Eko torba razy trzy

Dla odmiany dziś nie ma przepisu, są torby. Straasznie dawno nic nie malowałam, dlatego tym bardziej cieszy mnie taka odmiana (:
Dwie pierwsze nieco starsze - na podstawie grafiki podesłanej przez zamawiającą oraz odświeżona torba z czaszką, której pokolorowałam róże wyszły już w świat, trzecia z kotką o imieniu Ruby pożegna się ze mną jutro (:




Pin It

Zapiekanka curry z selera i marchwi

Kto zagląda na mój fanpage widział pewnie, że niedawno dorwałam cudowne ceramiczne formy do zapiekania, co było dla mnie okazją do przygotowania zapiekanki, czyli czegoś, co jadam bardzo rzadko. Początkowo miał to być seler po grecku, ale postanowiłam wykombinować coś prostszego, czyli.. znowu curry, znowu w zupełnie innym wydaniu (; Skusiłam się też na odrobinę cheddara, która została mi po pesto, co rewelacyjnie zrównoważyło słodycz sosu i warzyw. Bo tak, właściwie obiad można nazwać słodkim obiadem. Zgoła innym niż naleśniki czy racuchy, ale wciąż słodkim i o ile bardziej wartościowym (:



SKŁADNIKI:
- 1 średni seler
- 2 nieco większe marchewki
sos:
- 1 szklanka mleka kokosowego
- filiżanka pasty curry kupnej lub z przepisu: KLIK do dowolnej modyfikacji*
- 1 duże jajko
- opcjonalnie odrobina twardego sera typu cheddar/parmezan
- olej kokosowy do wysmarowania formy

Warzywa dokładnie wyszorować i obrać ze skórki. Selera przekroić wzdłuż na ćwiartki, razem z marchewką pokroić na cienkie plasterki lub zetrzeć na mandolinie lub w malakserze. Im cieńsze plasterki uzyskamy, tym szybciej warzywa się przepieką.
W rondelku rozmieszać składniki sosu. Jeśli zależy nam na dużej ilości sera, można go również wetrzeć do sosu. Ja miałam tylko małą kosteczkę, poza tym nabiał spożywam bardzo sporadycznie.
Odpowiadające nam wielkością naczynie żaroodporne wysmarować cienko olejem kokosowym i układać naprzemiennie warstwy selera i marchwi smarując każdą warstwę odrobiną sosu [ok 1-1,5 łyżki stołowej]. Na ostatnią, wierzchnią warstwę wylać resztę sosu, przykryć pokrywką lub okryć folią aluminiową błyszczącą stroną do wewnątrz i zapiekać w 190-200 stopniach do miękkości. W moim przypadku proces trwał godzinę, głównie ze względu na ceramikę, w której zapiekałam warzywa. Inaczej nagrzeje się szkło lub stal.
Na 10 minut przed zakończeniem pieczenia odkryć zapiekankę i posypać startym serem.

UWAGI:
* - pastę curry i tak najlepiej jest robić na oko. W tym przypadku użyłam mniej więcej po dużej łyżce musztardy oraz przecieru/keczupu [polecam domowy, to jest zupełnie inny aromat] i resztę przypraw nabierałam po łyżeczce lub szczypcie. Dodałam też kozieradkę oraz utartą w moździerzu czarnuszkę.
- podobno potrawa na zdjęciu wygląda na suchą, to pewnie za sprawą warzyw wystających spod sera na talerzu. Zapewniam, że sucha nie jest, choć nie jest też bardzo wilgotna. Dzięki temu jest zwarta, bardzo ładnie się kroi i nie rozpada, co widać na zdjęciu brytfanną. Jeśli zależy nam na bardziej wilgotnej konsystencji oczywiście można zwiększyć ilość sosu [ja resztę mleka postanowiłam poskąpić na rzecz deseru z chia (: ].





Pin It

Curry ze szpinakiem

Dorwałam pierwszy w tym roku szpinak w dobrej cenie. Zazwyczaj zjadałam go na surowo jako dodatek do kromki chleba w 5 minut lub do zielonych szejków i jakoś nigdy nie byłam zwolenniczką poddawania zieleniny obróbce termicznej, więc początkowo dzisiejszy obiad miał być po prostu sałatką. Chęć kombinowania wzięła jednak górę, a że ostatnio ciągnie mnie trochę do curry, powstało takie coś (;


SKŁADNIKI:
- 1 mała cebula
- 2 duże pieczarki
- 4 suszone pomidory
- mała filiżanka pasty curry [przepis KLIK]
- ok 1/2 szklanki wody [może być również mleko kokosowe]
- paczka szpinaku [ok 150 gramów]
- pół małej piersi z kurczaka


Na dużej patelni zeszklić pokrojoną w kostkę cebulę, dodać pokrojone pieczarki oraz pomidory, lekko poddusić, w razie potrzeby podlać odrobiną wody. Kiedy pieczarki zmiękną dodać pastę curry oraz szpinak, wymieszać dokładnie do całkowitego pokrycia pastą wszystkich składników, ponownie podlać odrobiną wody, dodać mleko kokosowe [u mnie bez mleka] i dusić do momentu, w którym szpinak się skurczy i nieco zmięknie, nie dłużej, ponieważ ma to być krótka obróbka termiczna.

Mięso opłukać, oczyścić i pokroić na odpowiadające nam wielkością kawałki. Posolić i ewentualnie doprawić do smaku [np czubrycą i curry]. Jeśli zależy nam na potrawie jednogarnkowej, kurczaka należy wrzucić na zeszkloną cebulę i dalej postępować jak w przepisie. Ja zdecydowałam się na gotowanie na parze.


Pin It

Gnocchi z batatów z fasolką szparagową i pesto

Jeśli ktoś tęskni za kluskami, mącznymi potrawami, ta propozycja jest dla niego. Gnocchi z batata można spokojnie uznać za bezpieczniejszą, a już na pewno nieco zdrowszą alternatywę dla podstawowego przepisu.
Robiłam je dziś pierwszy raz i faktycznie, danie jest bardzo proste. Nie wymaga zbyt wiele wprawy, nie pochłania dużo czasu, śmiało można polecić jako dosyć szybka potrawa, na pewno godna powtórki (:
Inspiracja w nieco innym wydaniu: Pomysłowe Pieczenie




SKŁADNIKI:
- 1 średniej wielkości batat [ok 290g]
- ok 3/4 szklanki mąki z tapioki
- ok 1/4 szklanki mąki kokosowej
- 1 żółtko lub dla wegan zmielone siemię lniane
- łyżeczka kurkumy
- pieprz [warto go nie pomijać ze względu na obecność kurkumy]
- 1/2 łyżeczki soli
- opcjonalnie tymianek/rozmaryn*

ponadto:
- fasolka szparagowa
- 1 porcja pesto [przepis poniżej]
- cheddar/parmezan do posypania


Batata obrać ze skórki i pokroić na ćwiartki lub tylko wyszorować i zalać wodą. Wstawić na niewielki płomień i gotować do miękkości, jednak tak, aby nie rozgotować. Czas gotowania zależy od wielkości kawałków batata, dlatego najlepiej sprawdzać jego stan widelcem, jak w przypadku ziemniaków. Po ugotowaniu odcedzić, odparować na gazie i przestudzić porządnie. Następnie przecisnąć przez praskę do puree lub ugnieść tłuczkiem na jednolitą masę. Dodać żółtko i przyprawy, wymieszać i stopniowo dosypywać mąki do czasu aż ciasto zbije się w nadającą się formować kulę, niezbyt twardą**. Następnie przełożyć ją na wysypaną mąką stolnicę i uformować wałek, z którego nożem odkrawać kawałki o długości 2-3cm. Każdy kawałek naciąć widelcem, lub użyć deseczki do gnocchi, a następnie zanurzać w gotującej się na wolnym ogniu osolonej wodzie. Gotować do momentu wypłynięcia na powierzchnię wody.

W czasie kiedy bataty będą się gotować na patelni rozgrzać odrobinę tłuszczu i podgrzać na nim fasolkę szparagową. Podlać niewielką ilością wody i dusić do miękkości, a następnie podawać z gorącymi gnocchi i pesto.

PESTO:

SKŁADNIKI:
- ok 30g świeżych listków bazylli - przeciętnie to jedna dorodna doniczka ze sklepu
- ok 17g dowolnych orzeszków - u mnie nerkowce i słonecznik
- 20ml oliwy z oliwek
- 30gstartego parmezanu/cheddara lub innego twardego sera, można pominąć, jeśli nie chcemy używać nabiału
- 1 duży ząbek czosnku
- sól/pieprz do smaku

Listki bazylii opłukać i krótko zmiksować z resztą odmierzonych składników.


UWAGI:
* - do swoich gnocchi nie dodałam żadnych ziół, jednak tymianek i rozmaryn to pierwsze czego mi w nich zabrakło po spróbowaniu, więc jeśli ktoś lubi takie połączenie, to myślę że warto.
** - niestety w moim przypadku uzyskanie takiej konsystencji okazało się niemożliwe, ponieważ.. skończyła mi się mąka z tapioki. Kokosowej, którą aktualnie mam nie ufam, a ararutowa zbyt często daje za suche, zbyt sypkie wypieki, dlatego ciasto nabierałam łyżeczką i oprószonymi mąką palcami i następnie formowałam pojedynczo wszystkie kluski - tak też można jak się okazuje, więc jeśli brakuje Wam mąki, lub nie chcecie jej zbyt dużo używać - da się (:
- jeśli nie odpowiada Wam dodatek fasoli szparagowej, gnocchi rewelacyjnie sprawdzą się również podane z leczo - akurat część właśnie w takim wydaniu dziś skończyła (:




Bataty everywhere
Pin It

Curry z batata

Curry w tej wersji chodziło za mną odkąd pierwszy raz zetknęłam się z tego typu przepisem. Nie trwało to właściwie zbyt długo - zobaczyłam zdjęcie i zapragnęłam zrobienie swojego tak szybko, jak to będzie możliwe. Z możliwością już nie było tak łatwo, bo w ostatnim tygodniu na nadmiar czasu nie mogłam narzekać, ale w końcu nastał weekend i udało się co nieco wygospodarować. Danie dla dwóch osób próbowane przez osób pięć i osobom pięciu smakowało bardzo. Ojj zdecydowanie do powtórki, ale na pewno z większą ilością mleka kokosowego, bo niestety zostało w sumie tyle ile w przepisie. A polecam więcej (:


SKŁADNIKI:
(na dwie porcje)
- 1 niewielka cebula
- odrobina smalcu
- 2-3 łyżki pasty curry kupnej lub domowej [przepis poniżej]
- 1 średniej wielkości batat
- 1 podwójna pierś z kurczaka
- kilka pieczarek [u mnie cztery]
- ok 3/4 szklanki mleka kokosowego [lub więcej, jeżeli ma być bardziej płynne]

- opcjonalnie większa ilość przypraw/pasty

Cebulę obrać, pokroić w kostkę i zeszklić na rozgrzanym smalcu, następnie dodać pastę curry i podsmażać chwilę.
Batata obrać ze skórki i pokroić w odpowiadającą nam wielkością kostkę (najlepiej, żeby była nieco mniejsza niż kawałki kurczaka), a następnie połączyć na patelni z pastą curry i podsmażać do lekkiego zrumienienia. W tym czasie oczyścić fileta z kości i niepożądanych błon i również pokroić w kostkę, dodać do batata i podsmażyć do momentu, w którym mięso zetnie się ze wszystkich stron, nie rumienić. Całość zalać mlekiem kokosowym, połączyć wszystkie składniki i dusić pod przykryciem na wolnym ogniu aż kawałki batata staną się miękkie dodatkowo doprawiając w razie potrzeby. Pod koniec duszenia dodać pokrojone w grubą kostkę pieczarki.
Jeśli ilość mleka w trakcie duszenia zredukuje się za mocno należy uzupełnić jego ilość również mlekiem lub wodą/bulionem, jeśli nie mamy więcej mleka [ja nie miałam].


PASTA CURRY:
(na kawowe łyżeczki)
- 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
- 1/2 łyżeczki kolendry
- 1 łyżeczka musztardy
- 1 łyżeczka przecieru pomidorowego
- 1 łyżeczka garam masali
- 2 łyżeczki kurkumy
- 1 łyżeczka wędzonej papryki
- szczypta chilli
- szczypta cynamonu
- 3 drobno posiekane ząbki czosnku
- sól i pieprz do smaku

Odmierzyć i wymieszać, ot filozofia (; Oczywiście proporcje są jak najbardziej kwestią indywidualną, więc można szaleć.


UWAGI:
- w trakcie planowania posiłków umknęło mi kilka urozmaiceń, które miałam w planach dołączyć do składników. Po pierwsze czarnuszka, po drugie fasolka szparagowa i po trzecie papryka. Strasznie żałuję, że mi uciekło, ale przypomniałam sobie w momencie, kiedy moja miska stała się już praktycznie pusta. Niemniej polecam włączenie tych trzech składników.
- kolejnym składnikiem, który rozważałam zanim przypomniałam sobie o fasoli i papryce był szpinak, ponieważ danie wydawało mi się zbyt ubogie w warzywa. Koniec końców podarowałam sobie, bo jakoś nie przekonuje mnie poddawanie obróbce termicznej warzyw zielonolistnych, ale jak wyżej - będzie pasowało (:
- dla tych nie paleo lub tych, którym węglowodany nie straszne oczywiście polecam dodatek ryżu. Jakkolwiek sama ryż jadam od wielkiego dzwonu [ostatnim razem to chyba gdzieś w lipcu i to właściwie również w towarzystwie curry, jednak nie zupełnie paleo (; ], tak co curry pasuje idealnie (:






Bataty everywhere
Pin It

Ciasto czekoladowe z masłem orzechowym

Zostałam poproszona o ciasto. Nie ważne jakie, byle czekoladowe. Koniec końców jednak to, jakie miało być ciasto okazało się ważne, bo warunki były kolejne - miało zawierać mało jajek, bo jajek zostało tyle co nic i mało tłuszczu, bo koniecznie bez masła, a olej kokosowy na wykończeniu i..smalec również. Po szybkim przeglądzie szafek i przy niewielkiej ilości czasu wyszło coś z niczego. Nie tak ładne jak oczekiwałam i na pewno nie tak wilgotne jak mi się wydawało [właściwie to raczej z tych suchych ciast] i co jest dla mnie plusem - niezbyt słodkie. Gdybym miała więcej tłuszczu, to pewnie i przepis uległby dalszej modyfikacji, ale z racji tego podążyłam prawie w 100% za przepisem i.. podobno było smaczne. Podobno, bo skończyłam tylko na dwóch kęsach tuż po upieczeniu, ale wszystkim smakowało i zniknęło błyskawicznie, więc i tak dobrze (:
Przepis pochodzi z bloga Primal Palate, w oryginale przeznaczony na tortownicę ok 15cm oraz z musem jabłkowym w przepisie. Najmniejsza tortownica jakiej się dorobiłam ma 18cm średnicy, więc ciasto wyszło bardziej płaskie, a zamiast musu jabłkowego, którego nie miałam użyłam zalegającego mi syropu z daktyli.



SKŁADNIKI:
(tortownica 15-18cm)
- 1/4 szklanki dowolnego tłuszczu [u mnie olej kokosowy i smalec]
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady podzielona na 2/3 i 1/3 części
- 2 jajka
- 1 łyżka pasty waniliowej [opcjonalnie]
- 1/2 szklanki syropu z daktyli
- 3/4 szklanki mąki [mix kasztanowej i kokosowej]
- 1/2 szklanki kakao
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 3 łyżki cukru kokosowego/ksylitolu podzielone na 2 i 1 łyżkę
- szczypta soli
- 1/4 szklanki masła z dowolnych orzechów


W oddzielnej miseczce połączyć ze sobą mąkę, kakao, sodę, 3 łyżki cukru i szczyptę soli. Czekoladę i olej rozpuścić całkowicie w kąpieli parowej, zdjąć z ognia, dodać jajka, pastę i syrop z daktyli i zmiksować na jednolitą masę. Następnie cały czas mieszając dosypywać suchych składników do całkowitego połączenia się. Gotową masę przelać do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i wyłożyć wierzch masłem orzechowym.
Piec ok 35-40 minut w temperaturze ok 180 stopni według oryginalnego przepisu. Mojemu piekarnikowi wystarczyło ok 25 minut.


UWAGI:
- jak pisałam wyżej, ciasto wyszło dosyć suche. Jeśli zależy Wam na bardziej wilgotnej strukturze można dodać więcej tłuszczu lub dołączyć do przepisu odrobinę mleka roślinnego.
- jeśli nie chcecie poddawać masła orzechowego obróbce termicznej można wyłożyć je na wierzch ciasta już po upieczeniu i wtedy polać roztopioną czekoladą.







Pin It

Faszerowana papryka szpiczasta

Ciąg dalszy faszerowanych warzyw z małą modyfikacją wczorajszego farszu. Dzisiejszy obiad jest porcją egoistyczną - dla jednej osoby. Oczywiście gdybym miała dodać do tego surówkę pewnie wyszłoby na dwie porcje, czyli w dzisiejszym przypadku obiad i kolacja. Niestety surówka jakoś kompletnie wypadła mi z głowy w trakcie przygotowywań, więc jest mało warzywnie, a przez to dodatkowo i kolację będę musiała robić (:
Z racji tego, że wczorajszy obiad był typowo węglowodanowy nie chciałam dokładać dodatkowo jeszcze mięsa, więc zrobiłam to dziś dodając do farszu dodatkowo musztardę i.. no właśnie - małe odstępstwo - startego oscypka. To mój pierwszy ser od ponad pół roku, domowy, choć jak się okazało nie wszystko co domowe jest godne zaufania - w serze przeważa mleko krowie niestety, a nie tego się spodziewałam po tak długiej rozłące z ulubionym rodzajem nabiału jakim jest ser. Nic no, pozostaje mieć nadzieję, że następny raz za kilka miesięcy okaże się bardziej udany (:

I szczerze? Wyszło lepiej niż przypuszczałam, naprawdę, bardzo smaczne. Tylko.. jak przeglądam swoje wpisy, to może po blogu tego tak nie widać - chyba jednak jestem fanką surowych warzyw. Witarianizm nie jest dla mnie, bo preferuję ciepłe posiłki, ale obiad bez surowej sałatki jest dla mnie jakby niepełny (;


SKŁADNIKI:
(1 porcja)
- 1 papryka szpiczasta
- 1 mała cebula
- 150g dowolnego mięsa
- ok 5-6 pieczarek [u mnie 3 duże i 2 małe]
- 3-4 suszone pomidory
- garstka oliwek
- 3 łyżeczki musztardy
- ząbek czosnku
- odrobina dowolnego sera opcjonalnie
- sól, pieprz, oregano
- odrobina wody/bulionu i smalcu

Mięso umyć, pokroić w paski i zmielić lub pokroić w drobną kosteczkę. Cebulę drobno skroić i zeszklić na rozgrzanym smalcu, następnie dodać mięso i podsmażać chwilkę, aż się zetnie i puści wodę. Dusić pod przykryciem ok 7-8 minut.
Pieczarki umyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę i dodać do mięsa. Zalać odrobiną wody lub bulionu i dusić kolejne 7-8 minut, do względnej miękkości i lekkiej redukcji płynu. Po tym czasie dodać pokrojone pomidory, oliwki, musztardę, drobno posiekany czosnek i wymieszać jednocześnie doprawiając. Na koniec wetrzeć odrobinę sera. Czas duszenia i doprawiania ma trwać tyle, żeby farsz uzyskał konsystencję nadającą się do nadziewania, więc jeśli w rondlu nadal znajduje się nadmiar wody trzeba ją odparować.
Paprykę dokładnie umyć i przekroić wzdłuż uważając jednocześnie aby nie rozkroić jej na pół. Jeśli jednak już do tego dojdzie można ją w całości rozkroić na dwie łódeczki i też nada się do nadziewania. Usunąć z wewnątrz gniazdo i wszystkie pestki, a następnie umieścić wewnątrz farsz starając się jednocześnie dotrzeć do wszystkich zakamarków wewnątrz papryki. Gotową posypać odrobiną sera, a następnie zapiekać przez ok 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.





Pin It

Faszerowane bataty

Zawsze ilekroć zastanawiam się jak spożytkować bataty przychodzi mi do głowy tylko jedno - FRYTKI. Ta prosta, wręcz już banalna i oklepana potrawa chyba nigdy mi się nie znudzi, pewnie ze względu na sam smak batatów. Szkoda tylko kupować jakiś produkt tylko po to, żeby powielać jego wykorzystanie do upadłego w ten sam sposób [choć są rzeczy, które nigdy mi się nie znudzą, na przykład jajecznica (; ]. Drugim negatywnym aspektem jest akrylamid wytwarzający się podczas tego typu obróbki termicznej, czego też staram się unikać, dlatego frytki z batatów jadam niezwykle rzadko. No ale cóż poradzę, skoro w takiej wersji smakują mi najbardziej? Tym razem też tego nie uniknęłam - jest pieczony, ale przynajmniej w nieco odmienionej formie, choć na następnego już mam pomysł bez piekarnika (;
Podane proporcje dadzą nam jedną lub dwie porcje - zależnie od tego jak bardzo głodni jesteśmy lub od tego jak dużą ilością sałatki do owego ziemniaka dysponujemy. Z sałatką to spokojnie dwie porcje (:


SKŁADNIKI:
(1-2 porcje)
- 1 średniej wielkości batat
- odrobina oliwy
- 4 nieco większe pieczarki
- pół małej cebuli
- garstka czarnych oliwek
- 4 suszone pomidory*
- sól, pieprz, oregano

Batata wyszorować przekroić wzdłuż na dwie równe części. Na każdej z połówek naciąć nożem kratkę z wyczuciem tak, aby nie przeciąć batata na pół, a następnie skropić oliwą i wetrzeć ją delikatnie w powstałe szczeliny. Ułożyć na papierze do pieczenia i piec w temperaturze 180 stopni przez ok 30 minut [czas jest zależny od wielkości połówek, dlatego należy go kontrolować, średnio czas pieczenia to 25-40 minut].

Pieczarki umyć dokładnie, obrać ze skórki, pokroić w drobne półplasterki i przełożyć do rondelka ustawionego na niewielki płomień, a kiedy puszczą sok dodać pokrojoną cebulę i dusić. Po chwili dodać pokrojone w plasterki oliwki oraz suszone pomidory.

Kiedy połówki batata będą już miękkie w środku [widelec powinien wchodzić w nie bez wyczuwalnego pod palcami chrupania] należy wydrążyć miąższ i przełożyć go do reszty farszu. Dodać sól, pieprz i oregano do smaku, a następnie przełożyć do pozostałych połówek. Jeżeli w trakcie pieczenia farsz zdąży ostygnąć nafaszerowane już ziemniaki można podgrzać ponownie w piekarniku.


UWAGI:
* - przepis dobrze sprawdzi się na protokole autoimmunologiczny, jednak trzeba ze składników wykluczyć suszone pomidory [chyba, że jest się na etapie rozszerzania protokołu]. W takim wypadku można zastąpić je np drobno pokrojoną fasolką szparagową lub np wędzoną makrelą.
- dla spożywających nabiał polecam dodanie do farszu odrobiny sera na wierzch [np mozarelli, parmezanu] lub do farszu [np fety]. Dobrze sprawdzi się również dodatek świeżych ziół. 




Bataty everywhere
Pin It

Brownie z cukinii

Poniższa cukinia miała być sobotnim obiadem, jednak ciekawość wzięła górę i upiekłam z niej ciasto. Mimo, że kroi się lekko i na równe kawałki, jest bardzo miękkie i delikatne [ale nie rozłazi się]. Co mnie jednak najbardziej zaskoczyło - jest bardzo lekkie. W konsystencji, w jedzeniu, dla żołądka, ot je się czekoladowe ciastko i jakby się go nie jadło. Nie zamula i to jest chyba największa zaleta nie przesłodzonych warzywnych ciast (;


SKŁADNIKI:
- 1 średniej wielkości cukinia
- pół marchewki*
- pół jabłka*
- kilka uprzednio pokrojonych i zalanych odrobiną wody daktyli (opcjonalnie)
- 2 jajka
- 1/2 szklanki mąki kokosowej
- 1/4 szklanki kakao
- 1 łyżeczka cynamonu cejlońskiego
- kawowa łyżeczka sody oczyszczonej
- łyżka octu jabłkowego
- szczypta soli
- do posłodzenia 1-2 mocno dojrzałe banany lub 2-4 łyżki ksylitolu**

POLEWA (inspiracja: Przepisy Bezglutenowe )
- 40g suszonych śliwek
- 40g suszonych daktyly
- woda
- kakao/karob
+ opcjonalnie cynamon, imbir lub chilli


Cukinię umyć, odkroić łodygę*** i zetrzeć w malakserze na tarce o drobnych oczkach. To samo zrobić z marchewką i jabłkiem. Zmienić ostrze na noże do siekania lub plastikowe mieszadło, albo przełożyć warzywa do miski. Ja użyłam noży do siekania, ponieważ zależało mi na uzyskaniu bardziej jednolitej konsystencji ciasta.
Do warzyw dodać daktyle z wodą, wbić jajka i cały czas mieszając dodawać resztę składników [jeśli decydujemy się na banany, a mieszamy ciasto w misce mikserem, należy je wcześniej rozgnieść dokładnie np widelcem/blenderem]. Po całkowitym połączeniu przelać do wyłożonej papierem do pieczenia formy [u mnie króluje blaszka 20x26 z Ikei KLIK] i piec w piekarniku nagrzanym na 175-180 stopni przez ok 30 minut lub do suchego patyczka.

Przygotować polewę.
Śliwki oraz daktyle pokroić w drobne paseczki i zalać, przełożyć do niewielkiej miseczki wodą do wyrównania powierzchni [im mniejsza miska tym mniej wody zużyjemy], odstawić na kilka godzin lub na noc. Jeśli polewa jest nam potrzebna na już owoce możemy zalać wrzątkiem i zagotować. Następnie dosypać kakao/karob wraz z dowolną przyprawą wedle smaku i zmiksować blenderem na jednolitą masę. Jeśli masa będzie za rzadka dodać więcej proszku, jeśli zbyt mało słodka [choć chyba jej to nie grozi] można posilić się ksylitolem, syropem z daktyli lub innym słodem. Gotową masę przełożyć na wierzch ciasta.

UWAGI:
* - jabłko było pozostałością po surówce, marchewka po obiedzie. Nie są więc niezbędne, ot sposób na wykorzystanie resztek (;
** - ciasto nie było pieczone pod moje preferencje dlatego dodałam 4 łyżki ksylitolu, ale myślę, że 2 spokojnie starczą. Pierwotnie planowałam posłodzić ciasto bananem, lecz żaden w domu nie był dostatecznie dojrzały.
***- cukinia ma mało wyrazisty smak, jednak ciasto zdradza posmak warzywny. Obranie jej ze skórki powinno go nieco zredukować, jeśli chcemy tego uniknąć.







Zdrowa przekąska
Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
JemyZdrowo.pl