dawna, a już tym bardziej kiedy miałam okazję spróbować go na pewnych targach. Właściwie tak nas wszystkich zachwycił, że postanowiłam sobie, że nie ma możliwości, żebym sama nie spróbowała. Jedynym ryzykiem jakie tu było, to to, że miałam dużo świeżych daktyli i dużo gorzkiej czekolady, popyt olbrzymi z każdej strony, z mojej również, a to zdradliwy słodycz jest (;
No ale i tak spróbowałam, bo na tego typu słodkości zawsze jest dobry patent - dać komuś w prezencie, a sobie zostawić kilka sztuk i może potem co najwyżej płakać z utęsknieniem za tymi pysznościami (; Niemniej przynajmniej spróbowałam tej zabawy (:


SKŁADNIKI:
- ok 20 sztuk daktyli, najlepiej świeżych
- 100g gorzkiej czekolady
- masło orzechowe
- dowolna posypka

I na tym właściwie może zamknąć się cała lista potrzebnych składników. Tabliczka czekolady wystarcza na taką ilość daktyli [chyba, że Wasze są wyjątkowo duże (; ]. Nie podaję ilości masła orzechowego, ani jego rodzaju, ponieważ myślę, że powinno być wybrane według własnych preferencji. W moim przypadku było to masło ze zblendowanych i posolonych arachidów, ale trafiło się też kilka sztuk z masłem z orzechów włoskich, robione przez moich rodziców. Ważne jest, żeby masło nie było zbyt mdłe i słodkie, stąd odradziłabym wybór np nerkowców czy migdałów.
Sama ilość też jest kwestią dyskusyjną - jak bardzo obficie mają być nadziane daktyle, a może część powinna zostać pusta? Kombinujcie wedle własnego uznania (:
Każdemu daktylowi warto również nadać jego unikalny smak, stąd użyłam posypek - mojego ulubionego sezamu, cynamonu oraz orzechów, a kilka sztuk posypałam płatkami soli morskiej. Inne opcje to wiórki kokosowe, mak, skórka z pomarańczy lub z cytryny, matcha, przyprawa do piernika, pistacje lub dowolne inne orzechy - tutaj również jest bardzo szerokie pole do popisu. Możecie nawet użyć wysmażonego boczku! (:
Wykonanie również jest dosyć proste - każdego daktyla należy delikatnie naciąć, tak aby wyjąć pestkę, następnie za pomocą łyżeczki umieścić w środku masło orzechowe i ponownie skleić daktyla.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej [można dodać odrobinę oleju kokosowego, byle nie za dużo, ok 1 płaska łyżka na tabliczkę czekolady], a następnie każdego daktyla zanurzać w czekoladzie i układać na kratce. Kiedy czekolada na daktylach delikatnie przestygnie, obtaczać lub posypywać wybraną posypką.
Odstawić do całkowitego schłodzenia na kilka godzin lub na noc.




Pin It

Gofry z cukinii i marchewki [bezglutenowe, paleo]

Faktycznie samych gofrów tu za bardzo nie widać - przykryły się dodatkami, a to głównie za sprawą tego, iż post miał być stricte śniadaniowy, ale publikacja odwlekła się jakoś w czasie.
Faktem jest, że odkąd dostałam tę upragnioną gofrownicę, gofry z samej mąki robiłam zaledwie dwa razy i ilekroć obiecuję sobie, że następne będą zwykłe chrupiące, tak każdy następny kończy się właśnie tymi. Bo są szybkie, lekkie, mają znikomą ilość węglowodanów oraz skrobi, no i.. bo smaczne są no! Przepis bazuje na plackach z cukinii i marchewki, które to placki namiętnie przerabiałam nieraz na kanapki, aż w końcu poszłam i jeden level wyżej i tak mam kanapki z placków bez smażenia i tym samym legalne pieczywo. no i jest super :D


SKŁADNIKI:
- 1 niezbyt duża cukinia
- 2-3 marchewki średniej wielkości
- 2 duże jaja
- 2 spore łyżki mąki kasztanowej*
- przyprawy [sól/pieprz/kurkuma + dowolne zioła, czosnek]
- opcjonalnie suszone pomidory lub oliwki

Warzywa wyszorować, odciąć końcówki i zetrzeć w blenderze/malakserze. Dodać jajka, przyprawy oraz mąkę, a następnie wymieszać. Cukinii nie odsączam - płyn łączy się z mąkami i jajkiem, ale jeśli chcecie, można to zrobić.
Gotowe ciasto od razu smażyć w rozgrzanej gofrownicy tak długo, jak długo będzie wymagało tego ciasto - zależnie od gofrownicy, u mnie to ok 3-4 minuty.
Podawać z dowolnymi dodatkami - u mnie guacamole i pasta z pieczonej dyni.

UWAGI:
* - mąki możecie mieszać. Ja używam głównie kasztanowej lub mieszam ją z gryką/ryżową/jaglaną. Rzadziej dodaję odrobinę kokosowej, jednak jest ona dla mnie zbyt sucha.
- w wersji niewegetariańskiej polecam dodać do ciasta odrobinę pokrojonego w cienkie plasterki boczku - takie plasterki najlepiej pokroić na kilka cząstek i poukładać w kilku miejscach przed zamknięciem gofrownicy.
- jeśli chcecie, aby Wasze gofry były mniej kaloryczne, miały mniej węglowodanów, lub z jakichś przyczyn nie chcecie używać mąk, możecie spróbować je pominąć, ale tę metodę zaleciłabym tylko w momencie, kiedy znacie swoją gofrownicę i wiecie, że takie ciasto do niej nie przywrze
- gofry będą bardziej zbite i chrupkie jeśli dodacie więcej mąki - w tym celu tym bardziej nie odsączajcie cukinii - tutaj polecam mąką ryżową





Pin It

Sałatka na ciepło z pieczonych warzyw i pesto

Nigdy nie jadałam dyni. No, prawie. A teraz czekałam na nią cały rok. Rzecz w tym, że w momencie, w którym upiekłam swoją pierwszą hokkaido w piekarniku, tak samą, czystą, bez niczego, przepadłam doszczętnie i teraz jem dynię praktycznie tylko pod tą postacią. Nie bawię się w zupy, placki, zapiekanki, ciasta czy ciasteczka, taka jestem okrutnie nudna. Ale jak upiekę dynię, tak mogę siedzieć i jeść. Na szczęście sezon na dynię dopiero się rozpoczął, więc mam szanse na to, że albo się zmuszę do zabawy z dynią, albo taka mi po prostu zbrzydnie i wówczas zabawa już będzie faktycznie zabawą, a nie zmuszaniem się do różnorodności.
A tymczasem prosta, szybka i baaardzo smaczna sałatka na ciepło. Z pieczoną dynią oczywiście (;


SKŁADNIKI:
- 1/2 porcji pesto, lub wedle uznania >PRZEPIS<
- 1/2 małej dyni
- 1 mały batat
- 1 mała bakłażan
- garść pomidorków koktajlowych
- sól, pieprz
- masło klarowane
- opcjonalnie oliwa/olej kokosowy

Bakłażana umyć, pokroić w kostkę, posolić i odstawić na czas przygotowywania pesto i warzyw.
Dynię i batata pokroić w kostkę, opcjonalnie skropić oliwą/olejem kokosowym [według mnie zbędne], wyłożyć na blaszkę pokrytą papierem do pieczenia i upiec do miękkości*. Pomidorki koktajlowe opłukać, osuszyć i poprzekrawać na połówki bądź ćwiartki.
Po tym czasie opłukać bakłażana na sitku pod bieżącą wodą, osuszyć lekko i smażyć na rozgrzanym na patelni maśle klarowanym**.
Wszystkie warzywa umieścić w miseczce i polać pesto. Jeść na ciepło.

UWAGI:
* - temperatura pieczenia jest zależna od czasu, na jakim Wam zależy. Szybciej będzie w 200 stopniach, nieco zdrowiej w 150. Czas pieczenia uzależniony jest od temperatury i wielkości kawałków - pieczecie do momentu, w którym widelec wchodzi w każdy kawałek bezproblemowo jak przy gotowaniu ziemniaków. Średnio jest to 15-25 minut.
** - bakłażana można również opiec razem z warzywami - wówczas należy go wyjąć zdecydowanie wcześniej niż resztę.



Pin It

Wegańskie sałatki na grilla lub do pracy

Dzisiaj wpis trochę inny niż zwykle, nawiązujący do moich poprzednich, bardzo starych wpisów jadłospisowych - dwie propozycje na lekkie bezmięsne sałatki stanowiące oddzielną przekąskę w pracy, lub dodatek do grillowanego mięsa. Obie wypróbowane na oba sposoby, sprawdzają się rewelacyjnie (:
Standardowo - jak to w przypadku sałatek bywa, nie podaję konkretnych proporcji, bo są to preferencje bardzo osobiste, polecam regulować proporcje na oko, jak komu pasuje bardziej.

I. Sałatka z rukolą i pesto



SKŁADNIKI:
- rukola
- pomidory malinowe/koktajlowe
- papryka
- świeże pieczarki
- oliwki
- 1/2 porcji pesto z TEGO przepisu
- sezam biały i czarny do posypania





II. Sałatka z pieczonym batatem



SKŁADNIKI:
- ok 1/2 średniej wielkości batata
- 1/2 kapusty pekińskiej
- garść maleńkich pieczarek
- 1/2 awokado
- oliwki
- winegret [oliwa z octem jabłkowym w proporcjach 2:1 lub 1:1, sól, pieprz, kurkuma, ulubione zioła, musztarda]
- nasiona chia do posypania

Batata wyszorować, pokroić w kostkę i upiec do miękkości w temperaturze ok 150-200 stopni [czas zależny od temperatury], pieczarki oczyścić i usmażyć na patelni. Resztę składników posiekać/pokroić i połączyć.


Przepis bierze udział w konkursie Grilluj z Almą! www.alma24.pl

Pin It

Sałatka z pieczonym burakiem w sosie miodowo-musztardowym

Sezon na zielenię rozkwita coraz bardziej, więc i sałatki zaczynają zastępować duszone warzywa. Mięsa od pewnego czasu jem nieco mniej i choć dalej je jadam ze smakiem, to jednak zielenina skradła moje serce (; W końcu zebrałam się do wykombinowania sałatki na bazie sosu innego niż mój klasyczny winegret, czyli sosu miodowo-musztardowego. Czegoś, co uwielbiam, a do tej pory jadałam tylko jako dodatek do obiadów jedzonych na mieście. Rewelacyjnie łączy się z burakiem, choć jedzącym nabiał poleciłabym dodać również odrobinę fety, na pewno wyjdzie wspaniale (:



SKŁADNIKI:

(1 porcja)
- 3 niewielkie buraki
- garść rukoli
- garść pomidorków koktajlowych
- kilka cząstek orzechów włoskich
- trochę masła i soli

sos musztardowo-miodowy:
- 1 solidna łyżeczka miodu
- 1,5 solidnej łyżeczki musztardy dijon
- 2 łyżki oliwy
- sól/pieprz/kurkuma
- kilka kropel soku z cytryny*
+ opcjonalnie czosnek lub dowolne zioła, u mnie brak

Buraki wyszorować, odkroić końcówki i pokroić na półplasterki o grubości niecałego centymetra. Brytfannę wysmarować masłem** umieścić w niej buraki, obtoczyć w maśle i oprószyć solą, piec w 180 stopniach do miękkości [ok 20-30 minut]. W tym czasie opłukać rukolę i poprzekrawać pomidory, oraz przygotować sos.
Składniki na sos wystarczy połączyć regulując proporcje do smaku.
Na talerzu ułożyć rukolę oraz pomidory, przełożyć na wierzch jeszcze ciepłe buraki, polać sosem i posypać orzechami.

UWAGI:
* - tak naprawdę nie mam cytryny, posiłkowałam się lewoskrętną witaminą C (;
** - można użyć masła klarowanego, które należy uprzednio rozpuścić w rondelku lub w brytfannie w piekarniku. Ja tym razem użyłam oliwy, jaka została mi po pomidorach suszonych, więc było od razu płynnie.



Przepis bierze udział w konkursie Grilluj z Almą! www.alma24.pl

Pin It

Pasta z wędzonych szprotek

To miała być w ogóle pasta bez wpisu. Co najwyżej jedno zdjęcie na fanpage, ot dla przepisu. Robione telefonem. Bo mi się nie chciało, a i sama pasta to żaden oryginalny wymysł.
Niemniej w trakcie przygotowywania talerza już tak bardzo zaczęło mi się podobać, że stwierdziłam, że zrobię to zdjęcie na fanpage aparatem, a.. potem poszło już jak widać (;
Kolejnym powodem jest ten, że szprotki, o ile są fajnym źródłem wapnia, o tyle nie każdemu podchodzi ich smak, konsystencja, lub choćby sama świadomość zjadania ryby w całości, razem z tym, co ryba posiada poza mięskiem, dlatego niech pasta będzie również inspiracją dla takich właśnie osób. Ja sama jadłam szprotki bez głowy, a zawartość i tak nieco rosła mi w ustach, po prostu nie przepadałam za ich smakiem, za to pasta hmm zniknęła jednego dnia na śniadanie i kolację (;


SKŁADNIKI:
- szprotki wędzone
- suszone pomidory
- musztarda
- zielone oliwki
- kurkuma
+ opcjonalnie majonez, ja użyłam TEGO
+ inne dowolne dodatki/przyprawy

Zużyłam ok 24 szprotki, chyba z 5 suszonych pomidorów, po łyżeczce musztardy, majonezu  oraz kurkumy, a także ok 5 oliwek. Tak plus minus.
Wszystkie składniki należy zblendować na jednolitą masę, a następnie zajadać się do woli. W moim przypadku debiut na blogu - zielony ogórek, czyli coś, czego nie jadłam praktycznie wcale, a dziś mam za sobą jedną sporą sztukę, bo jak się okazało trawię je całkiem nieźle, a stanowią rewelacyjną bazę do kanapki. Rewelacyjną (:






Pin It

Domowy majonez z oleju z pestek dyni

Paleo majonez i do tego dyniowy majonez. Podchodziłam do niego jak pies do jeża. A że nie wiadomo czy smaczny, że szkoda oleju, bo taki pyszny, że zwarzyć się może i tak dalej. A guzik prawda, chwila roboty i jest! (:
Niezbyt to typowy dodatek do dań, ani nie wygląda, ani za bardzo nie smakuje jak majonez, ale to nic - dostałam rewelacyjną alternatywę dla klasyki, gęstą, aksamitną, o bardzo oryginalnym smaku, który podejdzie chyba każdemu wielbicielowi tego fantastycznego oleju. Zastosowań chyba wymieniać nie muszę - wszędzie tam, gdzie można było użyć klasycznego majonezu, nada się ten, nadając potrawom odmienności, zupełnie nowego oryginalnego smaku. Polecam spróbować choć raz (:

SKŁADNIKI:
[wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową]
- 2 żółtka
- 1 łyżeczka musztardy dijon
- 1-2 łyżeczki soku z cytryny lub octu winnego
- ok 200-250ml oleju z pestek dyni*
- sól i pieprz

Jajka wyszorować i sparzyć wrzątkiem. Żółtka oddzielić od białek i umieścić razem z musztardą, sokiem z cytryny, solą i pieprzem w wąskim wysokim naczyniu, lub w słoiku, w którym będziecie przechowywać majonez. Ważne jest, żeby naczynie miało średnicę odpowiadającą mniej więcej średnicy nasadki miksującej blendera.
Następnie wlać ko 1/2 oleju, umieścić blender w naczyniu tak, aby stopką dotykał dna. Następnie pulsacyjnie miksować, unosząc po kilku sekundach blender delikatnie i powoli w górę, a następnie w dół. Czynność powtarzać do momentu, w którym otrzymamy jednolitą gęstą emulsję, dolewając jednocześnie po trochu oleju.
Przechowywać w lodówce do tygodnia.

UWAGI:
* - ja użyłam ok 200ml oleju z psetek dyni, ale można śmiało dolać odrobinę więcej lub jeśli Wam szkoda, zmieszać z oliwą z oliwek lub innym olejem, np z awokado.
- jak pisałam - majonez nie jest typowo majonezowy, dlatego polecam na próbę część zmieszać z klasycznym domowym majonezem, robionym na bazie np oleju słonecznikowego - jest naprawdę pyszne (:




Bezglutenowa Wielkanoc
Pin It

Wegański chlebek z cukinii

Kupiłam ostatnio nieco więcej cukinii, bo w końcu jej cena osiągnęła tendencję spadkową [i oby tak dalej!]. Jako że aktualnie mam drugą zmianę w pracy, mam też nieco więcej czasu na przygotowanie sobie bardziej urozmaiconych posiłków. W ostatnich tygodniach były to głównie sałatki w słoiku lub kawałki mięsa i warzyw z wolnowaru. Cudowna wygoda i oszczędność czasu, jednak w tym tygodniu postanowiłam wprowadzić choć odrobinę odmiany, a że cukinii w wolnowarze sobie raczej nie wyobrażam, a spożytkować ją trzeba było, zaczęłam kombinować. Jednym z pomysłów był właśnie chlebek z cukinii. Miał być trochę pod AIP, ale zastąpiłam jajko siemieniem lnianym, także AIP odpada, za to jest chlebek wegański, smakiem i konsystencją* bardzo przypominający kromkę w 5 minut. To taka w sumie duża kromka w 5 minut, tylko jakby nie w 5 minut (;


SKŁADNIKI
- 1 cukinia
- 2 łyżki siemienia lnianego
- 1 szklanka mąki w stosunku 1/3 konopnej + 2/3 kokosowej
- szczypta soli
- dowolne zioła do smaku
- 1 płaska łyżeczka sody + 1 łyżeczka octu jabłkowego**
- 1/3 szklanki wody

Cukinię zetrzeć w blenderze/malakserze***
W misce połączyć wszystkie suche składniki. Dodać cukinię i wymieszać dokładnie, aż zostanie całkowicie oblepiona proszkiem z mąk. Dodać wodę i ocet, ponownie połączyć, najwygodniej za pomocą dłoni w gumowej rękawiczce. Masa po chwili będzie się dała zbić we w miarę jednolitą kulę.
Gotowe ciasto przełożyć na wyłożoną papierem blaszkę i uformować dłońmi w odpowiadający nam kształt. U mnie był to prostokąt o szerokości mniej więcej 13-14cm i proporcjonalnej długości.
Ciasto powinno mieć ok 1-1,5 cm grubości i tyle wystarczy. Polecam samemu dobrać format chlebka, u mnie było to dostosowane do wymiarów pojemnika, w jaki chciałam go spakować.
Uformowany placek przełożyć do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec przez ok 15-20 minut - do suchego patyczka oraz lekkiego zrumienienia brzegów.
Po wystudzeniu podzielić na kromki.


UWAGI:
* - jest jednak nieco delikatniejszy. Polecam krojenie go na kwadratowe kromki, u mnie były to kwadraty ok 7x7cm i takie dobrze trzymały formę. Większych raczej nie polecam, przynajmniej nie na typową, obładowaną czymś ciężkim kanapkę.
** - dodatek sody z octem jest opcjonalny, według mnie można również pominąć
*** - jeśli zetrzecie cukinię na tarce puści ona o wiele więcej soków - wówczas polecam chociaż lekko ją odsączyć, żeby chlebek nie był przesadnie wilgotny

Mąkę kokosową oraz siemię lniane kupicie w sklepie AGNEX

Pieczywo bez glutenu
Pin It

Pasta z wątróbki wołowej z krakersem sezamowym

Wracając ostatnio z pracy wpadłam do mięsnego z zamiarem zakupu wątróbki jakiejkolwiek na szybki obiad. Ot zetrzeć marchew na surówkę, wrzucić mięso na patelnię, zjeść i wracać do reszty obowiązków - ten weekend zdecydowanie nie był przeznaczony na stanie przy garach.
Wątróbki wyszło na dwie porcje - obiad i kolację, ale na kolację miałam już inne plany [surówkę z marchwi, bo standardowo starłam za dużo (; ], więc postanowiłam zrobić coś, co chodziło za mną od dawka - zmielić wątróbkę na pastę (:
Dla urozmaicenia upiekłam krakersy, choć osobiście uważam, że jak w wersji obiadowej, tak i na zimno wątróbką najlepiej komponuje się z surową marchewką. Same krakersy jednak są bardzo fajną propozycją zakąski, a ich przygotowanie to tylko kwestia zmiksowania wszystkich składników w blenderze. Szybko i przyjemnie, a i konsystencja ciasta pozwala na swobodne rozwałkowywanie go na blasze. Coś czuję, że będą modyfikacje (:
Co do samej pasty - podaję bez sprecyzowanych proporcji - musicie dobrać sami ile pasty chcecie uzyskać. Ja z kawałka ok 450g zjadłam niecałą połowę, resztę przerobiłam na pastę, której całość widać na poniższym zdjęciu.
Oryginalny przepis na krakersy pochodzi stąd


SKŁADNIKI:
- wątroba wołowa
- smalec
- ok 1/2 cebuli
- 2 ząbki czosnku
- rozmaryn i majeranek
ponadto:
- sól, pieprz, kurkuma
- 1-2 łyżeczki miękkiego masła/smalcu/oleju kokosowego
- bulion dla konsystencji*

Wątrobę opłukać, oczyścić z błonek w razie potrzeby, pokroić w drobną kostkę. Czosnek obrać i posiekać. Na patelni rozgrzać smalec, a następnie zeszklić na nim pokrojoną w kostkę cebulę, rozmaryn i majeranek. Dodać wątrobę, smażyć z każdej strony, niezbyt długo, jednak do momentu, w którym środek będzie już tylko nieznacznie zaróżowiony. Pod koniec smażenia dodać czosnek i smażyć jeszcze ok 5 minut.
Zdjąć z ognia i przestudzić, a następnie umieścić całą zawartość patelni w kielichu miksującym. Zmielić na jednolitą masę doprawiając do smaku, dodać tłuszcz i w razie konieczności bulion.


KRAKERSY SEZAMOWE**:
- 1 jajko [można pominąć zastępując zwiększoną ilością tłuszczu]
- 2 łyżki tahini
- 1 łyżka masła/smalcu/oleju kokosowego
- 1 łyżka musztardy dijon
- garstka sezamu
- sól, pieprz, kurkuma do smaku
- mąka kokosowa, ilość uzależniona od jej chłonności

Wszystkie składniki prócz mąki umieścić w kielichu miksującym i ubić na jednolitą masę. Ciągle mieszając dodawać po łyżeczce mąki kokosowej, aż powstanie jednolita, dająca się zbić w kulę plastyczna masa.
Ciasto umieścić na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i rozwałkować przez folię gospodarczą na placek o grubości ok 3-4mm. Jeszcze przed włożeniem do piekarnika pociąć na odpowiadające nam wielkością kawałki.
Piec w 170 stopniach przez ok 10 minut lub bo zrumienienia krakersów na brzegach.

UWAGI:
* - ja nie dodałam bulionu, bo go nie miałam. Pasta jest dość zbita, stąd pomysł o reguowaniu jej konsystencji bulionem właśnie, ale może to też być sam tłuszcz
** - krakersy niestety nie zaliczają się pod protokół autoimmunologiczny, jednak przepis można swobodnie modyfikować.





Menu dla diabetyka
Pin It

Sałatka na ciepło z buraków i batata

Połączenie, które pokochałam od pierwszego kęsa. Początkowo miało być bez zieleniny, jednak po tym jak wpadła mi w ręce paczka rukoli zmieniłam plany. Niestety - dla mnie, mojego portfela oraz miejsca w śmietniku, rukola zepsuła się dzień po otwarciu i tu kolejny raz dostaję nauczkę, żeby nie kupować warzyw w Tesco. Wróciłam do starego planu - zieleniny brak. Brak też piekarnika, więc zamiast pieczonego mamy podsmażone i uduszone, tak więc przepis jest idealnym dowodem na to, że czasem piekarnik da się zamienić (:
Baza sałatki jest wegańska i odpowiada protokołowi autoimmunologicznemu, trzeba jednak wykluczyć ser [można dodać wędzone tofu, jeśli ktoś uznaje soję i nie jest na paleo] oraz orzechy, co jednak jest fajnym urozmaiceniem, więc jeśli nie ma potrzeby, nie rezygnowałabym. Początkowo miałam dodać fetę, jednak skusiłam się na od dziecka ulubiony Dorblu i też dobrze się wpisał - chodzi po prostu o słony dodatek będący kontrastem dla łagodnego smaku buraków. Można również zamienić ser na oliwki bądź kapary.
Dodatkowo w AIP nie wpisują się użyty przeze mnie pieprz oraz słodka papryka, jednak są to dodatki, które po prostu należy pominąć, dlatego przepis znalazł swoje miejsce również pod tagiem AIP/FODMAP.


SKŁADNIKI:
[na 1 porcję]
- 1/2 dużego batata
- 2 niewielkie ugotowane do miękkości buraki
- kilka plastrów czerwonej cebuli
- garstka posiekanych orzechów włoskich
- gruby plaster sera pleśniowego/fety [zamiennie na oliwki, kapary lub wędzone tofu dla uznających soję]
- sól, cynamon, słodka papryka oraz tymianek lub rozmaryn
- tłuszcz do smażenia

sos:
- 1 łyżka* octu jabłkowego
- 2 łyżki oliwy
- po szczypcie soli, pieprzu, kurkumy i ziół prowansalskich
- 1 łyżeczka musztardy [przy AIP pominąć]

Buraki oraz słodkiego ziemniaka pokroić w ćwierćplasterki o podobnej grubości, ok 0,5cm. Na rozgrzanym na patelni tłuszczu rozmieszać kurkumę, dodać plasterki batata i podsmażyć lekko z dwóch stron, następnie zalać odrobiną wody i dusić pod przykryciem do miękkości, co jakiś czas sprawdzając i obracając plasterki tak, aby nie zrobiły się zbyt miękkie oraz dolewając wody w razie potrzeby. Pod koniec duszenia zdjąć pokrywę i zredukować ilość wody na patelni, posypać solą, cynamonem oraz papryką, zamieszać. Gotowe bataty przełożyć z patelni do półmiska, a na patelnię przełożyć buraki. Posypać solą i tymiankiem, trzymać na ogniu do podgrzania. Połączyć z ćwiartkami batata orz pokrojonymi uprzednio cebulą, orzechami oraz serem, polać sosem, podawać od razu, póki ciepłe (:



Pin It

Pasta słonecznikowa z pomidorami



Gdzieś mniej więcej rok temu, może dawniej, pierwszy raz próbowałam pasty słonecznikowej roboty mojej Mamy. Właściwie pierwszy i ostatni, bo nie wiedząc czemu, mimo że mi smakowała, to jakoś odkładałam w czasie jej samodzielne wykonanie. Fakt, że jednym z powodów jest brak chleba [no, prawie – chlebojadom polecam położenie pasty na Kromce w 5 minut KLIK ], ale że kupiłam większą niż zwykle paczkę słonecznika postanowiłam ponownie pokombinować i nieco pastę udziwnić.
Wyszło gęste mazidło, w sam ras do pieczywa lub.. bo wyjadania łyżeczką :D Bo trzeba się nieco powstrzymywać przed zjedzeniem całości od razu (; Zależnie od upodobań możemy regulować gęstość pasty. Więcej oliwy oraz koncentratu pomidorowego da zaczątek do całkiem niezłego zamiennika pesto, będącego dodatkiem do mięs, albo sosem do makaronów lub sałatek, zaś ci, którzy jedzą nabiał mogą spróbować użyć dodatkowo jogurtu naturalnego.



SKŁADNIKI:
[1 mała porcja]
- 4 łyżki słonecznika łuskanego
- koncentrat pomidorowy [użyłam niecałą połowę najmniejszego dostępnego w sklepach słoiczka]
- 2-3 suszone pomidory
- kilka oliwek [dałam ok 4-5 mocno aromatycznych]
- odrobina oliwy na konsystencję
- sól/pieprz/czubryca zielona


Słonecznik zmielić w blenderze lub młynku do kawy na jednolitą masę, dodawać stopniowo resztę składników doprawiając do smaku. Przełożyć do pojemniczka i przechowywać w niezbyt ciepłym miejscu.



Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
przepisy kulinarne
Przesiane.pl
JemyZdrowo.pl