Zimowy koktajl: dynia, daktyle, orzechy

A tu trzecia i ostatnia propozycja, czyli jak rozkoszowałam się zakończeniem pracy w kuchni wykorzystując resztki dyni (:
SKŁADNIKI:
- 2 świeże daktyle
- 2/3 szklanki puree dyniowego
- reszta masła orzechowego pozostała z pralinek, lub po prostu masło z orzechów w ilości do smaku
- cynamon
- mleko kokosowe do uzyskania odpowiadającej nam konsystencji
+ opcjonalnie odrobina woda do rozrzedzenia, jeśli nie chcemy zbyt dużo mleka w koktajlu.

Miksujemy i do szklanki (:

Pin It

Muffinki dyniowe z żurawiną [bezglutenowe, paleo]

Tak naprawdę to miało być ciasto. Ale że ja jak to ja nigdy nie potrafię się zdecydować i zmieniam zdanie co pięć minut, to wyszło jak wyszło - miało być małe i łatwo podzielne. No i są cztery chlebki na cztery osoby, udało się (;
Dla standardowej blaszki na muffinki z podanych proporcji powinno wyjść ok 8 sztuk, tak myślę.


SKŁADNIKI:
(ok 8 muffinek lub 4 chlebki)
suche:
- 1 szklanka mąki kasztanowej*
- 1 bardzo płaska łyżeczka sody
- ok 1/3-1/2 szklanki erytrytolu**
- garstka żurawiny
- 1 płaska łyżeczka przyprawy do piernika
mokre:
- 1 szklanka puree z pieczonej dyni
- 2 jajka
- 2 spore łyżki oleju kokosowego
- 1 łyżka octu jabłkowego

Zarówno suche jak i mokre składniki połączyć najpierw dokładnie w oddzielnych misach, a następnie suche składniki przesypać do mokrych i wymieszać szybko i niedbale - do połączenia składników.
Przelać do natłuszczonych foremek i piec ok 25-30 minut w 180 stopniach.

UWAGI:
* - można próbować zamienić pół na pół z mąką gryczaną lub jaglaną, raczej nie polecałabym tu mąki kokosowej, jest za sucha
** - było mi żal daktyli, a miodu obrabiać termicznie wręcz nie znoszę [co nie znaczy, że mi się nie zdarza!], ale jeśli chcecie bardziej naturalnie, wybierzcie któryś z tych dwóch składników



Pin It

Budyń ananasowy / pineapple curd [bezglutenowy, paleo]

Tak absurd. Nie kupujesz ananasów, bo zazwyczaj są zbyt drogie, lub byt duże lub zbyt niedojrzałe, albo spleśniałe. Albo z jakiegokolwiek powodu. A później nadarza się okazja, znosisz ananasa do domu i zaczynasz główkować co z nim zrobić. Surowy ananas jest tak pyszny, że chciałoby się go zjeść bez niczego. Albo koktajl. A może sok? A może deser? Może jednak ciasto? Ale żeby poddawać obróbce termicznej? No to może jednak zjeść solo? Ale rodzice przyjeżdżają, to deser by się przydał. Nie chce mi się piec, zresztą nawet nie mam masła i nie chce mi się do sklepu. Cholera, przecież koktajlu im do kawy nie podam!
I tak w kółko.. Znacie to? Ja aż za dobrze czasem.
Deser miał być surowym puddingiem z chia, ale jak się człowiek budzi z ręką w nocniku i wie, że chia nie stężeje, to.. cóż, można zrobić budyń, czy nam curd jak kto woli. Nie byłam pewna tej zabawy, ale wyszło i w sumie sama się zdziwiłam, że taki zwyklak zasmakuje. Polecam do przełożenia ciasteczek, blatów tortu, jako wypełnienie do tarty, albo dodatek do placków czy naleśników - będzie super (:


SKŁADNIKI:
- ok 3/4 średniej wielkości ananasa (ok 400g miąższu)
- 1 jajko
- 1 żółtko*
- mleko kokosowe, 10 łyżek + 3 łyżki
- słód do smaku, dowolny**
- szczypta cynamonu
- szczypta soli
- odrobina kurkumy
- płaska łyżeczka sproszkowanej wanilii
- 2 płaskie łyżki mąki***

do przybrania:
- wiórki kokosowe
- kawałki świeżego ananasa
- opcjonalnie szczypta cukru kokosowego

Ananasa kroimy w kostkę i blendujemy na jednolity mus, który następnie przecieramy przez sito. Powinna zostać lekko kopiasta łyżeczka suchej pulpy [można zużyć do innego słodkiego wypieku]. Dodajemy przyprawy, słód, jajko z żółtkiem i 10 łyżek mleka, skrobię łączymy z pozostałymi trzema łyżkami mleka i mieszamy. Mieszankę z ananasem podgrzewamy na niewielkim ogniu ciągle mieszając, doprowadzamy do wrzenia. W tym momencie rondelek należy zdjąć z ognia, dodać rozpuszczoną skrobię i energicznie wymieszać rózgą, tak aby nie dopuścić do powstania grudek. Przełożyć z powrotem na palnik i nie przerywając mieszania gotować ok 2-3 minuty.
Zdjąć z ognia, przykryć delikatnie folią i odstawić do wystudzenia.

Wiórki kokosowe podprażyć na suchej patelni, oprószyć lekko cukrem. Tężejący budyń przełożyć do miseczek, ułożyć na wierzchu kawałki świeżego ananasa i posypać kokosem.

UWAGI:
* - jak ktoś ma farta, to bierze jajko dwużółtkowe i problem z głowy (;
** - u mnie syrop i cukier kokosowy dla podbicia aromatu
*** - u mnie ararutowa, ale można zamienić na inną skrobię



Pin It

Dyniowe pralinki jak cookie dough [bezglutenowe, wegańskie]

Te pralinki to był całkowity spontan. Właściwie zaczęło się od jednej dyni - tej najzwyklejszej, najbardziej powszechnej. Nigdy jeszcze nie miałam okazji jej spróbować, bo w sklepach trafiałam na same potężne okazy aż do niedawna - kilo trzysta, najmniejsza jaka była. Postanowiłam, że kupię i spróbuję ją wykorzystać, a jednocześnie dowiem się w końcu jak smakuje.
No i w sumie co - kupiłam, spróbowałam, wykorzystałam. I wracam do hokkaido, nadal wierna (: Fakt, że taka dynia ma sama w sobie smak dosyć mdły, ale wszystko, co z niej powstało wyszło bardzo smaczne, choć nieco mało dyniowe, dlatego cóż - warto było spróbować, ale wszystko co zrobię jako następne, zrobię z hokkaido, bo wiem, że będą o wiele lepsze.
Poniższe pralinki powstały z czegoś na zasadzie 'cookie dough', czyli miękkiej ciasteczkowej masy do zjedzenia na surowo, ale bez żadnych tego konsekwencji. Wy też lubicie surowe ciasto? Bo ja zawsze wygrzebuję resztki z misek podczas pieczenia :D


SKŁADNIKI:
(ok 20 sztuk)
- ok 6 świeżych daktyli bez pestek
- 1/3 szklanki masła z dowolnych orzechów/nasion*
- 1/2 szklanki puree z pieczonej dyni
- szczypta cynamonu
- szczypta wanilii
- opcjonalnie kurkuma
- garstka ziarenek surowego kakao
- ok 6 łyżeczek mąki kokosowej
+ polewa:
- ok 100g gorzkiej czekolady
- płaska łyżka oleju kokosowego

Daktyle zblendować na pastę. Jeśli są zbyt suche, należy dodać odrobinę wody, jeśli zaś wybraliście daktyle suszone, należy je uprzednio namoczyć w niewielkiej ilości wody. Pastę daktylową połączyć z resztą składników prócz mąki i ziarenek zblendować na jednolitą masę. Na końcu dodawać po odrobinie mąki do uzyskania bardziej spójnej konsystencji, jednak masa ma pozostać względnie miękka. Wmieszać ziarenka kakao i schłodzić w zamrażarce na 20-30 minut.
W tym czasie rozpuścić w kąpieli parowej czekoladę wraz z olejem kokosowym i ostudzić.
Z gotowej masy formować delikatnie kulki, koniecznie używając do tego gumowych rękawiczek [masa się bardzo klei, ale w tym rzecz]. Kulki układać na folii lub drobnej kratce do studzenia potraw, a następnie każdą kolejno oblewać czekoladą.
Ponownie odstawić do schłodzenia.

UWAGI:
- Jak przystało na cookie dough, masa jest miękka. Bardzo miękka. Kluczowymi są tu dwa szczegóły. Pierwszy to schłodzenie masy w zamrażarce [ale uwaga, żeby nie zamrozić!], a drugi to również wyżej wspomniane gumowe rękawiczki - takie cienkie jednorazówki. Myślę, że bez tego nie da rady stworzyć niczego. Można oczywiście dodać więcej mąki, ale otrzymacie tylko duszącą kokosową papkę - nie warto.
- Zagęścić masę można również zmielonymi na pył orzechami, nerkowce powinny być najbardziej neutralne.



Pin It

Barszcz z wolnowaru

Powodów, dla których zdecydowałam się na tę improwizację było kilka. Walory odżywcze buraków, które bardzo lubię na przykład. Albo to, że w tym roku, w przeciwieństwie do zeszłego trafiam na same nie spleśniałe okazy. No i też w naprawdę sporej mierze przyczyniła się do tego lipcowa choroba M, który tak strasznie zatęsknił za barszczem, że aż moja Mama musiała do nas przyjechać z zupą dla niego (;
Akurat w dniu jego gotowania M wracał z delegacji, więc spontanicznie padło na barszcz. Z ziemniakiem, z jajkiem, na wędzonce. Tak po polsku zupełnie.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w sumie ten barszcz to jedna wielka improwizacja, bo tak naprawdę nigdy nie robiłam barszczu, nie tylko z wolnowaru. I mało tego - przepisów na taki barszcz z wolnowaru nie znalazłam wcale, więc ryzyk fizyk.I jak wyszło? Ano tak, że dzień po ugotowaniu barszczu, kiedy smaki się już konkretnie przegryzły M zjadł dwie porcje i to tak łapczywie, że chyba jeszcze nie widziałam do w takiej akcji. No szok, umiem zupę (:


SKŁADNIKI:
- 1 wędzona golonka, niezbyt duża
- wędzone żeberka lub kości
- po 3 liście laurowe i kuleczki ziela angielskiego*
- 3-4 niezbyt duże buraki
- 3-4 małe ziemniaki*
- 1 marchewka
- sól, pieprz*, majeranek, kurkuma
- ocet jabłkowy lub sok z cytryny**
- ugotowane na twardo jajko do podania*

Golonkę oraz żeberka/kości umieszczamy w misie wolnowaru i zalewamy wodą, ok 1,5 litra. Dodajemy liście laurowe i ziele angielskie, włączamy wolnowar na poziom 2 i zapominamy na 2 godziny. Warzywa wyszorować, buraki i marchew zetrzeć na tarce, ziemniaki pokroić w kostkę.
Po tym czasie wyławiamy mięso. Dodajemy wszystkie warzywa***, sól, pieprz, kurkumę, ocet/sok z cytryny i majeranek. Z golonki odkrawamy skórę i zostawiamy w misie wolnowaru. Zapominamy na kolejne 2 godziny na poziomie 2. Po tym czasie ponownie doprawiamy, jeśli jest to konieczne, choć prawda jest taka, że smaki muszą się porządnie przegryźć, więc barszcz będzie dobry tak naprawdę dopiero następnego dnia.

UWAGI:
* - Wszystkie składniki oznaczone gwiazdką należy wykluczyć będąc na protokole autoimmunologicznym
** - podobno dobra jest też woda z kiszonych ogórków - nie próbowałam
*** - jeżeli zależy Wam na czasie, ziemniaki pomińcie, ugotujcie osobno, lub może wrzucicie je po pierwszej godzinie gotowania mięsa.

- Początkowo w garze wylądowała sama golonka. Żeberka dodałam dopiero wraz z burakami. Dlaczego? Ano dlatego, że obawiałam się zbytniej dominanty wędzonki w smaku. Zbytecznie - golonka wbrew pozorom nie oddała go zbyt wiele, ale można kombinować według własnych smaków.




Pin It

Gofry z cukinii i marchewki [bezglutenowe, paleo]

Faktycznie samych gofrów tu za bardzo nie widać - przykryły się dodatkami, a to głównie za sprawą tego, iż post miał być stricte śniadaniowy, ale publikacja odwlekła się jakoś w czasie.
Faktem jest, że odkąd dostałam tę upragnioną gofrownicę, gofry z samej mąki robiłam zaledwie dwa razy i ilekroć obiecuję sobie, że następne będą zwykłe chrupiące, tak każdy następny kończy się właśnie tymi. Bo są szybkie, lekkie, mają znikomą ilość węglowodanów oraz skrobi, no i.. bo smaczne są no! Przepis bazuje na plackach z cukinii i marchewki, które to placki namiętnie przerabiałam nieraz na kanapki, aż w końcu poszłam i jeden level wyżej i tak mam kanapki z placków bez smażenia i tym samym legalne pieczywo. no i jest super :D


SKŁADNIKI:
- 1 niezbyt duża cukinia
- 2-3 marchewki średniej wielkości
- 2 duże jaja
- 2 spore łyżki mąki kasztanowej*
- przyprawy [sól/pieprz/kurkuma + dowolne zioła, czosnek]
- opcjonalnie suszone pomidory lub oliwki

Warzywa wyszorować, odciąć końcówki i zetrzeć w blenderze/malakserze. Dodać jajka, przyprawy oraz mąkę, a następnie wymieszać. Cukinii nie odsączam - płyn łączy się z mąkami i jajkiem, ale jeśli chcecie, można to zrobić.
Gotowe ciasto od razu smażyć w rozgrzanej gofrownicy tak długo, jak długo będzie wymagało tego ciasto - zależnie od gofrownicy, u mnie to ok 3-4 minuty.
Podawać z dowolnymi dodatkami - u mnie guacamole i pasta z pieczonej dyni.

UWAGI:
* - mąki możecie mieszać. Ja używam głównie kasztanowej lub mieszam ją z gryką/ryżową/jaglaną. Rzadziej dodaję odrobinę kokosowej, jednak jest ona dla mnie zbyt sucha.
- w wersji niewegetariańskiej polecam dodać do ciasta odrobinę pokrojonego w cienkie plasterki boczku - takie plasterki najlepiej pokroić na kilka cząstek i poukładać w kilku miejscach przed zamknięciem gofrownicy.
- jeśli chcecie, aby Wasze gofry były mniej kaloryczne, miały mniej węglowodanów, lub z jakichś przyczyn nie chcecie używać mąk, możecie spróbować je pominąć, ale tę metodę zaleciłabym tylko w momencie, kiedy znacie swoją gofrownicę i wiecie, że takie ciasto do niej nie przywrze
- gofry będą bardziej zbite i chrupkie jeśli dodacie więcej mąki - w tym celu tym bardziej nie odsączajcie cukinii - tutaj polecam mąką ryżową





Pin It

Spaghetti z kremowym sosem z pieczonej papryki [wegańskie, paleo]

Potrawa powstała w sumie całkowicie spontanicznie. Jakiś czas temu zakupiłam trzy paczki makaronu konjac i.. No tak mi zalegał od dawna, a jeśli już jadłam jakiekolwiek spaghetti, używałam do tego swojej ulubionej cukinii, odkładając konjac w odstawkę. W końcu stwierdziłam, że już najwyższa pora, zresztą cukinii i tak pod reką nie miałam i tak powstała ta oto potrawa (:
Przede wszystkim miało być bez mięsa - ani nie miałam na nie większej ochoty ani ochoty na jego przygotowywanie, o ochocie na wybieranie się specjalnie na tę okazję na zakupy nie mówiąc. Miało być szybko i łatwo, no i tak jak jeszcze nie jadłam oczywiście (; Paprykę poddaję obróbce termicznej niezwykle rzadko - nazwijcie to ortoreksją, ale serce mi pęka na myśl o uciekających z niej witaminach. I wiecie co? W sumie to nie żałuję, pieczona papryka jest fantastyczna w smaku, a poniższy przepis to chyba tylko początek zabaw tym rewelacyjnym sosem. Podstawową wersję macie poniżej, a jeszcze ciut niżej kilka moich propozycji na rozbudowanie jego smaku. Ja pewnie wybiorę jedną z nich jesze w tym tygodniu, bo w końcu zostały mi jeszcze dwie paczki makaronu, a cukinii w sklepach nie brakuje. Papryki zresztą też :D


SKŁADNIKI:
[1 porcja]
- 2 czerwone papryki+ sól i oliwa
- garść nerkowców lub dowolne masło orzechowe w ilości do smaku [ok 1 łyżka powinna być ok]
- 3 suszone pomidory
- sól/pieprz/czosnek/kurkuma
+ dodatkowo dowolny makaron - u mnie opakowanie makaronu konjac, ale lepiej sprawdzi się makaron z cukinii

Prawda, że prosty skład? Poniżej w uwagach macie informacje czym można smak urozmaicać.

Papryki umyć, pokroić na ćwiartki, pozbawić gniazd nasiennych i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Skropić oliwą i oprószyć solą. Zapiekać w temperaturze ok 150 stopni do miękkości. Następnie wyjąć je z piekarnika, umieścić w szklanym pojemniku lub grubym woreczku strunowym i potrząsać przez chwilę dla lepszego oddzielenia się skórki od papryki i dać im odpocząć na chwilkę. Po tym czasie wyjąć i obrać.
Nerkowce [najlepiej uprzednio namoczone] zblendować na masło orzechowe, lub użyć gotowego i połączyć z resztą składników blendując na jednolitej konsystencji sos.

Makaron przygotować według opisu na opakowaniu, połączyć z sosem, w razie potrzeby podgrzać lekko na patelni.

UWAGI:
Jak już pisałam, jest to wersja podstawowa, mój pierwszy raz z pieczeniem papryki do sosu. Następnym razem wypróbuję jedną lub miks z poniższych opcji:
- podsmażony boczek + ewentualnie podsmażone pieczarki
- dodatek puree z pieczonej dyni piżmowej/hokkaido
- feta lub dowolny ser pleśniowy
- krojone oliwi i/lub kapary
- krojone suszone pomidory, bez blendowania
- intryguje mnie połączenie sosu z filetami z sardeli (:



Pin It

Szybkie ciasto z jabłkami - jak wiewiórka [bezglutenowe, paleo]

Ciasto powstało dosyć spontanicznie, jako dodatek do poprzedniego tortu czekoladowego. Skąd myśl? Jakoś przypadkowo trafiłam na przepis na proste ciasto, którego wykonanie polegało na wymieszaniu pokrojonych w kostkę jabłek z ciastem i wstawieniu do piekarnika, ot cała robota. Wprawdzie tamten przepis zawierał zbyt wiele składników, których nie jadam i zresztą gdzieś go posiałam, ale przecież wymieszanie jabłek z rzadkim ciastem nie mogło być zbyt trudne, prawda?
Przy okazji zaczęłam kombinować, dodając do niego co nieco, co było pod ręką i chyba wyszło mi coś na wzór klasycznej wiewiórki, ale zostańmy po prostu przy prostym, szybkim cieście z jabłkami. Jest wilgotne, niesamowicie aromatyczne - idealna propozycja na otwarcie jesiennego sezonu, a w dalszym czasie na świąteczny okres - na pewno do dalszej modyfikacji z włączeniem bardziej świątecznych dodatków (:


SKŁADNIKI:
- 3/4 szklanki mąki kasztanowej
- ok 0,5 szklanki dowolnego słodu [polecam sporo mniej]
- 1,5 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie inne przyprawy korzenne
- szczypta soli
- 0,5 szklanki płynnego tłuszczu [oleju kokosowego, masła klarowanego, smalcu]
- 1 duże lub 2 małe jajka
- 2 duże jabłka o dowolnym smaku*
- garść orzechów [najlepiej laskowe + włoskie]
- kilka sztuk daktyli
- garstka suszonej żurawiny

Orzechy oraz bakalie posiekać, jabłka pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w grubą kostkę. Oddzielnie połączyć wszystkie suche oraz wszystkie mokre składniki, następnie zmieszać jedne z drugimi niedbale, do połączenia składników. Wtedy dodać bakalie i jabłka i wymieszać tak, aby ciasto całkowicie pokryło owoce.
Przełożyć do natłuszczonej tortownicy i piec ok 20 minut w 180 stopniach.

Przygotować sos. Daktyle posiekać i zalać zimną wodą. Orzechy namoczyć w wodzie i odstawić na noc, rano odsączyć**. Połączyć daktyle [razem z wodą z nich], orzechy, cynamon i sól, a następnie zblendować na jednolity sos regulując jego konsystencję i smak wedle upodobań.
Gotowym sosem polać schłodzone ciasto.

UWAGI:
* - preferuję twarde i kwaśne lub słodko-kwaśne
** - jeśli nie macie czasu lub chęci, daktyle można zalać wrzątkiem, a orzechy zblendowac na masło bez namaczania, lub użyć gotowego masła orzechowego
- inne możliwe polewy, jakie będą pasowały do ciasta to mix tahini + cynamon [+ opcjonalnie miód i/lub olej kokosowy], albo po prostu gorzka czekolada





Pin It

Czekoladowy tort z truskawkami [bez mleka i glutenu]

Takie tam - ciasto z serii 'już nie będę piekła czekoladowych'. Ono nie miało być czekoladowe. Pierwsze, jakie upiekłam z kremem na bazie mleka kokosowego było zwykłe, bardzo lekkie, na bazie mąki ziemniaczanej. Coś mnie jednak pokusiło, pewnie za sprawą bez mącznego brownie z malinami, które piekłam rodzicom tydzień wcześniej, żeby zmienić spody właśnie na to brownie.
Spody jednak różnią się tym, że są upieczone bez tłuszczu. Są zbite i dość lekkie, nie są wilgotne jak przy typowym brownie, ale też nie są suche. Takie z tłuszczem piekłam już wiele razy, np tu KLIK, więc możecie spokojnie wypróbować takich proporcji, lub sprawdzić to  (:


SKŁADNIKI:
(tortownica 16cm)
Czekoladowy spód [należy upiec dwa]:
- 2 żółtka
- 2 białka
- 20g kakao
- 40g ksylitolu

Truskawkowy krem:
- śmietanka z 1 puszki mleka kokosowego [tylko twarda część]
- 40g oleju kokosowego, rozpuszczonego i wystudzonego
- kilka dużych truskawek
- dowolny słód, ilość do smaku

Do przełożenia/przybrania:
- kilka łyżeczek kwaśnego dżemu malinowego*
- ok 2/3 tabliczki gorzkiej czekolady + odrobina oleju kokosowego/masła


Przygotowanie blatów:
Żółtka ubić z ksylitolem na kogel mogel. Połączyć z kakao na jednolitą masę. Może wyjść gęste, ale to nic. Białka ubić na sztywną pianę, połączyć delikatnie z czekoladową masą, a następnie przełożyć do natłuszczonej tortownicy. Piec ok 20 minut w 180 stopniach.

Przygotowanie kremu:
Aby dobrze ubić śmietankę z mleka kokosowego, należy puszkę chłodzić co najmniej 12 godzin. Moja stała tam kilka dni (;
Oddzieloną od płynnej części śmietankę umieścić w misie i ubić tak jak bitą śmietanę. Dodać olej i zblendowane truskawki, dosłodzić do smaku i schłodzić w szczelnie zamkniętym pojemniku przez kilka godzin.

Upieczone blaty tortu posmarować konfiturą, a następnie przełożyć 2/3 kremu. Resztę kremu rozsmarować na wierzchu i bokach ciasta, ponownie schłodzić.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej dodając odrobinę tłuszczu do uzyskania bardziej płynnej konsystencji. Schłodzić, a następnie oblać ranty i boki tortu. Na wierzch wyłożyć truskawki.
Kroić nożem maczanym we wrzątku.


UWAGI:
* - mój dżem nie był kwaśny, ale zakwasiłam go sproszkowaną witaminą C






Pin It

Czekoladowo kawowy torcik - brownie z buraka [wegańskie, bezglutenowe]

Nie wiem skąd mnie naszło na buraka. Może to wspomnienie po torciku buraczanym, który jadłam na swoje zeszłoroczne urodziny? A może z chęci spróbowania upieczenia takiego samodzielnie, bo jeszcze nie próbowałam? Pierwsze buraczane, jakie jadłam było co najmniej niesmaczne, z mocno wyczuwalnym burakiem. Drugie, właśnie ów torcik, było rewelacyjne, kakaowe i wilgotne, z lekką nutką kawy. Podobnie jak tarta jaglana z poprzedniego wpisu, torcik miał zostać zjedzony przez osoby będące na typowej diecie i jedzące typowe słodkie wypieki, więc miałam szczere obawy, jak zostanie ono przyjęte - to w końcu był jeden wielki eksperyment i nawet ciasta nie spróbowałam przed zaserwowaniem go. Nie wiem na ile to było rozsądne, ale nie dość, że buraka kompletnie nie było czuć, to jeszcze.. uff, smakowało :D

SKŁADNIKI:
[foremka 16cm]
Ciasto:
Mokre:
- 1 średni burak [wielkości pomarańczy]
- 3/4 szklanki mleka roślinnego [u mnie migdałowe]
- 1 pełna łyżka miodu* lub syropu klonowego dla 100% wegańskiej wersji
- 1/4 szklanki płynnego oleju kokosowego lub masła klarowanego dla nie-wegan
- 70g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli parowej
- 2-3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej lub bardzo mocne espresso
- 1 łyżeczka octu
Suche:
- 1,5 szklanki mąk [1:1 gryka, jagło i kasztan]
- 1 łyżeczka sody
- 1 kopiasta łyżka kakao

Masa kakaowo-kawowa:
Przepis opiera się na TYM kremie, który jest jednocześnie moim ulubionym do przekładania ciast. Użyłam tutaj jednak nieco mniej mleka, pominęłam whisky i dodałam ok 3 łyżeczek kawy lub więcej. Dosładzałam do smaku, do smaku również dodając kakao i jednocześnie mając na uwadze założenie, żeby krem był nieco bardziej gęsty

Buraka wyszorować, umieścić w rondlu wypełnionym wodą i gotować do miękkości - aż widelec wejdzie do niego bez większego oporu. Następnie obrać go, pokroić w kostkę i zmielić w blenderze na mus. Połączyć z resztą mokrych składników - można w dalszym ciągu użyć do tego blendera.
Mąki przesiać do miski, dodać sodę oraz kakao, a następnie przelać mokre składniki i wymieszać dokładnie.
Gotową masę przelać do foremki [tortownica 16cm dla formy tortu lub blaszka 20x26cm dla formy brownie], a następnie piec w temperaturze 180 stopni przez ok 40-50 minut lub do suchego patyczka**

UWAGI:
* - mój miód był skrystalizowany, więc nabrało się solidnie, przyjmijmy więc dwie normalne łyżki miodu
** - patyczek może być oblepiony ciastem, jednak ciasto nie może być surowe - poznacie to po tym czy masa na patyczku się błyszczy, czy jest raczej lepka i zbita.
- ciasto na zdjęciach ma nieco grudkowatą konsystencję, co zawdzięczam prawdopodobnie mące jaglanej powstałej ze zblendowania kaszy. W przypadku gładkiej mąki problem nie powinien występować, tak sądzę.





Pin It

Jaglana tarta waniliowa z karmelizowanymi jabłkami

Czasami planując jakiś wypiek muszę brać pod uwagę fakt, że nie wszyscy przy stole znają mój sposób odżywiania i moje smaki. Zarówno moi najbliżsi jak i ja preferujemy mniej słodkie wypieki, proste i niezbyt udziwnione, ale w momencie, kiedy ciasto muszę zaserwować również osobom spoza naszego wąskiego kręgu specyficznych upodobań zaczyna łapać mnie lekki stres i niepewność, czy aby na pewno wstrzelę się w smak i czy nikt nie będzie robił dobrej miny do złej gry. To nie jest fajne :D
Poniższa tarta świetnie zdaje egzamin, jak i zdało egzamin drugie ciasto, które również tamtego dnia wylądowało na stole, a na blogu wyląduje niebawem. Połączenie wyczuwalnie waniliowej jedwabistej masy ze słodko-kwaśnymi jabłkami jest po prostu super. Obłędna, może nieco za słodka [ale tutaj i tak słodzimy wedle własnych preferencji], zjadła się od razu cała. Warto było (:

Spód:
- ok 70g wiórków kokosowych
- garstka dowolnych orzechów, ok 20g
- garść suszonych daktyli zalanych na noc wodą*
- szczypta soli

Masa jaglana:
- 1/2 szklanki kaszy jaglanej
- 1,5 szklanki wody lub mleka roślinnego
- płaska łyżeczka wanilii Bourbon
- dowolny słód do smaku**
- szczypta soli

Karmelizowane jabłka:
- 2 jabłka***
- cukier kokosowy/ksylitol
- cynamon i szczypta wanilii
- szczypta soli

Jabłka umyć, obrać ze skórki i pokroić w drobną kostkę, a następnie zasypać cukrem kokosowym/ksylitolem i odstawić na kilka godzin.

Orzechy zblendować pulsacyjnie, połączyć z wiórkami na szerokiej patelni i prażyć do lekkiego zrumienienia. Namoczone daktyle zblendować na jednolite puree z odrobiną wody, w której były moczone. Połączyć z wiórkami i orzechami i bendować do momentu, w którym masa stanie się na tyle jednolita, żeby dawała się zlepić w jednolitą kulę. W razie potrzeby można regulować jej konsystencję wodą z daktyli/miodem lub dodatkowymi wiórkami, gdyby masa wyszła zbyt mokra [ewentualny nadmiar można wykorzystać do pralinek lub po prostu zjeść (; ].
Gotową masą wyłożyć spód i brzegi formy, a następnie schłodzić w lodówce.

Odmierzoną kaszę jaglaną przepłukać pod bieżącą wodą. W rondelku zagotować wodę lub mleko, dodać kaszę i gotować na małym płomieniu ok 10 minut pod przykryciem. Po tym czasie zdjąć z ognia i odstawić do całkowitego wchłonięcia płynów przez kaszę [rondelek można dodatkowo owinąć w ręcznik lub ścierkę i wstawić do piekarnika]. Tak ugotowaną kaszę przełożyć do blendera i zmiksować na bardzo gładką, jednolitą masę, całość zajmie kilka minut. Podczas blendowania dodawać kolejno wanilię oraz słód. W razie potrzeby masę można odrobinę rozrzedzić mlekiem lub wodą z daktyli, jeśli jeszcze nam została**** Masa musi być gęsta, można ją rozrzedzić zaledwie na tyle, byle było możliwe rozsmarowanie jej na dnie formy. Nie należy również przesadzać z dosładzaniem masy, ponieważ już sam spód i karmelizowane jabłka będą słodkie.

Powracamy do jabłek. Po kilku godzinach powinny puścić sporo soku, z którego należy jabłka dokładnie odsączyć. Sok umieścić na patelni i podgrzewać redukując do momentu, w którym uzyskamy gęsty, ciemnobrązowy, kleisty karmel. W tym momencie dodajemy jabłka, cynamon, odrobinę wanilii i szczyptę soli i mieszamy całość smażąc jeszcze chwilę. Ściągamy z palnika i studzimy. Wystudzone jabłka należy ponownie odsączyć z patelni, np za pomocą łyżki cedzakowej, i umieścić je na chłodnej masie jaglanej. Całość polać resztą karmelu i posypać płatkami migdałowymi.

UWAGI:
* - daktyle można zalać również w dniu przygotowywania ciasta. Używamy wtedy wrzątku, lub podgotowujemy je przez chwilę. Można je również zastąpić miodem lub innym płynnym słodem.
** - u mnie była to woda z daktyli, odrobina miodu i ksylitolu.
*** - kwestia upodobań, u mnie twarde i kwaskowate, żeby równoważył słodycz karmelu
- surowy spód z wiórków kokosowych i daktyli to coś, z czego już korzystałam parę razy, jednak zawsze był to spód tortu/tarty, nigdy forma z pionowymi brzegami. Jakkolwiek, jest to bardzo smaczny sód, tak jednak jest zbyt miękki. Zlepiony większą ilością miodu/daktyli byłby za słodki, więc następnym razem wybiorę tradycyjny pieczony spód.
**** - przy dosładzaniu i rozrzedzaniu masy należy mieć na uwadze fakt iż położymy na niej wilgotne jabłka. Polecam dodać do masy minimalną ilość mleka/płynnego słodu - dosłownie na tyle, żeby masa dała się rozsmarować na dnie tortownicy, nie może być lejąca!
- jeżeli obawiacie się poddawania orzechów obróbce termicznej, dodajcie je do wiórków po ich uprażeniu.
- spód w razie czego można zastąpić dowolnym spodem spośród tych na tarty.




Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
JemyZdrowo.pl