Gulasz wieprzowy na czerwonym winie z fasolką szparagową i mały bonus


Jak tak teraz patrzę na te zdjęcia i przepis, to zastanawiam się na ile to jeszcze gulasz, a na ile wariacja na temat. Gulasz zazwyczaj kojarzy mi się z ciężkim sosem na śmietanie lub mące, a już na pewno nie z mięsa mielonego, prędzej z krojonego w kostkę mięsa lub jeszcze częściej z podrobów.
No ale jest, niech będzie, nazwijmy to gulaszem, totalnie nieplanowanym daniem, bo na dzisiaj miało być coś z cukinii, na przykład tarta, albo zapiekanka, może coś połączonego z batatem.. No ale przegrała cukinia. Pierwszy raz kiedy przypomniałam sobie, że mam zalegającą w zamrażarce fasolkę szparagową [a przecież nie będę dojadała mrożonek jak się pojawi więcej świeżych warzyw!], drugi raz cóż, kiedy trafiłam na ciasto czekoladowe z cukinii i uświadomiłam sobie, że jeszcze nie jadłam. Tak więc cukinia czeka w lodówce na przerobienie jej na ciasto, a fasolka doczekała się w końcu konsumpcji (:


SKŁADNIKI:
(na 2 porcje)
- 200g łopatki [ja dostałam o 188g]
- pół cebuli
- łyżeczka smalcu
- ok 200-250ml czerwonego wina wytrawnego bądź półwytrawnego
- szklanka wody lub bulionu
- ok 300ml domowej passaty pomidorowej bądź jedna puszka/kartonik pomidorów o podobnej gramaturze
- ok 150ml przecieru pomidorowego [domowy będzie lepszy]
- pół czerwonej papryki
- 1 mała pietruszka
- 1 mała marchewka
- 200g fasolki szparagowej mrożonej lub świeżej w sezonie
- 2-3 ząbki czosnku
- przyprawy: zioła prowansalskie, tymianek, kurkuma, słodka papryka zwykła oraz wędzona, sól, pieprz

Mięso przepłukać, pokroić w paski, a następnie zmielić w maszynce. Cebulę pokroić w kostkę, marchewkę oraz pietruszkę zetrzeć na tarce, paprykę pokroić w kostkę, czosnek obrać i bardzo drobno posiekać. Na rozgrzanym smalcu zeszklić cebulę, wrzucić mięso i obsmażyć lekko, zalać połową wina, zagotować, dolać wodę/bulion i zagotować ponownie pod przykryciem.
Fasolkę, jeśli jest mrożona, wyjąć z zamrażalnika i przełożyć do małej miseczki, odstawić na bok.
Do gotującego się mięsa dodać tartą pietruszkę z marchewką oraz paprykę, wlać pomidory oraz przecier, rozmieszać i doprawić przyprawami jednocześnie redukując nadmiar płynu na małym ogniu. Pod koniec gotowania, kiedy mięso i warzywa będą już odpowiednio miękkie dolać resztę wina, czosnek oraz fasolę i dalej redukować gotując fasolkę do miękkości, ok 10 minut.




*****

I poniżej obiecany w tytule bonus. Propozycja dla tych, którzy nie są na paleo, lub dla tych, którzy na paleo spożywają nabiał. Albo też dla tych, którzy nabiału nie zamierzają użyć, a już na pewno nie dla wrogów kminku - czyli nie dla mnie :D
Gulasz z boczniaków autorstwa mojego Taty, który gotuje wprost fenomenalnie, ale nigdy nie potrafi ugotować tej samej potrawy dwukrotnie, bo nigdy nie pamięta składników. Tym razem ja je zapamiętałam, jednak proporcje trzeba ustalić indywidualnie.

Na maśle zeszklić cebulę i usmażyć na niej pokrojoną pierś z kurczaka. Zdjąć z ognia, przełożyć mięso do oddzielnej miski. W tym samym rondlu ponownie stopić masło, podsmażyć na nim pokrojone boczniaki oraz paprykę, następnie zalać wodą lub bulionem i dusić na wolnym ogniu do miękkości. W oddzielnym rondelku wytopić pokrojony w kostkę boczek z kminkiem, następnie dodać do boczniaków wraz piersią z kurczaka i posiekanym drobno czosnkiem. Dodać sól, paprykę słodką oraz pieprz kajeński i jeszcze trochę kminku. Zaprawić śmietaną i gotowe (:
Próbowałam przed dodaniem kminku i śmietany. Jak dla mnie zbyt pikantne, ale cholernie dobre (:




Zastąp słoik pysznym daniem - III edycja
Pin It

Małe safari i balonik

Kolejne dwa mobilki - małe safari oraz balon z samolotami. Te małe słodziaki już niebawem będą dostępne stacjonarnie w komisie dziecięcym EneDueRabe w Warszawie przy ulicy Malborskiej 1, o TU.
Serdecznie zapraszam (:






***



Pin It

Czekoladowe ciasteczka bananowe

Ciasteczka na dziś wyszły właściwie całkowicie spontaniczne. Od kilku dni przebywa u nas dziadek, amator słodyczy [a to chyba nawet mało powiedziane (; ] i to właśnie z myślą o nim powstał dzisiejszy wypiek. Założeniem początkowym były ciastka miękkie i bezglutenowe. Bezglutenowe, ponieważ nie znoszę pracować na innych mąkach, to już chyba swego rodzaju fobia, mam wrażenie, że gluten jest wtedy wszędzie, a tego się wystrzegam, a miękkie bo no cóż - dla dziadka, zrozumiałe (:
Zrobiłam mały krok dalej i wykombinowałam przepis z myślą o protokołowcach, a przynajmniej tych, którzy mogą już kakao, lub karob w zamian za nie. Także mamy ciastka mało słodkie, paleo, wegańskie, pod protokół autoimmunologiczny i co najważniejsze - miękkie. W konsystencji wewnątrz oraz w smaku odrobinę przypominają budyń, to za sprawą zastosowania żelatyny jako zamiennik jajka. Tym razem nie wsypałam jej jako produkt sypki jak robiłam to w poprzednich ciastach, a zalałam wrzącą wodą. Dało oczekiwany efekt, jednak jak najbardziej można użyć żelatyny podobnie jak robiłam to do tej pory (:


SKŁADNIKI:
(na ok 13 ciasteczek)

- 1 duży mocno dojrzały banan
- 3 daktyle
- łyżka oleju kokosowego lub masła/smalcu dla nie-wegan
- 3 łyżeczki kakao
- 1 kawowa łyżeczka cynamony cejlońskiego
- 1 łyżka żelatyny/agaru + odrobina wrzątku
- 1 kawowa łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej
- 3 łyżki mąki kokosowej
- 2 łyżki mąki kasztanowej
- 1 łyżka mąki z tapioki
- szczypta soli
- kilka groszków czekoladowych [opcjonalnie, dałam resztkę tego co zalegało barku (; ]

Banana rozgnieść widelcem na papkę. Daktyle pokroić bardzo drobno, zmieszać z tłuszczem i podgrzać na małym ogniu lub w mikrofalówce. Dodać do bananów razem z kakao, cynamonem, solą oraz groszkami czekoladowymi. Żelatynę zalać odrobiną wrzątku, rozmieszać dokładnie i odstawić na 2-3 minuty, żeby lekko napęczniała, a następnie również wmieszać w bananową masę. Połączyć razem mąki z proszkiem do pieczenia, przesiać do reszty składników i wymieszać na jednolitą masę. Ciasto ma mieć konsystencję rzadką, jednak nadającą się do nakładania dwoma łyżeczkami, więc jeśli okaże się zbyt rzadkie należy podsypać dowolną mąką do uzyskania odpowiedniej konsystencji.
Gotowe nakładać za pomocą dwóch łyżeczek na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec ok 8-10 minut w 160 stopniach.





Zdrowa przekąska
Pin It

Spaghetti po bolońsku z makaronem z cukinii

Zawsze lubiłam makarony. Dziś ciężko mi stwierdzić czy za nimi tęsknię, bardzo prawdopodobne, że tak, jednak wstręt do tego typu produktów robi swoje i raczej nie zamierzam do nich wracać. To czego odmawiać im nie będę to smaku - wszelkiego rodzaju makarony razowe z sosami potrafią smakować naprawdę fantastycznie, dlatego od momentu odstawienia glutenu czasem nachodziły mnie wspomnienia o niektórych z nich, między innymi o spaghetti po bolońsku. Zanim odkryłam w końcu spaghetti warzywne brakowało mi tego sosu, który bez makaronu nie tworzył już tak fajnego dania. W momencie kiedy odkryłam spaghetti z cukinii byłam na protokole i o pomidorach i papryce w sosie mogłam zapomnieć. Tak źle tak niedobrze.
No i w końcu nadszedł dzień, w którym mogłam połączyć ulubiony sos z dozwolonym 'makaronem'. Cóż za wspaniałe odczucie! (:

 

SKŁADNIKI:
(dwie porcje)

sos:
- ok 360g dowolnego mięsa [u mnie łopatka wieprzowa]
- łyżeczka smalcu
- 1 średnia cebula
- ok 3 ząbki czosnku
- słoik przetworzonych pomidorów* [lub świeżych w sezonie]
- ok 2 łyżki przecieru pomidorowego
- po 1-2 łyżeczki sproszkowanej słodkiej oraz wędzonej papryki i kurkumy
- sól, pieprz oraz dowolne zioła [czubryca zielona, bazylia, oregano, tymianek, zioła prowansalskie etc]
- opcjonalnie szczypta ksylitolu i kilka kropel soku z cytryny
- kilka suszonych pomidorów opcjonalnie
- kiełki do przybrania

spaghetti:
- dwie średniej wielkości cukinie
- odrobina soli


Wybrany kawałek mięsa opłukać, osuszyć w ręczniku papierowym, pokroić na mniejsze części, a następnie zmielić w maszynce. Cebulę oraz czosnek posiekać, przełożyć do szerokiego rondla na rozgrzany smalec, smażyć do zeszklenia, a następnie dodać zmielone mięso, przykryć pokrywką i dusić. Po kilku minutach mięso puści wodę, należy je wtedy lekko przemieszać. Można zalać je odrobiną wody/bulionu i dusić do zredukowania lub od razu dodać pomidory.
Kontynuując duszenie dodać resztę składników - przecier, zioła oraz resztę przypraw do smaku. W międzyczasie nadmiar wody będzie się redukował, dlatego polecam gęstość sosu regulować dodawaniem płynu [czyli dodatkową wodą lub jak w moim przypadku - bulionem].
Kiedy sos osiągnie pożądany przez nas smak oraz konsystencję, a mięso będzie już dostatecznie miękkie można ściągnąć rondel z gazu i przygotować makaron.
Cukinie umyć, odkroić końcówki i zetrzeć na tarce do spaghetti. Lekko posolić, gotować 3-4 minuty na parze [w połowie gotowania lekko zamieszać], a następnie odsączyć z nadmiaru wody np na ręczniku papierowym. Ten krok oczywiście można całkowicie pominąć podając makaron surowy - na zimno.

UWAGI:
* - użyłam domowych pasteryzowanych pomidorów, słoik odpowiadał wielkości mniej więcej standardowej puszki pomidorów.
- jeśli nie posiadacie tarki do spaghetti [to kupcie, jest tania i rewelacyjna!] ani spiromatu, cukinię można po prostu pokroić w kostkę i dodać pod koniec. Poniżej zdjęcia takiej propozycji, sprzed tygodnia, kiedy robiłam sos bez dostępu do mojej tarki.





I wersja spaghetti bez spaghetti:



Zastąp słoik pysznym daniem - III edycjaZastąp słoik pysznym daniem - III edycja
Pin It

Czekoladowe ciasto - brownie z batatów

Zawsze lubiłam piec. Lubiłam oczywiście także zjadać to co upiekłam. Lubiłam smakować, eksperymentować, bawić się składnikami.
Czy lubię nadal? Jak najbardziej, choć z biegiem czasu zagrzebuję tą chęć coraz głębiej. Nadal uwielbiając słodki smak [kto nie lubi?] lubię go już inaczej, lubię go mniej, mniej go jem, a nawet jeśli chciałabym więcej, to nie chcę więcej, bo to zdradliwa pułapka. Przy takim obrocie spraw jest coraz mniej miejsca dla słodkiego smaku w kuchni, a więc i dla pieczenia, bo gdzie tu frajda z przygotowania czegoś, co niby by się zjadło, ale może jednak nie? Przecież nie wrócę do jedzenia większych ilości cukru tylko dlatego, żeby wrócić do robienia czegoś co lubię! Tak źle tak niedobrze. Po co mi ciasto, które  tak naprawdę nie jest mi potrzebne? Bo chcę je upiec, bo uwielbiam piec!
I tak ilekroć patrzę na wszystkie wypieki mniej lub bardziej paleo, to chciałoby się i by się nie chciało i tak w kółko..
Nic no, zebrałam się i upiekłam ciasto dostosowane do mnie. Co to znaczy? Ano, że ciasto to praktycznie nie jest słodkie. Odzwyczaiłeś się od słodyczy, ale jednak czegoś Ci się chce? Czegoś Ci się chce, ale wszystko jest za słodkie? Lubisz wytrawną gorycz kakao? Oto ciasto dla Ciebie, a jeśli dodatkowo jesteś fanem brownie pod wszelką postacią, tym bardziej Cię ono zachwyci (:
 

SKŁADNIKI:
 ciasto:
- 1 średniej wielkości batat
- 2 duże jajka
- ok 1/3 szklanki płynnego słodu - syropu klonowego lub płynnego miodu
- 1/2 szklanki płynnego tłuszczu [użyłam smalcu gęsiego, bo akurat tego dnia był wytapiany i pod ręką]
- 1/2 szklanki kakao
- po 1 łyżeczce sody oczyszczonej i proszku do pieczenia
- szczypta soli
+ opcjonalnie 2-3 łyżki dowolnej mąki [np kokosowej, kasztanowej]

Batata umyć, jeśli był woskowany obrać ze skórki i zetrzeć na tarce o cienkich oczkach. Jajka ubić na jednolitą masę, ciągle mieszając dodać słód i tłuszcz, a następnie wmieszać delikatnie kakao, sodę, proszek, sól oraz startego batata. Jeśli masa wyda się zbyt rzadka można dodać mąkę. Ja dodałam mniej więcej jedną łyżkę mąki kasztanowej i ok 1,5 łyżki mąki kokosowej.
Jeżeli posiadacie malakser lub blender z malakserem, to polecam jak najbardziej przygotowanie ciasta z jego pomocą - najpierw starłam batata, następnie zmieniłam nasadkę z tarki na ostrza, kilkoma przyciśnięciami dodatkowo go posiekałam, a na koniec wymieniłam nasadkę na mieszadło i stopniowo tylko dodawałam kolejne składniki nie przerywając mieszania.
Gotową masę można spróbować do smaku i w razie potrzeb dosłodzić ksylitolem, a następnie wylać na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Ja użyłam foremki 20x23cm. Piec w temperaturze 180 stopni przez 20-30 minut zależnie od mocy piekarnika - do suchego patyczka. Ostudzić przed wyjęciem z blachy.


polewa:
Po upieczeniu ciasta naszły mnie czarne myśli - nie rozkrawałam go, bo chciałam jeszcze wykonać jakąkolwiek polewę lub krem na wierzch, ale po okruchach wywnioskowałam, że ciasto zbyt słodkie nie jest. Straciłam więc serce do mojego wypieku i za tym chęci nad kombinowaniem nad tym co ułożyć na wierzch. Postawiłam na najzwyklejszą polewę z gorzkiej czekolady, ale dziś, gdybym miała powtórzyć całość użyłabym z pewnością kremu z awokado z TEGO przepisu.
Na moją polewę zużyłam:

- trzy paski gorzkiej czekolady
- 2 łyżeczki oleju kokosowego [polecam max jedną]
- odrobinę ksylitolu
- szczyptę soli
- garstkę krokantu migdałowego

Wszystkie składniki prócz krokantu stopiłam w kąpieli parowej i oblałam gotową polewą ciasto, wierzch obsypując krokantem [poczekajcie tylko aż polewa nieco zastygnie (; ].





Pin It

Literki dla Kingi

Jedno z ostatnich zleceń. Początkowo miały to być zwykłe malowane literki, jakie kiedyś już miałam okazję wykonać i to właśnie na ich podstawie zostałam poproszona o kolejne. Pech chciał, że z farb nie korzystałam przez lata całe, większość pozasychała a te, które zostały nie miały najciekawszych kolorów. Na szybko też niczego nie udało mi się w pobliskich sklepach wyszukać, więc zrobiłam po swojemu - skoro obecnie najlepiej się czuję w scrapbookingu, to czemu nie?
Mimo pewnych obaw wybrałam odpowiadające mi papiery, wzięłam się za klej oraz nożyk i efekty tego co uzyskałam można zobaczyć poniżej. Ja zadowolona, właścicielka zadowolona - misja wykonana (:






Pin It

Wytrawne paleo chlebki - idealne na śniadanie

Długo wypraszane przez mojego lubego wytrawne muffinki, początkowo miały być zwykłe najzwyklejsze, na mące gryczanej z odrobiną mleka, bo w końcu ani on beznabiałowy, ani tym bardziej na paleo, ale zaraz - dlaczego miałabym odbierać sobie przyjemność próbowania tego co piekę czy gotuję? Zwłaszcza, że wiem jak smakują wytrawne muffinki i wiem, że również je lubię. Są rewelacyjną alternatywą zarówno dla pieczywa na śniadanie jak i przekąski do zjedzenia poza domem, czyli czegoś, co dla każdego paleożercy niejednokrotnie było problematyczne. Więc jeśli tak jak ja, często nosicie przy sobie swój własny prowiant nie licząc na punkty gastronomiczne [do których mam wątpliwe zaufanie], to takie muffinki są właśnie dla Was (:



SKŁADNIKI:
[na ok 4 chlebki]
suche:
 - 1/2 szklanki mąki z tapioki
- 1/4 szklanki mąki kasztanowej lub kokosowej
- po łyżeczce sody oczyszczonej i bezglutenowego proszku do pieczenia
- płaska łyżeczka soli

mokre:
- 3 jajka
- 1/2 szklanki płynnego tłuszczu*
- 1/4 szklanki wody
- ząbek czosnku

oraz:**
- 2-3 suszone pomidory
- kawałek boczku [ilość dowolna, u mnie kostka ok 3x3x3cm, co tyle mi zostało]
- 2 pieczarki
- mała cebula
- 1 niewielka marchewka

Składniki suche oraz mokre  połączyć oddzielnie w dwóch naczyniach. Warzywa oraz mięso pokroić w kostkę, umieścić w rondlu*** i dusić do zeszklenia cebuli. Lekko przestudzić, a następnie dodać  do składników mokrych, przemieszać i połączyć ze składnikami suchymi. Jeśli masa wyda się zbyt rzadka, można dodać odrobinę więcej mąki kasztanowej lub kokosowej.
Gotową masę przelać do foremek. Piec w 180 stopniach ok 20-25 minut.

UWAGI:
* - u mnie to standardowo mieszanka masła, smalcu gęsiego oraz oleju kokosowego. Muffiny wyszły bardzo tłuste, przez co mogą się wydawać ciężkie - zalecałabym odjęcie odrobiny tłuszczu na rzecz np jednego jajka lub odrobiny mleka roślinnego
** - dodatki są ilościowo dobierane na oko, właściwie na zasadzie co się nawinie (;
*** - jeśli boczek lub inne mięso, którego użyjemy są chude, można dodać na początku odrobinę smalcu, ale można też całkowicie pominąć duszenie i dodać surowe składniki do ciasta.  Wybrałam jednak pierwszą opcję, dzięki której aromaty składników ładnie się ze sobą skomponowały.



Pin It

Rozgrzewający gulasz z serc drobiowych

Ostatnio jakoś rzadziej zdarza mi się jeść podroby. Właściwie poza wątróbką oraz podrobami, które wyjadam co tydzień z rosołu to nie jadam ich zbyt wiele. A szkoda, bo są smaczne tanie i pożywne - zbyt często o nich zapominamy, wielu z nas brzydzą całkiem niepotrzebnie [choć te słowa raczej nie tyczą się paleożerców (; ].
Gulasz z poniższego przepisu to sama podstawa - jest szybki i intuicyjny w przygotowaniu. Nie wymaga ani wprawy ani zbyt wielu składników, ot baza do modyfikacji. Przepis zawiera dwa składniki niedozwolone w początkowej fazie protokołu - jest to papryka w proszku oraz mąka ararutowa, choć w jej przypadku pewności co do faz nie mam, różne źródła różnie podają, jednak jest to skrobia, więc można śmiało zastąpić bezpieczną mąką kokosową.


 SKŁADNIKI:
[na dwie porcje]

- 600-700g serc drobiowych
- 1 średniej wielkości cebula
- odrobina smalcu/masła klarowanego
- ok 1,5 szklanki bulionu lub wody
- 1 solidna łyżka mąki ararutowej
- 1 łyżka papryki słodkiej zwykłej lub wędzonej oraz szczypta chilli [przy protokole pominąć]
- sól
- tymianek
- imbir świeży tarty lub w proszku
- liść laurowy


Serca opłukać w zimnej wodzie, osuszyć, a następnie pokroić w poprzek na 2-3 części zależnie od preferencji. Jeśli chcemy, można pozbyć się aort, można też uraczyć nimi czworonoga (;
W rondlu roztopić i podgrzać wybrany przez nas tłuszcz. Cebulę pokroić w kostkę i przesypać razem z mięsem na rozgrzany tłuszcz, a następnie podsmażać do zeszklenia cebuli. Zalać bulionem lub wodą, dodać liść laurowy oraz imbir i dusić na małym ogniu do miękkości.
Kiedy mięso zmięknie odmierzyć mąkę do szklanki, a następnie zalać odrobiną wody z gotującego się gulaszu, dokładnie rozmieszać i przelać z powrotem do rondla. Cały czas mieszając gotować kilka minut jednocześnie doprawiając paprykami, kurkumą, solą i tymiankiem.
Podawać z dowolną surówką lub duszonymi warzywami. W moim przypadku na dziś była to surówka z kiszonej kapusty w proporcjach:

- 1 małe jabłuszko
- 2 małe marchewki
- 2-3 garści kiszonej kapusty
- pół pokrojonej drobno cebuli
- odrobina oliwy do skropienia całości








Dla tych na prokole - podobny gulasz robiłam już kiedyś, zgodny z protokołem w 100%, do obejrzenia w jednym z poprzednich wpisów. A więc protokołwy gulasz [również z kapustą kiszoną] prezentuje się o tak:


Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
JemyZdrowo.pl