Domowy majonez z oleju z pestek dyni

Paleo majonez i do tego dyniowy majonez. Podchodziłam do niego jak pies do jeża. A że nie wiadomo czy smaczny, że szkoda oleju, bo taki pyszny, że zwarzyć się może i tak dalej. A guzik prawda, chwila roboty i jest! (:
Niezbyt to typowy dodatek do dań, ani nie wygląda, ani za bardzo nie smakuje jak majonez, ale to nic - dostałam rewelacyjną alternatywę dla klasyki, gęstą, aksamitną, o bardzo oryginalnym smaku, który podejdzie chyba każdemu wielbicielowi tego fantastycznego oleju. Zastosowań chyba wymieniać nie muszę - wszędzie tam, gdzie można było użyć klasycznego majonezu, nada się ten, nadając potrawom odmienności, zupełnie nowego oryginalnego smaku. Polecam spróbować choć raz (:

SKŁADNIKI:
[wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową]
- 2 żółtka
- 1 łyżeczka musztardy dijon
- 1-2 łyżeczki soku z cytryny lub octu winnego
- ok 200-250ml oleju z pestek dyni*
- sól i pieprz

Jajka wyszorować i sparzyć wrzątkiem. Żółtka oddzielić od białek i umieścić razem z musztardą, sokiem z cytryny, solą i pieprzem w wąskim wysokim naczyniu, lub w słoiku, w którym będziecie przechowywać majonez. Ważne jest, żeby naczynie miało średnicę odpowiadającą mniej więcej średnicy nasadki miksującej blendera.
Następnie wlać ko 1/2 oleju, umieścić blender w naczyniu tak, aby stopką dotykał dna. Następnie pulsacyjnie miksować, unosząc po kilku sekundach blender delikatnie i powoli w górę, a następnie w dół. Czynność powtarzać do momentu, w którym otrzymamy jednolitą gęstą emulsję, dolewając jednocześnie po trochu oleju.
Przechowywać w lodówce do tygodnia.

UWAGI:
* - ja użyłam ok 200ml oleju z psetek dyni, ale można śmiało dolać odrobinę więcej lub jeśli Wam szkoda, zmieszać z oliwą z oliwek lub innym olejem, np z awokado.
- jak pisałam - majonez nie jest typowo majonezowy, dlatego polecam na próbę część zmieszać z klasycznym domowym majonezem, robionym na bazie np oleju słonecznikowego - jest naprawdę pyszne (:




Bezglutenowa Wielkanoc
Pin It

Mazurek makowy - bezglutenowy, paleo

Jedyny mazurek, jaki do tej pory jadłam to klasyczny mazurek kajmakowy, który jako dziecko co roku ozdabiałam. Piekielnie słodki, piekielnie smaczny, bo kajmak to jedna z tych niewielu ekstremalnych słodyczy, które jestem w stanie przełknąć i to z wielkim smakiem.
Niestety, taką ilość cukru ciężko byłoby nam obecnie przerobić, poza tym - nabiał, tak więc i dyskwalifikacja. Dlatego od początku wiedziałam, że jeśli będę piekła w te święta mazurka, to będzie to mazurek z makiem.
Dlaczego? Bo kocham mak, kocham masę makową, mogłabym ją wyjadać łyżką prosto z gara i umrzeć ze szczęścia (; Ogólnie bardzo rzadko jadam/jadałam jakiekolwiek wypieki czy desery z makiem, jednak po ostatnich świętach Bożego Narodzenia, w które to pierwszy raz w życiu przygotowywałam własną masę makową, po prostu rozpłynęłam się w zachwycie nad jej smakiem. Tak więc korzystając z okazji powtarzam samą masę umieszczając ją na kruchym spodzie z kontrastującą kwaśną konfiturą - i mamy paleo mazurka (:



SKŁADNIKI:
masa makowa:
- 200g maku mielonego
- ok 3/4 szklanki wody [można zastąpić mlekiem kokosowym]
- ok 3/4 szklanki mleka kokosowego [można zastąpić wodą]
- 1-2 laski wanilii
- daktyle
- żurawina
- dowolne orzechy
- cynamon
+ opcjonalnie miód/syrop klonowy do osłodzenia
+ można dodać również goździki, skórkę z pomarańczy/cytryny, rodzynki czy figi

ciasto:
- 1 szklanka miksu mąk [u mnie po 1/3 kokosowej, kasztanowej i gryczanej]
- 100g pokrojonego w kostkę zimnego masła
- 1 żółtko
- 1-1,5 łyżki ksylitolu/miodu

dodatkowo:
- 3-4 łyżki kwaśnej konfitury [u mnie z czarnej porzeczki]
- dowolne bakalie do przybrania
- 1 białko + trochę ksylitolu [opcjonalnie]*

Przygotowanie masy:
Masę najlepiej przygotować dzień wcześniej, aby smaki się przegryzły.
Do rondla o szerokim dnie przesypać mak, zalać płynami i umieścić na niewielkim ogniu. Z lasek wanilii wyskrobać nasionka i umieścić je razem z laskami w rondlu. Kolejno dodawać pokrojone drobno suszone owoce i orzechy, dodać cynamon i inne dowolne przyprawy. Odstawić do wystudzenia, najlepiej na całą noc, a następnego dnia skosztować, czy odpowiada nam jej słodycz. Jeśli masa jest za mało słodka, można dodać płynnego miodu do smaku, albo i więcej owoców - pełna dowolność.

Przygotowanie ciasta:
Wszystkie składniki na ciasto posiekać na stolnicy za pomocą szerokiego noża, a następnie zagnieść w jednolitą kulę, lub od razu umieścić wszystko w kielichu malaksera i połączyć w całość.
Gotowym ciastem wylepić dno i brzegi foremki [u mnie 23x11cm, ale może być również okrągła o średnicy ok 22cm], ponakłuwać spód widelcem i odstawić do schłodzenia na co najmniej godzinę.
Po tym czasie przełożyć foremkę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok 5-7 minut do lekkiego zrumienienia.
Wyciągnąć, wyłożyć na spód kwaśną konfiturę.

Resztę ciasta można przygotować na dwa sposoby - bez pieczenia [wówczas spód trzeba piec ok 10-15 minut], jednak masa nie będzie tak zwarta jak w przypadku pieczonego makowca, lub z lekkim podpieczeniem. Ja wybrałam tą drugą opcję. W tym celu pozostałe białko należy ubić na pianę z odrobiną ksylitolu na bezę. Oddzielić ok 2/3 masy makowej, bo mniej więcej tyle jest potrzebne [resztę należy zjeść ze smakiem (; ], wymieszać delikatnie z białkiem, wyłożyć na dno formy i piec kolejne 5-7 minut w 180 stopniach.
Po wyjęciu z piekarnika wystudzić całkowicie i ozdobić dowolnymi bakaliami lub rozpuszczoną czekoladą.

UWAGI:

* - masa makowa po upieczeniu nieco traci na słodyczy, dlatego jeśli chcecie tego uniknąć, zamiast samego ubitego białka, można je nieco dosłodzić.
- w opcji bez pieczenia do masy można dodać trochę masła, które sprawi, że po zastygnięciu masa będzie nieco bardziej zwarta
- wpis ze względu na użycie masy makowej ląduje również w tag Boże Narodzenie (:





Bezglutenowa Wielkanoc
Wiosenne słodkości 2016
Pin It

Bezglutenowa tarta z budyniowym patissiere i owocami

Kiedy jako nastolatka próbowałam swoich sił w pieczeniu ciast, podstawową masą była budyniowa, czyli najprościej - domowej roboty budyń zmiksowany z masłem. Jedna z tych rzeczy, które o ile zazwyczaj mi smakowały, o tyle najczęściej krem był zbyt tłusty i mimo sztywnego trzymania się przepisów, praktycznie za każdym razem się warzył. Jakiś czas później całkiem przypadkowo udało mi się znaleźć przepis na 'krem do tarty bez masła'. Szczęście. Zrobiłam pierwszy raz i pełen zachwyt - wyszedł budyń, ale o wiele smaczniejszy niż ten domowy na mleku, cukrze i mące pszennej, do tego żółciutki, idealny wręcz.Idealny również z tego względu, że jeszcze nie było sytuacji, w której by mi się nie udał.
Później dowiedziałam się, że to nic innego jak krem patissiere, bardzo popularny właśnie do tar. Stał się tym samym moim ulubionym kremem, zarówno do tart/tartaletek jak i baza do innych kremów pod modyfikacje (np połączony z twarogiem - rewelacja).
Tak więc przed Wami druga tarta z trzech zapowiedzianych po ostatnim wpisie (następna będzie bardziej świąteczna (; ).


SKŁADNIKI:
spód:
- 1 szklanka mąki [50:50 kasztanowa i kokosowa]*
- 2 łyżki kakao
- 100g pokrojonego w kostkę zimnego masła
- 1 żółtko
- 2-3 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie 1 łyżka cukru kokosowego/ksylitolu

krem patissiere:
- 310ml mleka kokosowego
- 3 żółtka
- 1-2 łyżki dowolnego sypkiego lub płynnego słodu**
- 3 łyżki mąki ararutowej lub z tapioki
- ziarenka wyskrobane z 1,5 laski wanilii

dodatkowo:
- 2-3 łyżki kwaśnej konfitury [u mnie czarna porzeczka]
- dowolne owoce***

Składniki na ciasto posiekać nożem i zagnieść rękoma w jednolitą kulę ciasta, lub umieścić kielichu malaksera z końcówką mieszającą i blendować przez kilkanaście sekund, cały proces wygląda o TAK, ciasto wychodzi idealne (;
Gotową masą wyłożyć foremkę o wymiarach 23x11 lub 22-24cm (ciasta starczy na 24cm), spód nakłuć widelcem i odstawić do lodówki do schłodzenia na ok 30 minut do godziny. Po tym czasie wstawić zimne ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec przez około 13-15 minut.
W tym czasie przygotować krem patissiere.
Mleko umieścić w rondelki razem z laskami i wyskrobanymi z nich ziarenkami wanilii, a następnie zagotować. W tym czasie utrzeć żółtka z wybranym słodem na bardzo jasny kogel mogel, dodać mąkę i połączyć. Gotujący się mlekiem zalać żółtka, rozmieszać energicznie, a następnie całość przelać z powrotem do garnka po mleku. Gotować cały czas mieszając, aż do zgęstnienia masy, a następnie jeszcze ciepłą można przelać na upieczony już spód tarty wysmarowany uprzednio konfiturą. Odstawić do lekkiego ostudzenia, a następnie przyozdobić wybranymi przez nas owocami.

UWAGI:
* - tym razem dałam nieco więcej kasztanowej w stosunku do kokosowej. Ciasto wychodzi mniej duszące i suche
** - dobrze sprawdzi się również zmiksowany baaardzo dojrzały banan - serio serio (:
*** - zależnie od efektu jaki chcecie uzyskać, kupcie dowolne świeże owoce, lub w wersji mniej wyjściowej - użyjcie sezonowych mrożonych. Ja planowałam borówki i maliny z dodatkiem kiwi [o którym zapomniałam] i jakkolwiek borówki dostałam śliczne, tak maliny były spleśniałe, jak większość pakowanych owoców w sklepach niestety. Padło zatem na truskawki, które o tej porze roku są co najmniej bez smaku. Wybierzcie owoce sezonowe (:
- kolejna uwaga - wybierzcie takie mleko, jakie Wam smakuje. Jest to kluczowe, ponieważ krem smakuje przede wszystkim smakiem mleka, dopiero później przebija się wanilia.








I mały bonus na zakończenie.
Prawdopodobnie ze względu na dodatek ciasta, lub nie wiem, może więcej mąki mi się sypnęło, ciasta wyszło nieco więcej niż przy poprzedniej tarcie, której spód był niemalże identyczny.
Została mi się mała bryłka ciasta i garstka owoców. Jeśli i Wam zostanie, polecam wykorzystać ją w poniższy sposób.
Resztą ciasta wykleiłam odpowiadającą mi wymiarem kokilkę i upiekłam razem ze spodem na tartę. Na sam spód nie wykładałam już z tego co pamiętam dżemu, choć nie jestem pewna - na pewno nie zaszkodzi.


Na nadzienie zmiksowałam w młynku do mielenia kawy 2-3 łyżeczki nasionek chia, a następnie zblendowałam z resztą mleka [czyli ok 90ml] i owoców dosładzając do smaku. Tyle ile zmieściło się w wypieczonej mini tarcie, tyle wlałam do środka i schłodziłam w lodówce. Resztę zastygniętą wyjadłam po prostu ze szklanki. Masa wyszła bardzo delikatna i śmietankowa w konsystencji, polecam (:

Pin It

Bezglutenowa tarta jabłkowa z bezą

Tak właśnie wygląda pieczenie ciast w moim przypadku - łatwiej zjeść banana czy daktyla i mieć spokój, niż upiec całą blachę pysznego ciasta i .. nie mieć spokoju! (;
Stąd też piekę wyjątkowo rzadko, mimo że bardzo to lubię. W sumie nawet nie pomagają plany pieczenia w maleńkich foremkach, takich ciast na raz - zapominam i już. Tak akurat wyszło w ostatnich tygodniach, że bywam co sobotę u mojego Taty. Nie wszystko miałam czas udokumentować i już niewiele by brakowało, a i ta tarta nie doczekałaby się swojego zdjęcia. Tak to jest kiedy ma się zbyt wiele na głowie, a doba taka krótka. No ale udało się i jest - i ja zadowolona, że mogłam coś upiec i Tacie smakowało, można odhaczyć i czekać na następną sobotę i w sumie jeszcze następną, bo planów mam od dawna kilka, a możliwości do zrealizowania niewiele. Soboto przybywaj! (;


SKŁADNIKI:
spód:
- 1 szklanka mąki [50:50 kasztanowa i kokosowa]
- 100g pokrojonego w kostkę zimnego masła
- 1 żółtko
- 2-3 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie 1 łyżka cukru kokosowego

nadzienie:
- 2,5 szklanki tartych duszonych jabłek*
- garstka suszonej ciętej żurawiny bez cukru
- cynamon, ilość dowolna
- 1,5 łyżeczki skrobi [u mnie mąka ararutowa]
- dowolny słód do smaku
- sok z cytryny, również do smaku

beza:
- 2 białka
- ksylitol o gramaturze białek
- 1 płaska łyżeczka skrobi [u mnie mąka ararutowa]
- 1 łyżeczka octu jabłkowego

Składniki na ciasto połączyć siekając nożem, a następnie zagnieść rękoma w jednolitą masę formując z niej kulę. Drugą opcją jest zmieszanie wszystkich składników w blenderze - opcja o wiele szybsza.
Gotowym ciastem wyłożyć spód i brzegi formy o wymiarach 11x23 lub tortownicy o średnicy ok 23cm. Spód ponakłuwać widelcem i odstawić do lodówki.
Składniki na masę połączyć doprawiając według własnego smaku. Na końcu dodać mąkę, przemieszać i wyłożyć spód formy.
*Jeśli nie posiadacie gotowych duszonych jabłek, należy wybrać, myślę, że ok trzy sztuki, obrać ze skórki i zetrzeć na tarce/w blenderze, a następnie przełożyć do rondelka z odrobiną masła i dusić do miękkości razem z cynamonem. Na końcu doprawić i dodać żurawinę oraz skrobię.
Formę z ciastem i farszem wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zapiekać przez ok 8 minut.
Białka umieścić w szklanym bądź metalowym naczyniu o wąskim dnie i wyższych ściankach i ubijać za pomocą trzepaczki lub blendera z końcówką do ubijania. Kiedy białka zaczną formować się we w miarę jednolitą białą masę, stopniowo dodawać ksylitol i ubijać aż białka staną się gęste i będą trzymały się dna po odwróceniu ich do góry nogami. Wówczas wmieszać delikatnie ocet ze skrobią.
Wyłożyć na podpieczone ciasto formując dowolne kształty, wstawić do piekarnika i dalej piec przez ok 10-15 minut, a następnie skręcić temperaturę do 130 stopni i suszyć przez ok 2-3 godziny, lub do momentu, w którym beza będzie już sucha i stanie się chrupiąca.






Pin It

Aromatyczne bitki w tartych warzywach

Bardzo prosta i szybka w przygotowaniu potrawa, jedna z moich ulubionych. Nic dziwnego, skoro została zapoczątkowana przez mojego Tatę, którego pomysłami często się inspirowałam, jeszcze mieszkając z rodzicami. Bo trzeba przyznać, że Tata gotuje rzadko, ale za to wybitnie smacznie (sorry Mamo (; ). Pierwowzór wyglądał dokładnie tak: KLIK, danie nr 6, na samym końcu. Wciąż zachowuje pierwotną formę, choć przeszło kilka modyfikacji - zmienia się mięso, zmienia się dodatki smakowe, ale podstawa wciąż jest ta sama - porządnie rozbite zamarynowane mięso i tarte warzywa korzeniowe.
Jaki jest kolejny plus? Totalna dowolność zarówno w rodzajach mięsa jak i proporcjach warzyw. Chcesz karczek lub wolisz wieprzowinę albo drób - droga wolna. Nie lubisz posmaku pietruszki? Dodaj seler lub batata. Wszystko wedle uznania (;



SKŁADNIKI:
[2 porcje]
- 3 plastry dowolnego mięsa*
- 2-3 plasterki boczku wędzonego
- kilka pieczarek
- 2 duże marchewki
- 1 niewielka pietruszka
- kilka ząbków czosnku
- pół cebuli
- przyprawy: sól, pieprz***, kurkuma, kolendra, liść laurowy, ziele angielskie*** + inne dowolne zioła

Mięso rozbić tłuczkiem, najlepiej przez folię, na cienkie plasterki uważając jednocześnie, aby nie przedziurawić plastrów na wylot. Oprószyć solą, pieprzem i kurkumą. Jeśli nie zależy nam na czasie, można mięso zamarynować. W tym celu wystarczy obłożyć je czosnkiem i cebulą, dodać liście laurowe, ziele angielskie i kolendrę. Można dodać trochę musztardy dijon. Odstawić na kilka godzin, lub na całą noc, do przegryzienia smaków.
W rondlu/na patelni o szerokim dnie** umieścić pokrojony w kostkę boczek, nastawić na najniższy płomień i podgrzewać przez chwilę, aż z boczku wytopi się tłuszcz. Jeśli będzie go za dużo, można go odlać. Na rozgrzany boczek przełożyć plastry mięsa i zaraz po tym dodać pieczarki, cebulę, czosnek oraz liść laurowy z zielem angielskim. Mięso obsmażyć z dwóch stron aż się nieco zetnie, co jakiś czas mieszając ze sobą resztę składników.
Marchew i pietruszkę wyszorować pod bieżącą wodą, odciąć końcówki i zetrzeć. Kiedy mięso będzie już lekko obsmażone z obu stron, przykryć całość warzywami i dusić przez chwilę, aż te zmniejszą swoją objętość. W razie konieczności w trakcie duszenia można podlać odrobiną wody lub bulionu. Dusić pod przykryciem do miękkości.

UWAGI:

* - u mnie w użyciu jest zazwyczaj karczek, rzadziej schab (na zdjęciach), raz trafiły się sznycle z piersi indyczej. Może to też być polędwica wołowa lub cielęca, albo piersi z kurczaka.
** - jedyne naczynie o szerokim dnie, jakie posiadam, to spora patelnia z powłoką ceramiczną, natomiast od siebie polecam wybór naczynia ze stali nierdzewnej - nie wiem dlaczego, jednak potrawa duszona w stali smakuje o wiele lepiej, więc jeśli macie wybór, nawet się nie zastanawiajcie.
*** - niedozwolone na AIP
- w swoim przepisie użyłam marchewki i pietruszki, ale może to też być pasternak, batat lub seler, wedle uznania.
- polecam również dodatek cienko skrojonego pora - ja raczej nie używam, bo różnie go toleruję, jednak bardzo ładnie komponuje się z resztą.
- inne dodatki, o jakich warto pomyśleć w komponowaniu potrawy to suszone grzyby [część polecam sproszkować] lub suszone pomidory.



Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
JemyZdrowo.pl