Cukiniowe spaghetti z sosem z dynii Zupa krem z batata i brokuła "Paleowsianka" dyniowo kokosowa Naleśniki kasztanowe Ciasteczka Samoa Ciasteczka kokosowo karobowe Spaghetti po bolońsku Rozgrzewający kapuśniak Czekoladowe ciasto z batatów Kromka chleba w 5 minut
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka kasztanowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka kasztanowa. Pokaż wszystkie posty

Muffinki dyniowe z żurawiną [bezglutenowe, paleo]

Tak naprawdę to miało być ciasto. Ale że ja jak to ja nigdy nie potrafię się zdecydować i zmieniam zdanie co pięć minut, to wyszło jak wyszło - miało być małe i łatwo podzielne. No i są cztery chlebki na cztery osoby, udało się (;
Dla standardowej blaszki na muffinki z podanych proporcji powinno wyjść ok 8 sztuk, tak myślę.


SKŁADNIKI:
(ok 8 muffinek lub 4 chlebki)
suche:
- 1 szklanka mąki kasztanowej*
- 1 bardzo płaska łyżeczka sody
- ok 1/3-1/2 szklanki erytrytolu**
- garstka żurawiny
- 1 płaska łyżeczka przyprawy do piernika
mokre:
- 1 szklanka puree z pieczonej dyni
- 2 jajka
- 2 spore łyżki oleju kokosowego
- 1 łyżka octu jabłkowego

Zarówno suche jak i mokre składniki połączyć najpierw dokładnie w oddzielnych misach, a następnie suche składniki przesypać do mokrych i wymieszać szybko i niedbale - do połączenia składników.
Przelać do natłuszczonych foremek i piec ok 25-30 minut w 180 stopniach.

UWAGI:
* - można próbować zamienić pół na pół z mąką gryczaną lub jaglaną, raczej nie polecałabym tu mąki kokosowej, jest za sucha
** - było mi żal daktyli, a miodu obrabiać termicznie wręcz nie znoszę [co nie znaczy, że mi się nie zdarza!], ale jeśli chcecie bardziej naturalnie, wybierzcie któryś z tych dwóch składników



Pin It

Gofry z cukinii i marchewki [bezglutenowe, paleo]

Faktycznie samych gofrów tu za bardzo nie widać - przykryły się dodatkami, a to głównie za sprawą tego, iż post miał być stricte śniadaniowy, ale publikacja odwlekła się jakoś w czasie.
Faktem jest, że odkąd dostałam tę upragnioną gofrownicę, gofry z samej mąki robiłam zaledwie dwa razy i ilekroć obiecuję sobie, że następne będą zwykłe chrupiące, tak każdy następny kończy się właśnie tymi. Bo są szybkie, lekkie, mają znikomą ilość węglowodanów oraz skrobi, no i.. bo smaczne są no! Przepis bazuje na plackach z cukinii i marchewki, które to placki namiętnie przerabiałam nieraz na kanapki, aż w końcu poszłam i jeden level wyżej i tak mam kanapki z placków bez smażenia i tym samym legalne pieczywo. no i jest super :D


SKŁADNIKI:
- 1 niezbyt duża cukinia
- 2-3 marchewki średniej wielkości
- 2 duże jaja
- 2 spore łyżki mąki kasztanowej*
- przyprawy [sól/pieprz/kurkuma + dowolne zioła, czosnek]
- opcjonalnie suszone pomidory lub oliwki

Warzywa wyszorować, odciąć końcówki i zetrzeć w blenderze/malakserze. Dodać jajka, przyprawy oraz mąkę, a następnie wymieszać. Cukinii nie odsączam - płyn łączy się z mąkami i jajkiem, ale jeśli chcecie, można to zrobić.
Gotowe ciasto od razu smażyć w rozgrzanej gofrownicy tak długo, jak długo będzie wymagało tego ciasto - zależnie od gofrownicy, u mnie to ok 3-4 minuty.
Podawać z dowolnymi dodatkami - u mnie guacamole i pasta z pieczonej dyni.

UWAGI:
* - mąki możecie mieszać. Ja używam głównie kasztanowej lub mieszam ją z gryką/ryżową/jaglaną. Rzadziej dodaję odrobinę kokosowej, jednak jest ona dla mnie zbyt sucha.
- w wersji niewegetariańskiej polecam dodać do ciasta odrobinę pokrojonego w cienkie plasterki boczku - takie plasterki najlepiej pokroić na kilka cząstek i poukładać w kilku miejscach przed zamknięciem gofrownicy.
- jeśli chcecie, aby Wasze gofry były mniej kaloryczne, miały mniej węglowodanów, lub z jakichś przyczyn nie chcecie używać mąk, możecie spróbować je pominąć, ale tę metodę zaleciłabym tylko w momencie, kiedy znacie swoją gofrownicę i wiecie, że takie ciasto do niej nie przywrze
- gofry będą bardziej zbite i chrupkie jeśli dodacie więcej mąki - w tym celu tym bardziej nie odsączajcie cukinii - tutaj polecam mąką ryżową





Pin It

Szybkie ciasto z jabłkami - jak wiewiórka [bezglutenowe, paleo]

Ciasto powstało dosyć spontanicznie, jako dodatek do poprzedniego tortu czekoladowego. Skąd myśl? Jakoś przypadkowo trafiłam na przepis na proste ciasto, którego wykonanie polegało na wymieszaniu pokrojonych w kostkę jabłek z ciastem i wstawieniu do piekarnika, ot cała robota. Wprawdzie tamten przepis zawierał zbyt wiele składników, których nie jadam i zresztą gdzieś go posiałam, ale przecież wymieszanie jabłek z rzadkim ciastem nie mogło być zbyt trudne, prawda?
Przy okazji zaczęłam kombinować, dodając do niego co nieco, co było pod ręką i chyba wyszło mi coś na wzór klasycznej wiewiórki, ale zostańmy po prostu przy prostym, szybkim cieście z jabłkami. Jest wilgotne, niesamowicie aromatyczne - idealna propozycja na otwarcie jesiennego sezonu, a w dalszym czasie na świąteczny okres - na pewno do dalszej modyfikacji z włączeniem bardziej świątecznych dodatków (:


SKŁADNIKI:
- 3/4 szklanki mąki kasztanowej
- ok 0,5 szklanki dowolnego słodu [polecam sporo mniej]
- 1,5 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie inne przyprawy korzenne
- szczypta soli
- 0,5 szklanki płynnego tłuszczu [oleju kokosowego, masła klarowanego, smalcu]
- 1 duże lub 2 małe jajka
- 2 duże jabłka o dowolnym smaku*
- garść orzechów [najlepiej laskowe + włoskie]
- kilka sztuk daktyli
- garstka suszonej żurawiny

Orzechy oraz bakalie posiekać, jabłka pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w grubą kostkę. Oddzielnie połączyć wszystkie suche oraz wszystkie mokre składniki, następnie zmieszać jedne z drugimi niedbale, do połączenia składników. Wtedy dodać bakalie i jabłka i wymieszać tak, aby ciasto całkowicie pokryło owoce.
Przełożyć do natłuszczonej tortownicy i piec ok 20 minut w 180 stopniach.

Przygotować sos. Daktyle posiekać i zalać zimną wodą. Orzechy namoczyć w wodzie i odstawić na noc, rano odsączyć**. Połączyć daktyle [razem z wodą z nich], orzechy, cynamon i sól, a następnie zblendować na jednolity sos regulując jego konsystencję i smak wedle upodobań.
Gotowym sosem polać schłodzone ciasto.

UWAGI:
* - preferuję twarde i kwaśne lub słodko-kwaśne
** - jeśli nie macie czasu lub chęci, daktyle można zalać wrzątkiem, a orzechy zblendowac na masło bez namaczania, lub użyć gotowego masła orzechowego
- inne możliwe polewy, jakie będą pasowały do ciasta to mix tahini + cynamon [+ opcjonalnie miód i/lub olej kokosowy], albo po prostu gorzka czekolada





Pin It

Czekoladowo kawowy torcik - brownie z buraka [wegańskie, bezglutenowe]

Nie wiem skąd mnie naszło na buraka. Może to wspomnienie po torciku buraczanym, który jadłam na swoje zeszłoroczne urodziny? A może z chęci spróbowania upieczenia takiego samodzielnie, bo jeszcze nie próbowałam? Pierwsze buraczane, jakie jadłam było co najmniej niesmaczne, z mocno wyczuwalnym burakiem. Drugie, właśnie ów torcik, było rewelacyjne, kakaowe i wilgotne, z lekką nutką kawy. Podobnie jak tarta jaglana z poprzedniego wpisu, torcik miał zostać zjedzony przez osoby będące na typowej diecie i jedzące typowe słodkie wypieki, więc miałam szczere obawy, jak zostanie ono przyjęte - to w końcu był jeden wielki eksperyment i nawet ciasta nie spróbowałam przed zaserwowaniem go. Nie wiem na ile to było rozsądne, ale nie dość, że buraka kompletnie nie było czuć, to jeszcze.. uff, smakowało :D

SKŁADNIKI:
[foremka 16cm]
Ciasto:
Mokre:
- 1 średni burak [wielkości pomarańczy]
- 3/4 szklanki mleka roślinnego [u mnie migdałowe]
- 1 pełna łyżka miodu* lub syropu klonowego dla 100% wegańskiej wersji
- 1/4 szklanki płynnego oleju kokosowego lub masła klarowanego dla nie-wegan
- 70g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli parowej
- 2-3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej lub bardzo mocne espresso
- 1 łyżeczka octu
Suche:
- 1,5 szklanki mąk [1:1 gryka, jagło i kasztan]
- 1 łyżeczka sody
- 1 kopiasta łyżka kakao

Masa kakaowo-kawowa:
Przepis opiera się na TYM kremie, który jest jednocześnie moim ulubionym do przekładania ciast. Użyłam tutaj jednak nieco mniej mleka, pominęłam whisky i dodałam ok 3 łyżeczek kawy lub więcej. Dosładzałam do smaku, do smaku również dodając kakao i jednocześnie mając na uwadze założenie, żeby krem był nieco bardziej gęsty

Buraka wyszorować, umieścić w rondlu wypełnionym wodą i gotować do miękkości - aż widelec wejdzie do niego bez większego oporu. Następnie obrać go, pokroić w kostkę i zmielić w blenderze na mus. Połączyć z resztą mokrych składników - można w dalszym ciągu użyć do tego blendera.
Mąki przesiać do miski, dodać sodę oraz kakao, a następnie przelać mokre składniki i wymieszać dokładnie.
Gotową masę przelać do foremki [tortownica 16cm dla formy tortu lub blaszka 20x26cm dla formy brownie], a następnie piec w temperaturze 180 stopni przez ok 40-50 minut lub do suchego patyczka**

UWAGI:
* - mój miód był skrystalizowany, więc nabrało się solidnie, przyjmijmy więc dwie normalne łyżki miodu
** - patyczek może być oblepiony ciastem, jednak ciasto nie może być surowe - poznacie to po tym czy masa na patyczku się błyszczy, czy jest raczej lepka i zbita.
- ciasto na zdjęciach ma nieco grudkowatą konsystencję, co zawdzięczam prawdopodobnie mące jaglanej powstałej ze zblendowania kaszy. W przypadku gładkiej mąki problem nie powinien występować, tak sądzę.





Pin It

Mini tarta z bananami i czekoladą (bezglutenowa, bezzbożowa, paleo)

W końcu udało mi się przygotować ciastko - jednoporcjową egoistyczną mini tartę. Nie taka była ona do końca egoistyczna, ponieważ M postanowił podzielić się nią ze mną, no ale.. cóż, to była tylko jego dobra wola, ja nie wiem czy byłabym taka dobroduszna (;

SKŁADNIKI:
(1 tarta o średnicy ok 13cm)

Kruche:
- 1/2 szklanki mąki*
- 1 łyżka zimnego masła/oleju kokosowego
- 1 żółtko**
- szczypta cynamonu
+ dla  słodszej wersji płaska łyżka ksylitolu

Wszystkie składniki zagnieść za pomocą noża na stolnicy, lub zblendować za pomocą malaksera/robota kuchennego, do momentu, w którym otrzymamy jednolitą kulę. Jej konsystencję regulujemy dodatkiem mąki, jeśli jest zbyt kleista, lub wody, jeśli zbyt sucha.
Gotowym ciastem należy wylepić spód oraz brzegi, a następnie ponakłuwać spód widelcem i schłodzić w lodówce na chociaż kilkanaście minut. Po tym czasie umieścić w piekarniku nagrzanym do ok 170 stopni i piec ok 13-15 minut. Wyjąć i wystudzić nie wyciągając z foremki.

Bananowa Stracciatella:
- 1 dojrzały niewielki banan [minus cztery plasterki do przybrania]
- 3 kostki gorzkiej czekolady [15g]

Czekoladę posiekać na drobne cząstki lub zetrzeć na tarce. Banana rozgnieść widelcem, połączyć z czekoladą, wyłożyć na spód upieczonej tarty.

Polewa czekoladowa:
I tu Kochani stajemy przed wielką improwizacją, ponieważ polewa to resztki domowej nutelli pozostałej po urodzinowym ciastku pieczonym dla mojej koleżanki. Zasada jest prosta - bierzecie:
- garstkę orzechów laskowych
- kakao
- dowolny słód do smaku - sypki lub płynny
- mleko kokosowe i/lub stopioną gorzką czekoladę do regulacji gęstości masy
- szczyptę soli
Orzechy mielicie na pył, a resztę dodajecie wedle uznania do uzyskania pożądanej konsystencji [schłodzona zastyga], a co zostanie odkładacie do pojemniczka lub wyjadacie łyżeczką (;
Opcja nr 2: czysta gorzka czekolada rozpuszczona z odrobiną mleka kokosowego

Taką polewą zakrywacie bananową straciatellę. Teraz ciastko wystarczy już tylko porządnie schłodzić, a potem zjeść (:

UWAGI:
* - mniej więcej dwie części kasztanowej i gryki na jedną część kokosowej
** - żółtko można zamienić na 1-2 łyżki masła/oleju




Pin It

Kakaowe tartaletki z owocami leśnymi i truskawkową pianką, bezglutenowe, paleo

Niedawno w TYM wpisie chwaliłam się moim najnowszym i nieco wymarzonym nabytkiem. Pierwszy raz zobaczyłam je chyba ze dwa lata temu, może więcej - tuż po tym, jak odstawiłam gluten i nabiał. Popatrzyłam na nie z żalem, wiedząc, że od dawna planowałam takie kupić, ale teraz to już bez sensu, bo przecież gluten nie, nabiał nie, cukier również nie za bardzo.. No i tak na nie patrzyłam niejednokrotnie przez te wszystkie miesiące. Później zaczęłam na nowo piec według nowych zasad i kolejny raz - nie, bo po co mi to, bo już foremek multum, bo zbędne.. W końcu przełamałam się i stwierdziłam, że kupię, ale przy kasie ponownie zrezygnowałam, bo.. a, szkoda pieniędzy.
W końcu po ponad dwóch latach wpadły mi w łapy na dobre, głównie za sprawą idealnej ceny, stąd dokupiłam drugą paczkę i mam - cztery foremki na mini tarty, a jak mnie najdzie ochota, to mogę zrobić tylko jedną. No idealnie, a pomysłów na ich wykorzystanie cała masa przecież!
No i wpadł pierwszy- standardowo przed wizytą u rodziców piekę jakieś ciasto, bo okazja do pieczenia jest, a i chętnych na nie więcej. Akurat jest nas czworo, więc tym razem każdy dostał po jednym ciastku i koniec dobroci (;
Przyznam się, w końcu nazwa bloga do czegoś zobowiązuje, że to nie jest to, co planowałam. Pieczone miały być tylko spody, reszta zupełnie surowa, przynajmniej pomijając krótkie zagotowanie masy, jednak owoce nie tknięte. I co wyszło? Że za małe proporcje przyjęłam i masy czekoladowej starczyło owszem, na cztery mini tarty, ale max do połowy ich wysokości :D Z bezą bawić się już nie chciałam, bita śmietana kokosowa mnie nie przekonuje, nabiałowa byłaby idealna, ale nie bardzo używam, więc.. pianka budyniowa. Coś, co chciałam już wcześniej zrobić, koniecznie na bazie własnego proszku budyniowego. Między innymi na tę potrzebę poprosiłam Tatę o ususzenie truskawek, których dostałam cały słoik - truskawkowy proszek to jest to!
Wyszło.. no inaczej niż planowałam, bo trochę kombinowania, ale kurczę, warto było, tak serio serio (: Jest wilgotno, mocno czekoladowo i kleiście, a całość dopełnia kwas owoców, no poezja (:


SKŁADNIKI:
(4 foremki o średnicy ok 13cm)
kruche ciasto:
- 1 i 1/3 szklanki mąki*
- 140g zimnego masła
- 1 żółtko
- 3 łyżki dowolnego słodu lub do smaku
- 2,5 łyżki kakao
mus czekoladowy:
- 40g kakao
- 30g dowolnego słodu (lub do smaku)
- 80ml mleka kokosowego
- 15-20g gorzkiej czekolady
- ok 160-170g mieszanki dowolnych owoców leśnych
pianka truskawkowa:
-1 białko
- 30g ksylitolu
- ok 16g truskawkowego proszku budyniowego**

+ dowolne owoce do przybrania

Składniki na ciasto posiekać nożem i zagnieść rękoma w jednolitą kulę, lub umieścić kielichu malaksera z końcówką mieszającą i blendować przez kilkanaście sekund, do czasu aż całość zlepi się w kulę. Gotowe podzielić na cztery równe części i każdą z nich wyłożyć brzegi i dno foremek, które dodatkowo należy nakłuć widelcem. Odstawić do lodówki w celu schłodzenia na ok 30 minut, a następnie piec przez ok 8 minut w 180 stopniach.

Kakao wymieszać z wybranym słodem i odrobiną mleka na jednolitą kleistą pastę. Zalać resztą mleka i podgrzać na niewielkim płomieniu do zagotowania. Czekoladę stopić w kąpieli wodnej i przelać do gotującej się masy. Gotować ok 3 minut, po czym zdjąć z ognia i wmieszać owoce. Odstawić do ostudzenia, a następnie rozlać równomiernie do upieczonych tart.

Białko ubić na sztywną pianę na wysokich obrotach, a następnie nie przerywając ubijania dodawać po odrobinie cukru. Ubijać do momentu, w którym cukier całkowicie się rozpuści. Wmieszać gotowy proszek budyniowy i rozprowadzić całość na musie z owocami. Na wierzchu każdej foremki rozłożyć dowolne owoce i ponownie wstawić do piekarnika na ok 10-15 minut w 180 stopniach.

UWAGI:
* - u mnie miks mąk kokosowej, kasztanowej i gryczanej w proporcji 1:1:1, ale może być to też pojedynczy rodzaj mąki, wedle preferencji
** - kupne proszki zawierają barwniki i aromaty. Ja użyłam domowej mieszanki 10g skrobi + 16g zmielonych suszonych truskawek. Możecie ususzyć je samodzielnie i przechowywać w słoiczku, lub poza sezonem kupić truskawki liofilizowane. Nad suszonymi mają tę przewagę, że po zmieleniu nie trzeba przesiewać ich przez sitko (;
- jeśli nie zależy Wam na piance, która u mnie, jak pisałam, była totalną improwizacją, pieczcie spody od razu ok 13-15 minut, a proporcje musu i owoców zwiększcie dwukrotnie.







**** wpis powstał we współpracy ze sklepem internetowym Senza.pl. Wszystkie składniki potrzebne do upieczenia tartalatek znajdziecie właśnie tam (: ****

senza logo



Uczta pod gołym niebem 2016
Pin It

Tort czekoladowy z malinami lub tort czekoladowy z Meksyku; bezglutenowy, paleo

Tort, którego upieczenie było dla mnie niezłym dylematem. Zazwyczaj staram się piec jak najprościej [choć kiedyś było zgoła inaczej, a to dawało mi prawdziwą frajdę] i co najważniejsze, nie przesadzając z ilością cukru. Wypiek miał być dla Taty na Dzień Ojca. Taty wielbiciela czekolady, więc pierwsze co przyszło mi do głowy to ten tort. A jest to tort szczególny, ponieważ zupełnie pierwszy, jaki upiekłam dla swojego chłopaka na jego 21 urodziny, czyli.. oj, dawno i nieprawda (;
W oryginale jest to Tort Czekoladowy z Meksyku, na mące pszennej, z nabiałem i kupą cukru. Dosłownie kupą cukru. Pamiętałam jednak jak niezwykle wówczas nam smakował, mimo, że za słodki. Ciężki, wilgotny, przełożony mocno kakaowym kleistym kremem, cudo. Dlatego też była to pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, kiedy zastanawiałam się nad tortem dla Taty. Żadne tam bezy, kremy czy budynie - ciężka czekolada!
Tak więc - tort wybrany, zmodyfikowany, proporcje zmniejszone na 16cm tortownicę + o wiele mniej słodu i co najważniejsze - zrezygnowałam z karmelu na rzecz malin. Po pierwsze, co za dużo to niezdrowo, po drugie.. no nie chciało mi się, a po trzecie - niech się chowa karmel przed malinami skąpanymi w czekoladzie, strzał w dziesiątkę i nie ma co dyskutować.
Tort dodatkowo otwiera tag 'samuraj', bo choć po zboża sięgam od dawna w niewielkich ilościach, to na blogu żaden przepis jeszcze nie miał okazji zagościć. Więc będzie ten torcik, ale szczegóły odnośnie mąk macie poniżej (;


SKŁADNIKI:
[na foremkę 16cm]
Ciasto:
- 100g mąki*
- 25g kakao/karobu**
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- szczypta soli
- 2 łyżki bardzo mocnego [!] espresso lub 1 łyżka kawy rozpuszczalnej w 1 łyżce ciepłej wody
- 2-3 łyżki gęstego mleka kokosowego
- 1-2 łyżki whisky opcjonalnie
- 1 łyżeczka octu jabłkowego
- 1 białko
- 1 żółtko
- 40g miękkiego masła
- maksymalnie 100g ksylitolu, lub mniejsza ilość miodu
+ tłuszcz do wysmarowania tortownicy

Krem:
- 65g kakao/karobu**
- maksymalnie 80g ksylitolu lub mniejsza ilość miodu
- 190ml mleka kokosowego***
- 35g bardzo gorzkiej czekolady
- 2 łyżki whisky opcjonalnie
- ziarenka z 1-2 lasek wanilii

Dodatkowo:
- ok 150g malin, lub innych jagodowych owoców.

Krem na spokojnie można przygotować dzień wcześniej, smaki lepiej się przegryzą. Kakao i ksylitol/miód wymieszać i zalać taką ilością mleka, aby powstała gęsta pasta. Wówczas dodać resztę mleka, wymieszać i wstawić na gaz. W tym czasie stopić czekoladę w kąpieli parowej lub mikrofalówce. Gotować ok 3 minuty, zdjąć z ognia. Dodać czekoladę, whisky i wanilię, ostudzić, przykryć i wstawić do lodówki.

Mąkę wymieszać z kakao, sodą i solą. W oddzielnej miseczce połączyć kawę, mleko, whisky i ocet.
Masło utrzeć z wybranym słodem na puch. Dodać 1/3 miksu mąk i zamieszać. Ponownie dodać 1/3 miksu mąk oraz 1/2 miksu kawowego i połączyć. Na koniec dodać resztę składników i ponownie połączyć. Białko ubić na sztywną pianę, na koniec wmiksować żółtko i delikatnie połączyć z ciastem.
Całość przelać do wytłuszczonej tortownicy. Piec ok 25-30 minut w 180 stopniach.
Po upieczeniu i wystudzeniu przekroić na dwa blaty. Masę podzielić na dwie części. Jedną wyłożyć częściowo na blat, ułożyć gęsto maliny i przykryć resztą połowy masy. Przykryć wierzchem ciasta i rozsmarować na nim drugą połowę kremu. Schłodzić w lodówce.

UWAGI:
* - użyłam miksu na oko: kasztanowa, gryczana, ziemniaczana i chyba łyżka ryżowej, ale można użyć samej kasztanowej, lub kombinować. Ciasto wychodzi ciężkie tak czy siak, a oryginał był na czystej pszennej.
** - miałam mało kakao - wszędzie użyłam miksu z karobem, którego smak mi odpowiada, więc jeśli i Wy go lubicie, zastępujcie śmiało
*** - zauważyliście, że tort jest bardzo kaloryczny? Ja również. Mleko krowie ma o wiele mniej kalorii, więc jeśli tort ma być bez nabiału, a Wy nie chcecie piec kalorycznego potwora, polecam wydoić mleko kokosowe własnoręcznie, ewentualnie mleko migdałowe, lub inne wybrane. Na taką ilość zużyłam 1/2 szklanki wiórków i 1 szklankę wrzątku, a jeszcze zostało mi ciut do skosztowania. Resztkę wiórków zmiksowałam z dwoma świeżymi daktylami i odrobiną tłuszczu, wyszła mi smaczna papka-przekąska.






Oryginalny przepis pochodzi z książki KUCHNIE ŚWIATA Kuchnia Meksykańska, przepisy zebrane przez Martę Orłowską

Pin It

Bezglutenowa tarta z budyniowym patissiere i owocami

Kiedy jako nastolatka próbowałam swoich sił w pieczeniu ciast, podstawową masą była budyniowa, czyli najprościej - domowej roboty budyń zmiksowany z masłem. Jedna z tych rzeczy, które o ile zazwyczaj mi smakowały, o tyle najczęściej krem był zbyt tłusty i mimo sztywnego trzymania się przepisów, praktycznie za każdym razem się warzył. Jakiś czas później całkiem przypadkowo udało mi się znaleźć przepis na 'krem do tarty bez masła'. Szczęście. Zrobiłam pierwszy raz i pełen zachwyt - wyszedł budyń, ale o wiele smaczniejszy niż ten domowy na mleku, cukrze i mące pszennej, do tego żółciutki, idealny wręcz.Idealny również z tego względu, że jeszcze nie było sytuacji, w której by mi się nie udał.
Później dowiedziałam się, że to nic innego jak krem patissiere, bardzo popularny właśnie do tar. Stał się tym samym moim ulubionym kremem, zarówno do tart/tartaletek jak i baza do innych kremów pod modyfikacje (np połączony z twarogiem - rewelacja).
Tak więc przed Wami druga tarta z trzech zapowiedzianych po ostatnim wpisie (następna będzie bardziej świąteczna (; ).


SKŁADNIKI:
spód:
- 1 szklanka mąki [50:50 kasztanowa i kokosowa]*
- 2 łyżki kakao
- 100g pokrojonego w kostkę zimnego masła
- 1 żółtko
- 2-3 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie 1 łyżka cukru kokosowego/ksylitolu

krem patissiere:
- 310ml mleka kokosowego
- 3 żółtka
- 1-2 łyżki dowolnego sypkiego lub płynnego słodu**
- 3 łyżki mąki ararutowej lub z tapioki
- ziarenka wyskrobane z 1,5 laski wanilii

dodatkowo:
- 2-3 łyżki kwaśnej konfitury [u mnie czarna porzeczka]
- dowolne owoce***

Składniki na ciasto posiekać nożem i zagnieść rękoma w jednolitą kulę ciasta, lub umieścić kielichu malaksera z końcówką mieszającą i blendować przez kilkanaście sekund, cały proces wygląda o TAK, ciasto wychodzi idealne (;
Gotową masą wyłożyć foremkę o wymiarach 23x11 lub 22-24cm (ciasta starczy na 24cm), spód nakłuć widelcem i odstawić do lodówki do schłodzenia na ok 30 minut do godziny. Po tym czasie wstawić zimne ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec przez około 13-15 minut.
W tym czasie przygotować krem patissiere.
Mleko umieścić w rondelki razem z laskami i wyskrobanymi z nich ziarenkami wanilii, a następnie zagotować. W tym czasie utrzeć żółtka z wybranym słodem na bardzo jasny kogel mogel, dodać mąkę i połączyć. Gotujący się mlekiem zalać żółtka, rozmieszać energicznie, a następnie całość przelać z powrotem do garnka po mleku. Gotować cały czas mieszając, aż do zgęstnienia masy, a następnie jeszcze ciepłą można przelać na upieczony już spód tarty wysmarowany uprzednio konfiturą. Odstawić do lekkiego ostudzenia, a następnie przyozdobić wybranymi przez nas owocami.

UWAGI:
* - tym razem dałam nieco więcej kasztanowej w stosunku do kokosowej. Ciasto wychodzi mniej duszące i suche
** - dobrze sprawdzi się również zmiksowany baaardzo dojrzały banan - serio serio (:
*** - zależnie od efektu jaki chcecie uzyskać, kupcie dowolne świeże owoce, lub w wersji mniej wyjściowej - użyjcie sezonowych mrożonych. Ja planowałam borówki i maliny z dodatkiem kiwi [o którym zapomniałam] i jakkolwiek borówki dostałam śliczne, tak maliny były spleśniałe, jak większość pakowanych owoców w sklepach niestety. Padło zatem na truskawki, które o tej porze roku są co najmniej bez smaku. Wybierzcie owoce sezonowe (:
- kolejna uwaga - wybierzcie takie mleko, jakie Wam smakuje. Jest to kluczowe, ponieważ krem smakuje przede wszystkim smakiem mleka, dopiero później przebija się wanilia.








I mały bonus na zakończenie.
Prawdopodobnie ze względu na dodatek ciasta, lub nie wiem, może więcej mąki mi się sypnęło, ciasta wyszło nieco więcej niż przy poprzedniej tarcie, której spód był niemalże identyczny.
Została mi się mała bryłka ciasta i garstka owoców. Jeśli i Wam zostanie, polecam wykorzystać ją w poniższy sposób.
Resztą ciasta wykleiłam odpowiadającą mi wymiarem kokilkę i upiekłam razem ze spodem na tartę. Na sam spód nie wykładałam już z tego co pamiętam dżemu, choć nie jestem pewna - na pewno nie zaszkodzi.


Na nadzienie zmiksowałam w młynku do mielenia kawy 2-3 łyżeczki nasionek chia, a następnie zblendowałam z resztą mleka [czyli ok 90ml] i owoców dosładzając do smaku. Tyle ile zmieściło się w wypieczonej mini tarcie, tyle wlałam do środka i schłodziłam w lodówce. Resztę zastygniętą wyjadłam po prostu ze szklanki. Masa wyszła bardzo delikatna i śmietankowa w konsystencji, polecam (:

Pin It

Bezglutenowa tarta jabłkowa z bezą

Tak właśnie wygląda pieczenie ciast w moim przypadku - łatwiej zjeść banana czy daktyla i mieć spokój, niż upiec całą blachę pysznego ciasta i .. nie mieć spokoju! (;
Stąd też piekę wyjątkowo rzadko, mimo że bardzo to lubię. W sumie nawet nie pomagają plany pieczenia w maleńkich foremkach, takich ciast na raz - zapominam i już. Tak akurat wyszło w ostatnich tygodniach, że bywam co sobotę u mojego Taty. Nie wszystko miałam czas udokumentować i już niewiele by brakowało, a i ta tarta nie doczekałaby się swojego zdjęcia. Tak to jest kiedy ma się zbyt wiele na głowie, a doba taka krótka. No ale udało się i jest - i ja zadowolona, że mogłam coś upiec i Tacie smakowało, można odhaczyć i czekać na następną sobotę i w sumie jeszcze następną, bo planów mam od dawna kilka, a możliwości do zrealizowania niewiele. Soboto przybywaj! (;


SKŁADNIKI:
spód:
- 1 szklanka mąki [50:50 kasztanowa i kokosowa]
- 100g pokrojonego w kostkę zimnego masła
- 1 żółtko
- 2-3 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie 1 łyżka cukru kokosowego

nadzienie:
- 2,5 szklanki tartych duszonych jabłek*
- garstka suszonej ciętej żurawiny bez cukru
- cynamon, ilość dowolna
- 1,5 łyżeczki skrobi [u mnie mąka ararutowa]
- dowolny słód do smaku
- sok z cytryny, również do smaku

beza:
- 2 białka
- ksylitol o gramaturze białek
- 1 płaska łyżeczka skrobi [u mnie mąka ararutowa]
- 1 łyżeczka octu jabłkowego

Składniki na ciasto połączyć siekając nożem, a następnie zagnieść rękoma w jednolitą masę formując z niej kulę. Drugą opcją jest zmieszanie wszystkich składników w blenderze - opcja o wiele szybsza.
Gotowym ciastem wyłożyć spód i brzegi formy o wymiarach 11x23 lub tortownicy o średnicy ok 23cm. Spód ponakłuwać widelcem i odstawić do lodówki.
Składniki na masę połączyć doprawiając według własnego smaku. Na końcu dodać mąkę, przemieszać i wyłożyć spód formy.
*Jeśli nie posiadacie gotowych duszonych jabłek, należy wybrać, myślę, że ok trzy sztuki, obrać ze skórki i zetrzeć na tarce/w blenderze, a następnie przełożyć do rondelka z odrobiną masła i dusić do miękkości razem z cynamonem. Na końcu doprawić i dodać żurawinę oraz skrobię.
Formę z ciastem i farszem wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zapiekać przez ok 8 minut.
Białka umieścić w szklanym bądź metalowym naczyniu o wąskim dnie i wyższych ściankach i ubijać za pomocą trzepaczki lub blendera z końcówką do ubijania. Kiedy białka zaczną formować się we w miarę jednolitą białą masę, stopniowo dodawać ksylitol i ubijać aż białka staną się gęste i będą trzymały się dna po odwróceniu ich do góry nogami. Wówczas wmieszać delikatnie ocet ze skrobią.
Wyłożyć na podpieczone ciasto formując dowolne kształty, wstawić do piekarnika i dalej piec przez ok 10-15 minut, a następnie skręcić temperaturę do 130 stopni i suszyć przez ok 2-3 godziny, lub do momentu, w którym beza będzie już sucha i stanie się chrupiąca.






Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
przepisy kulinarne
Przesiane.pl
JemyZdrowo.pl