Romantyczny albumik

Album, który wykonałam już jakiś czas temu, jednak poproszono mnie o publikację zdjęć nie wcześniej niż na Święta gdyż miał to być prezent pod choinkę. Przyznam szczerze, że strasznie miło tworzyło mi się takie maleństwo, chętnie przyjęłabym kolejne zlecenie na album w małym formacie (:




Pin It

Sernik kajmakowy ze słonym karmelem

Do momentu, w którym jadłam nabiał normalnie, uwielbiałam serniki. Inna rzecz, że ogólnie uwielbiam nabiał, zwłaszcza pod postacią serów, od różnego rodzaju serów białych, poprzez twarde żółte, na ukochanych, czyli pleśniowych skończywszy. I ukrywać nie będę, że za tymi ostatnimi jednak czasem odczuwam lekką tęsknotę, choć przestało mnie do nich ciągnąć.
Tak czy siak z serem w kuchni kombinowałam dość często, jednak serniki wydawały mi się zawsze nieco lżejsze niż ciasta przekładane masą kremów, zaś ulubionymi smakami serników były zawsze albo kwaskowate np z limonką czy meno curdem, albo wręcz odwrotnie - słodkie z dodatkiem karmelu. Takim właśnie sernikiem, drugim z kolei na blogu jest poniższy. Nie jest tak okrutnie słodki jak poprzedni sernik >KLIK< choć wciąż mocno kaloryczny (; Słodycz tutaj rewelacyjnie równoważy sól użyta w polewie. Całość posypałam płatkami migdałowymi, choć osobiście sądzę, że równie ciekawym połączeniem byłoby użycie płatków soli [choć wtedy polecałabym tej soli do polewy dodać trochę mniej].

 
SKŁADNIKI:

ciasteczkowy spód:
- 200g czekoladowych kruchych ciasteczek
- 55g masła
- 1 łyżka masła orzechowego

masa serowa:
- 40g masła
- 40g cukru
- 240g masy krówkowej
- 3 jajka
- 750g serka kremowego [np Emilki]
- 1 łyżka mąki pszennej

masa kajmakowa:
- 2-3 łyżki masy krówkowej
- śmietanka kremówka [ilość według uznania]
- sól

+ płatki migdałowe do posypania

Masło stopić, ostudzić i rozmieszać dokładnie z masłem orzechowym. Ciastka zblendować w malakserze, połączyć z masłem. Wyłożyć dno tortownicy o średnicy ok 23cm, wyrównać i odstawić do schłodzenia.
W tym czasie przygotować masę:
Masło [o temperaturze pokojowej] utrzeć z cukrem na jasny puch. Dodawać stopniowo wciąż ucierając po łyżce kajmaku, następnie jajko, po łyżce sera i na koniec wmieszać łyżkę mąki.
Masę przelać na schłodzony spód ciasteczkowy, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok 40-50 minut. Po tym czasie studzić przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika.
Na całkowicie wystudzony sernik należy przelać masę kajmakową, której przygotowanie jest banalne i szybkie. Należy w rondelku podgrzać kajmak i dolewać po trochu śmietany doprawiając solą do momentu uzyskania pożądanej przez nas konsystencji i smaku. Sól rewelacyjnie podnosi smak, więc radzę nie bać się jej w dawkowaniu (;





Świąteczne słodkości!
Pin It

Daktylowe trufle z rumem

Te słodkości już kiedyś miałam okazję robić. W nieco innej wersji, bo bez alkoholu i kokosa, za to z amarantusem ekspandowanym. Miały to być batoniki witariańskie, które jednak skończył jako kuleczki obtaczane w karobie. Zdjęć ani prezentacji się nie doczekały, bo od razu je zjadłam (:
Akurat podczas pieczenia świątecznych ciastek przypomniałam sobie o tym przepisie, więc postanowiłam go odtworzyć z lekkimi, bardziej wprawiającymi w klimat świąt [rum, a jakże!] modyfikacjami.
Standardowo na tego typu słodycze przepis jest prosty - kilka podstaw + dowolne składniki jako dodatek. Za rzadkie? Zagęść. Za gęste? Rozrzedź. I tak w kółko (:
Robione trochę na oko, ale podstawowe proporcje mniej więcej pamiętam (;


SKŁADNIKI:
- 100g daktyli [ok 20 sztuk]
- 4 łyżki wiórków kokosowych
- 2 łyżki esencji waniliowej
- 4 łyżki rumu
- 3 łyżki karobu
- dwie małe garstki orzechów [u mnie pół na pół migdały z nerkowcami]
- dowolna surowa mąka - u mnie kokosowa i konopna - do zagęszczenia
- opcjonalnie czekoladowe groszki

- do obtoczenia - karob, wiórki kokosowe, kakao lub cukier palnowy/ksylitol w krysztale lub zmielone na cukier puder [u mnie karob]



Daktyle, wiórki i karob zalać esencją i rumem, poziom wyrównać wodą, odstawić na kilka godzin lub na całą noc. Dla przyspieszenia procesu można użyć gorącej wody, lub wstawić całość na palnik i lekko podgotować.
To samo zrobić z orzechami - zalać na minimum 4 godziny, optymalnie do 12 godzin.

Namoczone daktyle i wiórki zmiksować na jednolitą masę. Oddzielnie zblendować orzechy, krótko, tak, aby powstała masa przypominająca zbity, nieregularny krokant. Połączyć obie masy mieszając łyżką. I tu zaczyna się zabawa. Masa będzie dość słodka i klejąca. Należy zagęścić odpowiadającą nam ilością mąki, ewentualnie karobu. Jeżeli masa wciąż będzie za słodka pod nasz smak, polecam dodać więcej namoczonych w rumie wiórków i ponownie zblendować. Tak też zrobiłam i wyszło jak dla mnie idealnie - lekko wytrawnie, mocno rumowo. Na koniec wmieszać groszki czekoladowe

Gotową masę [ma mieć konsystencję nadającą się do lepienia] odstawić do lodówki do schłodzenia na co najmniej godzinę. Po tym czasie wyciągnąć i formować w dłoniach niewielkie kule, które następnie obtaczać w karobie lub dowolnym innym proszku. Ponownie odstawić do lodówki.






UWAGI:
- Groszki czekoladowe przyszły mi do głowy w trakcie robienia masy. Są fajnym urozmaiceniem, choć ja osobiście ich nie dodałam
- Zamiast blendować orzechy, możemy je również dobrze pokroić, jeśli preferujemy większe kawałki, lub w drugą stronę - zblendować na masło orzechowe, co na pewno wypłynie na zmianę smaku, ale też i konsystencję


Lekkie Święta Świąteczne słodkości!Lekkie niskokaloryczne Święta oraz Sylwester
Pin It

Paleo pieguski (autoimmunologiczne)

Małe wprowadzenie w ciasteczka na protokół autoimmunologiczny >KLIK<

Kolejny prosty przepis na szybkie ciasteczka. Te w przepisie zawierają groszki czekoladowe, jak to w przypadku klasycznych piegusków. Kakao w wielu przypadkach podczas protokołu jest na zakazie, dlatego jeśli ktoś źle je toleruje można zastąpić je karobem, albo po prostu sobie podarować i jako uzupełnienie dodać odrobinę suszonych owoców


SKŁADNIKI:

suche składniki:
2/3 szklanki mąki z tapioki
1/4 szklanki mąki kokosowej
1/4 szklanki cukru kokosowego/ksylitolu
1 łyżka żelatyny
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli morskiej

mokre składniki:
1/4 szklanki płynnego tłuszczu w temperaturze pokojowej [olej kokosowy, masło klarowane, smalec]
1 łyżka esencji waniliowej
po 1 łyżce syropu klonowego i syropu z daktyli
groszki czekoladowe lub karobowe lub mieszanka groszków, rodzynek i orzechów dla tych, którzy mogą


Obie mąki przesiać przez sito, połączyć z resztą suchych składników i wymieszać do połączenia. Zalać płynnymi składnikami i dokładnie wymieszać. Cały proces powstawania i pożądana konsystencja mają wyglądać tak jak w przypadku ciasteczek Samoa. Na końcu dodajemy groszki czekoladowe i/lub inne dodatki.
Z ciasta formujemy kuleczki, które lekko rozpłaszczamy w dłoniach i przekładamy na blaszkę. Ja do kilku ostatnich ciastek dorzuciłam parę nerkowców na próbę.
Piec w 175 stopniach przez ok 8 minut [do zrumienienia]. Po upieczeniu nie ruszać, mają wystygać na blasze, ponieważ są bardzo miękkie i łatwo o uszkodzenia.



 

Lekkie Święta Świąteczne słodkości!Lekkie niskokaloryczne Święta oraz Sylwester
Pin It

Rumowe trufle konopne [bezglutenowe, wegańskie, paleo]

Małe wprowadzenie w ciasteczka na protokół autoimmunologiczny >KLIK<

Nie wiem dokładnie z jakich przyczyn, ale lubię konopię. Lubię dodatek jej mąki w paleo chlebie, lubię ziarenka w witariańskich batonikach czy sałatce. Sama w sobie ma całkiem niezłe wartości odżywcze, więc może po trochu to powoduje, że lubię z niej korzystać i lubię przepisy z jej użyciem.
Stronę Manitoba Harvest zakopałam już jakiś czas temu, głównie z potrzeby odstawienia konopi na rzecz protokołu. Nadal nie jest to produkt, który mogę spożywać bezkarnie, ale w niewielkich ilościach włączyć do diety jak najbardziej mogę. A że lubię kakao, lubię rum i lubię konopię, nie mogłam przejść obok tego przepisu obojętnie. Założenie było takie, aby te rumowe kulki choć odrobinę przypominały w smaku świąteczne ule, które były jednymi z moich ulubionych ciastek, a których ze względu na obecność herbatników w składzie już mi nie wolno. Niestety ajerkoniaku w składzie nie ma i nie wyszły tak mocno alkoholowe jak ule, które jadałam, ale na te możliwości, jakie mam dzisiaj i tak jest ok (:
Przepis pochodzi z wyżej wspomnianej strony http://manitobaharvest.com + moje lekkie modyfikacje



SKŁADNIKI:

1/2 szklanki nasion konopi*
1/4 szklanki mąki konopnej*
1/2 szklanki kakao/karobu
1/3 szklanki dowolnej mąki zgodnej do spożycia na surowo - u mnie kokosowa
2 łyżki ksylitolu
1 łyżka esencji waniliowej
2 łyżki rumu
2 łyżki płynnego tłuszczu
2-3 łyżki płynnego słodu [według uznania, dla mnie było to niezbędne]

+ wiórki kokosowe do obtoczenia**

Nasiona konopi zmielić w młynku do mielenia kawy. Poziom zmielenia określi też konsystencję kulek - od nas zależy jak mocno nasionka będą wyczuwalne w ustach. Wymieszać z resztą suchych składników, umieścić w blenderze i zalać esencją, tłuszczem i rumem. Włączyć blender i miksować do uzyskania jednolitej konsystencji.
Całość wyszła dość sucha i niezbyt chciała się formować w jednolitą masę, do tego była kompletnie niesłodka, więc żeby było bardziej mokro i bardziej słodko, dosładzałam syropem klonowym do smaku.
Gotową masę nakładać łyżeczką i formować w dłoniach dowolnej wielkości kuleczki, które następnie należy obtoczyć w wiórkach kokosowych.




UWAGI:
* W oryginale mamy 3/4 szklanki nasion, które i tak się mieli. Myślę, że nasiona spokojnie można wymienić na mąkę, na pewno pozwoli to na uzyskanie bardziej jednolitej konsystencji
** obtoczyć możemy również w cukrze [kokosowym/ksylitolu] lub tym samym zmielonym w młynku na puder, ewentualnie w kawie, według uznania
- wpis trafia pod tag AIP-FODMAP dla tych, którzy mogą spożywać niewielkie ilości konopi oraz kakao/karobu


Lekkie Święta Świąteczne słodkości!Lekkie niskokaloryczne Święta oraz Sylwester
Pin It

Ciasteczka Samoa - bezglutenowe wegańskie paleo

W momencie przechodzenia na protokół wiedziałam, że gdzieś w listopadzie powinnam już z niech schodzić. O święta więc się nie martwiłam, bo o ile gluten i nabiał byłyby wciąż wykluczone [czego nawet się nie spodziewałam odstawiając je w kwietniu, jak życie weryfikuje nasze założenia (; ], o tyle miał pozostać cały wachlarz możliwości diety paleo, a w ostateczności z dołączeniem mąki gryczanej czy amarantusowej, może trochę jagła.. Okazuje się, że na święta czeka mnie protokół w dalszym ciągu. Nie taki stuprocentowy na szczęście, ponieważ faktycznie drobnymi krokami będę wprowadzała nowe produkty, toteż na czas świąt częściowo włączę jajka, orzechy i nasionka.
Pochodzę z regionu, w którym tradycją jest pieczenie drobnych świątecznych ciasteczek w ogromnych ilościach. Jest to wiele tradycyjnych, powielanych z roku na rok przepisów, oraz drobne zmiany, różne nowości pojawiające się przy każdych świętach. W tym roku żadnych z nich nie spróbuję, nawet nie byłam pewna, czy w ogóle będę próbowała cokolwiek piec. No ale jednak się zdecydowałam.
Nie byłam również pewna jak to się w ogóle może udać - bez jajka. Czy będzie dużo brudzenia rąk? Czy będzie skomplikowane i czasochłonne? Czy będzie drogie? I przede wszystkim - czy będzie smaczne?

Właściwie tylko na dwa ostatnie pytania odpowiedź brzmi TAK. Niestety, nie jest najtaniej, litr syropu klonowego nie kosztuje tyle co litr miodu, a kilo ksylitolu tyle co kilo cukru. Nie mówiąc już o tym ile kilo mąki pszennej można mieć za kilogram mąki kokosowej, ararutowej czy kasztanowej.. dużo (: Należy jednak pamiętać, że przepisy nie wymagają dużych mąk ani zbytniego słodzenia [u mnie niestety wyszło za słodko i strasznie ubolewam], poza tym ciastka i inne słodkości są tylko dodatkiem zwłaszcza na protokole, więc tym bardziej - pieczemy mało, albo dużo różnych, ale z połowy porcji.
Ja jak na razie upiekłam trzy rodzaje, zastanawiam się jeszcze nad dwoma kolejnymi oraz w planach mam jeszcze 2-3 ciasta [w tym jedno z nabiałem dla rodziny, więc będzie kolejny przepis nie-paleo (: ]. Wszystko oczywiście na małe porcje, małe blaszki, ot, dla skosztowania i takie wyjście z sytuacji polecam (:
Wszystkie ciastka wymagają użycia płynnego tłuszczu oraz płynnego słodu. Tutaj rodzaj i proporcje dobieramy sami. Ja miałam do wyboru masło klarowane, olej kokosowy oraz gęsi smalec z tłuszczów, natomiast płynnym słodem był u mnie syrop klonowy, syrop z daktyli, oraz w przypadku jednych ciastek miód.

 

 

Ciasteczka Samoa

Ciasteczka Samoa, to kruche ciasteczka z dziurką, od spodu zanurzone w czekoladzie, a u góry przybrane orzeszkami zanurzonymi w karmelu i skropione delikatnie w czekoladzie. Po prawdzie miałam je robić już w zeszłym roku, oczywiście w tej klasycznej wersji - z glutenem, cukrem, mlekiem i jajkiem, no i orzechami rzecz jasna, czyli wszystkim tym, czego nie zawiera poniższy przepis. Jak widać jest to możliwe (:
Ciasteczka są bardzo aromatyczne, jak na razie o konsystencji bardziej twardawych herbatników, ale może zmiękną. No w każdym razie nie ma obaw o połamanie zębów. Ja swoje niestety przesłodziłam, polecam odjąć część cukru, zwłaszcza osobom, dla których słodyczą jest gorzka czekolada, zaś dojrzałe banany i daktyle już są nieznośnie słodkie.

SKŁADNIKI:

kruche ciasteczka:
1/3 szklanki mąki kokosowej
1/8 szklanki mąki z tapioki
1/8 łyżeczki soli morskiej
1/8 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżka esencji lub pasty waniliowej
1/4 szklanki płynnego słodu [polecam mniej]
1/8 szklanki płynnego tłuszczu

'karmel':
1/2 szklanki śmietanki kokosowej
ok 2 łyżek mąki z tapioki lub ararutowej [zagęstnik skrobiowy]
szczypta soli

esencja waniliowa i płynny słód do smaku

ponadto:
ok 1/2 szklanki wiórków lub płatków kokosowych [jeśli używamy płatków kokosowych, najlepiej jest je przy okazji pokroić - to ułatwi nam układanie masy na ciastkach]
ok 1/2 szklanki gorzkiej czekolady do stopienia

Odmierzone suche składniki przesiać przez sito do oddzielnego naczynia. W szklance dokładnie rozmieszać ze sobą esencję, tłuszcz i słód, zalać nimi suche składniki i dokładnie wymieszać. Jeśli masa będzie zbyt rzadka dodać odrobinę mąki z tapioki.
Uzyskana masa powinna być zbita i mieć jednolitą, choć dość kruchą konsystencję, jak na zdjęciu poniżej. Może się wydawać, że maź będzie się kleiła do palców, dlatego można je co jakiś czas lekko zanurzać w mące z tapioki. Masę nakładać łyżeczką na dłoń, delikatnie ugnieść, zrolować na kulę, przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i delikatnie rozklepać palcem w celu uzyskania pożądanego kształtu i grubości. Ciasteczka odrobinę urosną w trakcie pieczenia, więc trzeba dać im ze 3-4 cm odstępu. Ze środka każdego ciasteczka wykroić małą dziurkę.
Piec ok 10 minut w 150 stopniach, a następnie przełożyć na kratkę i odstawić do ostudzenia.



Wiórki lub płatki kokosowe należy lekko podprażyć. W tym celu możemy je albo umieścić na patelni nad niewielkim płomieniem i potrząsać obserwując jak się rumienią [a dzieje się to szybko], albo włożyć na chwilę do piekarnika po ciasteczkach. Po zrumienieniu ostudzić i przygotować karmel.

W rondelku na niewielkim płomieniu rozmieszać ze sobą śmietankę kokosową [wierzchnią warstwę puszkowanego mleka kokosowego] z mąką, podgrzewając dosładzać do smaku słodem i esencją waniliową. Pod koniec gotowania dodać wiórki/płatki kokosowe, wymieszać dokładnie i najlepiej od razu [zanim zgęstnieje] nakładać za pomocą dwóch małych łyżeczek na ostudzone ciasteczka. Udekorowane ciastka odstawić na co najmniej godzinę.

Gorzką czekoladę stopić w kąpieli wodnej. Każde z ciastek zanurzać delikatnie od spodu i następnie układać na kratce lub pergaminie czekoladą do góry. Po całkowitym zastygnięciu ciastek, resztą czekolady skropić je po wierzchu.








UWAGI:
- właściwie to tylko jedna - masy karmelowej nie starczyło na wszystkie ciasteczka. Wyjść z tej sytuacji jest kilka - można zwiększyć proporcje masy, ale można też nie wykrawać dziurek w części ciastek i takie gołe przełożyć np paleo dżemem czy innym dowolnym kremem i obsypać pudrem [z ksylitolu lub cukru kokosowego], albo polać gorzką czekoladą. Ja resztę swoich ciastek oblałam czekoladą i obsypałam krokantem migdałowym.


Lekkie Święta Świąteczne słodkości!Lekkie niskokaloryczne Święta oraz Sylwester
Pin It

AIP / low FODMAP – planowanie posiłków krok po kroku i z czym to się w ogóle je?



Każda radykalna zmiana odżywiania i stylu życia niesie za sobą mnóstwo wątpliwości i problemów, zwłaszcza, kiedy dieta zmienia się na taką restrykcję jaką jest protokół autoimmunologiczny, który dodatkowo wyklucza listą FODMAP, albo przynajmniej sporą jej część.
Nie ma co ukrywać – zarówno protokół autoimmunologiczny jak i dieta niska w FODMAP są dietami mocno restrykcyjnymi [a wydawałoby się, że paleo takie jest? Nigdy w życiu!]. Moja droga w zmianie diety zaczęła się od odrzucenia cukru oraz nabiału, a tydzień później również glutenu i już wtedy pojawił się stres – jak komponować posiłki? Jak zastąpić pieczywo? Jak to, bez kanapek?! A makaron? Nawet bez serów?! Przecież ja kocham sery! Tyle ograniczeń na raz i jak tu żyć normalnie wśród ludzi, którzy.. jedzą normalnie? [i tu znajdujemy się w punkcie, w którym normalnie nie znaczy prawidłowo ani zdrowo, cóż..]. Jakże się zdziwiłam kiedy zauważyłam, że moje jadłospisy zaczęły się wpasowywać w zasady diety paleo. Diety, która jest przez wielu uważana za totalny hardkor [choć ja osobiście nazwałabym tak jakiekolwiek odmiany witarianizmu]. A ja żyłam i miałam się całkiem dobrze mimo, że czasem było mi tęskno widziałam, jak szeroki wachlarz otworzyła przede mną zmiana żywienia. Poza trym coś za coś – nie można złych węglowodanów? To nic – można tłusty karczek, boczek, awokado utopione w oliwie, same dobre rzeczy (:
Niestety – ledwo wyszłam na prostą w układaniu diety i planowaniu posiłków padł kolejny szok – jeszcze większe restrykcje – i protokół i FODMAP. Na raz i najlepiej teraz. Co było w tym wszystkim najgorsze? Ano to, że część produktów dozwolonych na protokole wykluczała się z FODMAPami i na odwrót, także lista się zawężała, choć po czasie oczywiście udało mi się wprowadzić ze sporym powodzeniem część produktów, ale może zacznę od konkretów.

Czym jest AIP?

AutoImmunologiczny Protokół lub też AutoImmunologiczne Paleo to dokładnie taka sama dieta jak Paleo, jednak z wykluczeniem części dozwolonych na tej diecie produktów będących jednocześnie silnymi alergenami jakimi są jajka, orzechy, warzywa psiankowate oraz wszelkiego rodzaju pestki i nasiona [np. sezam, pestki dyni czy słonecznik]. To jest niezbędne minimum do wykluczenia i jakkolwiek będąc zdrowymi na paleo możemy sobie pofolgować włączając czasem pseudozboża czy dobry jakościowo nabiał, tak na protokołu trzymamy się ściśle przez minimum trzydzieści dni lub do czasu poprawy.



Ja osobiście kocham jajka, pokochałam również orzechy, niestety do tego stopnia, że zaczęły mi szkodzić, co objawiło się bardzo ostrym [po prawie pięcioletniej remisji] nawrotem AZS. Dodając do tego silne problemy gastryczne i sporo objawów wskazujących na problemy z tarczycą – wpadłam.

Czym jest FODMAP?


W rozwinięciu
Fermentujące
Oligosacharydy [fruktany i galaktany – pszenica, żyto, jęczmień, groch, cebula, czosnek, por, cykoria, strączki]
Disacharydy [laktoza]
Monosacharydy [fruktoza – owoce o przewadze fruktozy nad glukozą jak np. jabłka, gruszki, arbuz, wiśnie oraz miód, syrop kukurydziany, syrop z agawy, ]
i [AND]
Poliole [alkohole cukrowe – sorbitol, mannitol, ksylitol]

Czyli innymi słowy grupa węglowodanów, które łatwo ulegają fermentacji powodując, nadmierne gazy oraz biegunki i/lub zaparcia. Nieciekawie.
Je również z założenia trzeba wykluczyć na co najmniej trzydzieści dni. Wszystkie cztery grupy bez wyjątku, następnie po odczuciu poprawy wybieramy jedną z grup, którą chcemy wprowadzić jako pierwszą i testujemy powoli każdy produkt monitorując swoje objawy.

List z FODMAPami jest w sieci sporo, niektóre się wręcz niestety wykluczają, na co trzeba brać poprawkę - po prostu trzeba się obserwować - czy jest na liście, czy nie ma, jeśli szkodzi - odstawiamy.
Poniżej jedna z takich list:

źródło: http://livinghappywithibs.com/


***
Na przejście na dietę dałam sobie tydzień. Na spokojnie planując posiłki, robiąc listy produktów, które mogę jeść i które lubię – od tego zaczęłam. Jeszcze na trzy dni przed tym pierwszym dniem odrzuciłam jajka i orzechy. Na rozpoczęcie wybrałam idealny moment - pierwszy dzień dwutygodniowego urlopu, podczas którego i tak nigdzie nie wyjeżdżałam.
Jak wyglądał ten pierwszy dzień? Nie było idealnie, bo nie wszystko udało mi się zaplanować z miejsca. Zadowoliłam się miską domowego szpinaku z wędzonym łososiem, oliwkami, ogórkami kiszonymi i chyba pieczarkami. Całość polałam winegretem bez czosnku i .. prawie się pobeczałam jak dziecko jedząc taką biedną sałatkę. O dziwo była smaczna, bez czosnku przetrwałam jednak tylko miesiąc (: Na szczęście mój organizm lubi czosnek, jadam go codziennie.
Później już było tylko lepiej, choć załamań i frustracji nie brakowało.


Jak więc sobie poradzić na początek? Oto kilka rad:


Zrób listę produktów.
Najlepiej dwie listy – na pierwszej umieść tylko to, co na pewno możesz jeść, na drugiej to, czego Ci nie wolno. Spisz ręcznie, wydrukuj pasujący pod Twoje wymogi szablon z internetu lub spisz na komputerze i wydrukuj, jak Ci wygodniej, byle było przejrzyście. Będziesz często na nie zaglądać i musisz nauczyć się ich zawartości, więc całość musi być jasna i czytelna.
Listy przywieś w widocznym miejscu, np. na lodówce, a ich miniaturki noś w portfelu – przydadzą się w rozwianiu wątpliwości podczas zakupów



Daj sobie czas
Nie przechodź na dietę z dnia na dzień. To się nie uda – nie wszystko będzie pod ręką, złamiesz zasady, wzbudzisz frustrację. Daj sobie chwilę na przygotowanie listy zakupów i ułożenie przykładowego menu na kilka dni, ale także na wyciszenie i nastawienie na zmiany oraz na spadki nastroju. Wykluczaj najbardziej problematyczne produkty krok po kroku*

Załóż dziennik diety
W zeszycie lub w pliku spisuj godzinę każdego posiłku, jego składniki oraz własne spostrzeżenia, np. okoliczności spożywania pokarmu [czy był jedzony na szybko, w domu, w pracy, podczas oglądania telewizji czy prazy przy komputerze] czy samopoczucie po spożyciu. To pomoże w obserwacji reakcji organizmu na dietę, ale także będzie bazą pomysłów na następne posiłki. Sama miewałam momenty, w których dosłownie zapominałam co dotychczas jadłam na śniadania przed pracą – wtedy zaglądałam w cały plik karteluszek i przeglądałam jadłospisy przypominając sobie jakie mam już wypróbowane możliwości

Inspiruj się
Mnie głównie inspirują zagraniczne blogi. Pod hasłem ‘low fodmap diet/recipes’ oraz ‘AIP/Autoimmune Protocol diet/resipes’ znajduje się cały szereg możliwości. Co ciekawsze można wydrukować, choć ja umieszczam poszczególne strony czy przepisy w zakładkach przeglądarki – wtedy mam pewność, że nie utonę w nadmiarze kartek, a i żaden warty uwagi przepis nie zaginie

Znajdź odpowiednie przekąski
Niby nic, ale jednak wychodzimy czasem z domu. Czasem na krótko, czasem na cały dzień. Miej to na uwadze podczas zakupów – zapamiętaj gdzie możesz kupić produkty bezpieczne dla Ciebie i zgodne z dietą. W moim przypadku to dojrzałe banany, kabanosy o dobrym składzie lub wędzony łosoś. Niestety wybór jest niewielki, dlatego polecam przygotowywanie przekąsek samemu i noszenie ich ze sobą na wszelki wypadek. Ja praktycznie zawsze mam przy sobie jednego lub dwa dojrzałe banany [dobrze je toleruję w przeciwieństwie do niedojrzałych], które zazwyczaj mi starczają.
W sytuacjach awaryjnych polecam kabanosy z Konspolu dostępne w Biedronce – nie zawierają glutenu oraz laktozy, co się rzadko zdarza [uczulam, ponieważ zawierają pieprz].

Ubezpiecz się
Zarówno AIP jak FODMAP wykluczają większość przetworzonych produktów, dlatego niezbędne są częste zakupy, dbałość o świeżość pożywienia, a takie się często lubi zepsuć, czasem w niespodziewanym momencie. Czasem też nie chce dojrzeć na czas, np. awokado, które zazwyczaj zjadam w pracy do sałatki.
Na takie sytuacje mam dwa rozwiązania – puszkowane ryby o dobrym składzie [tj ryba woda/oliwa i sól] oraz warzywa, które mogą leżeć długo w chłodzie [bataty, marchew, pietruszka, buraki czy dynia] – jeśli braknie któregoś świeżego, można sięgnąć po jedno z tych zachomikowanych.
Kolejną formą ubezpieczenia się jest mrożenie. Zarówno tyczy się to resztek pokarmów jak i pieczenia całego kawałka mięsa, porcjowanie i przechowywanie w zamrażarce. Warto mieć również jakieś warzywa na moment, w którym zabraknie nam świeżych lub po prostu nie będzie czasu lub ochoty na stanie przy garach, jednak trzeba koniecznie czytać etykiety [o ile mąka pszenna w smalcu mnie zdziwiła, o tyle gluten w składzie samych ‘czystych’ warzyw po prostu zaszokował].

Dogadzaj sobie
Jak pisałam – na pewno będą pojawiały się spadki nastroju, w końcu żadne ograniczenia nie są dla nas zbawienne zwłaszcza w momencie, kiedy efekt nie następuje od razu [a to przecież nam się marzy]. Znajdź chwilę na pomyślenie tylko o sobie – odpocznij, zajmij się czymś kreatywnym lub relaksującym. Skup się na sobie.
To nie jest dieta odchudzająca pozwalająca na cheat day, nie wolno sięgać po nic spoza listy, ale nawet tu znajdzie się sposób na przygotowanie pysznego deseru zgodnego z zasadami diety.
Nie będzie idealnie? Nie musi być.
Perfekcjonizm może narobić więcej szkody niż pożytku. Nie musisz mieć pomysłu na całotygodniowe menu na zawołanie. Nie musisz mieć pomysłu na wykorzystanie dostępnych i dozwolonych produktów. Nie musisz codziennie gotować innej potrawy tak, aby nic się nie powtarzało. Po prostu nie wychodź poza ramy diety w początkowej fazie, nawet, jeśli piąty raz zjesz marchewkę, bo brakło Ci pomysłu na coś ekstra. Nic na siłę.

***

Jak wyglądają moje zakupy?
Robię je średnio co drugi dzień, tuż po pracy. Mam po drodze dwa dyskonty i dwa mięsne w tym jeden z częścią mięsa ekologicznego [niestety mały wybór i tylko wątróbka indycza spośród podrobów]. Jako że uwielbiam zielonolistne warzywa, ale nie lubię spożywać tylko jednej zieleniny na raz gustuję głównie w miksach sałat. Taki miks starcza mi na dwie sałatki, czyli dwa posiłki do pracy. W soboty za to zaglądamy na targ po domową włoszczyznę na rosół oraz wędzony domowy boczek i inne różności.
Co kupuję obecnie najczęściej:
Warzywa korzenne takie jak marchewka i pietruszka [dodałabym do tego bataty, ale te już są niedostępne w cieszyńskich sklepach, zaś włączenie buraków mam w planach na najbliższe dni]
Marchewkę z pietruszką najczęściej podsmażam na maśle klarowanym lub smalcu, a następnie duszę podlewając rosołem, są dla mnie również dodatkiem do rosołu, więc i takie ugotowane stanowią oddzielny posiłek. Surową marchew również często ścieram na surówkę z winegretem
Cukinia [dodaję do duszonej marchewki z pietruszką, grilluję w ziołach lub robię z niej makaron]
Pieczarki [do ich jakości nie jestem zbyt przekonana, ale jest to dla mnie dobry dodatek do sałatek, spożywam podsmażone lub na surowo – dobrze je toleruję]
Oliwki, schodzą jak woda
Miks sałat – mam wybrane trzy rodzaje – z lodową, rzymską oraz najdroższy [w stosunku gramatury do ceny] i mój ulubiony - z rukolą. Gorzkie sałaty symulują wydzielanie żółci, co pomaga w trawieniu.
Awokado – tutaj też jakościowo różnie bywa
Banany – kupuję całe kiście i czekam spokojnie aż porządnie zbrązowieją. Są lżej strawne i nie fermentują, choć to i tak kwestia indywidualna
Z pozostałych owoców, bo jadam je sporadycznie – mandarynki, kiwi, w sezonie truskawki. Planuję sporadycznie włączyć niewielkie ilości jabłek, ale nie marketowych
Ponadto: brokuły, kalarepa [choć aktualnie jest już mała, biedna i droga], kapusta pekińska

Tuńczyk oraz łosoś w puszcze – jak pisałam, awaryjnie, lubię być zabezpieczona w razie W, oraz w momencie kiedy durne awokado nie chciało dojrzeć, a trzeba dorzucić do sałatki coś treściwego
Wiórki kokosowe – niesiarkowane ma chyba tylko lidl
Mleko kokosowe - nie zebrałam się jeszcze do wyciskania własnego z wiórków, więc w razie potrzeby kupuję w Lidlu – ma sporą zawartość miąższu w stosunku do wody
To taka podstawa, produkty, które kupuję właściwie na bieżąco.
Poza tym jest to oczywiście mięso [głównie karczek wieprzowy, indyk oraz podroby takie jak serca, wątroba czy żołądki, trochę wołowiny] i niestety rzadziej ryby.

Ponadto produktami, jakie muszą się znajdować w mojej kuchni zawsze i bez wyjątku są:
- oliwa z oliwek
- masło klarowane
- smalec
- ulubione zioła i przyprawy [prowansalskie, kurkuma, oregano, bazylia, tymianek, rozmaryn, majeranek oraz sól i koperek, który przechowuję w zamrażarce]
- ocet jabłkowy
- mąka kokosowa
- cukier kokosowy, sporadycznie ksylitol
- od niedawna mąka z tapioki oraz ararutowa
- zamrażarka wypełniona obrobionym lub surowym mięsem oraz warzywami. Czasem wyciągam wieczorem kawałek mięsa i rano mam już co zjeść na szybkie śniadanie przed pracą.



Polecam także zajrzeć tu:
oraz pod tag, pod którym również znajduje się i ten wpis: AIP-FODMAP


* - z jednej strony polecam wykluczenie problematycznych produktów krok po kroku, z drugiej zaś sama przeszłam na dietę niemalże z dnia na dzień. To kwestia indywidualna - jeśli uznasz, że jesteś na siłach by to zrobić - tym lepiej dla Ciebie.



***
Mam nadzieję, że ten wpis okaże się pomocny dla osób, które dopiero zaczynają, lub zamierzają zacząć przygodę z tymi dietami. Mam nadzieję, że nie wkradły się też żadne niejasności, ponieważ wpis powstawał grubo po północy (;
Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
JemyZdrowo.pl