Cukiniowe spaghetti z sosem z dynii i chrupiącym boczkiem

Pół dyni już za nami, pora na przepis obiadowy.
Jak już prawdopodobnie kiedyś pisałam , na dietę bezglutenową przeszłam z dnia na dzień nie robiąc żadnych wyjątków. Jednego konkretnego dnia odstawiłam każdego rodzaju bułki, ciasta, ukochane niegdyś rogaliki, ciasto francuskie i oczywiście - makaron. Jeden z bardziej lubianych przeze mnie glutenowych produktów. O dziwo i za nim jakoś nie było mi tęskno, w końcu paleo dało mi tak szeroki wbrew temu, co kiedyś myślałam wachlarz możliwości, że przestałam o nim myśleć i nawet nie ugięłam się na namowy lubego o zjedzenie bezglutenowego makaronu, który kupiłam gdzieś w zeszłym roku. Makaron siedzi zamknięty w słoju i ma się dobrze, niech lub zje (:

Co mnie cieszy przeogromnie, w końcu udało mi się przestać planować zakup, a po prostu kupić tarkę do warzyw. Mała cudeńko kosztowało jedynie 15zł, z jednej strony obiera warzywa, z drugiej za jednym pociągnięciem tworzy kilka nitek warzywnego spaghetti. A więc kupno spiralizatora odkładam na kiedyś tam, bo jak okazuje się, takie maleństwo zdaje swój egzamin celująco, a kosztuje dokładnie dziesięć razy mnie. Cudownie (:

Drugą połówkę dyni postanowiłam wykorzystać jako bazę do sosu. Przygotowanie, jeśli mamy upieczoną dynię, trwa dosłownie chwilę. Mnie dodatkowo zachwyca fakt, że całkowicie przypadkowo całe danie smakuje jak okrutnie niezdrowe i tuczące spaghetti przygotowywane lata temu przez mojego chłopaka. Mimo, że jedynym wspólnym mianownikiem obu przepisów jest smażony boczek. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że starczyło na dość obfity obiad i jeszcze będę się rozkoszowała resztką na kolację (:




SKŁADNIKI:
(2 niewielkie porcje, lub jedna duża i jedna mała)
- pół upieczonej dyni piżmowej >KLIK<*
- 1 duża cukinia [moja miała ok 30cm długości]**
- wędzony boczek, ilośćdowolna
- pieczarki [u mnie ok 7 niewielkich]
- sól, tymianek, kurkuma
- opcjonalnie - masło

Boczek pokroić w grube plastry, a następnie każdy plaster skroić w kostkę i przełożyć do rondelka ustawionego na niewielkim płomieniu i smażyć. W tym czasie umyć pieczarki i pokroić je w ćwiartki. Kiedy boczek będzie już dobrze zesmażony, dorzucić pieczarki i smażyć chwilę wszystko razem.
Do oddzielnego rondelka wydrążyć miąższ z dyni, zblendować na jednolitą masę, a następnie doprawić solą, tymiankiem i kurkumą do smaku. Następnie doprawioną masę przelać do rondelka ze skwierczącym boczkiem i pieczarkami. Oczywiście tłuszczu spod boczku się nie pozbywamy! (:
Wymieszać do połączenia się składników, w razie potrzeby ponownie doprawić, dodać odrobinę masła.
Cukinię wyszorować dokładnie, a następnie zetrzeć na tarce przeciągając ostrza od początku do końca cukinii, tak, aby uzyskać jak najdłuższe nitki. Posolić i gotować na parze ok 3 minuty. Po tym czasie delikatnie zamieszać, aby dolna warstwa ugotowanej już cukinii znalazła się na wierzchu, a pod spodem jeszcze surowe nitki. Gotować kolejne 3 minuty, po czym zdjąć z palnika.

Tak wygląda mały bohater dzisiejszego wpisu i jego dzieło:





* dynię przed pieczeniem oprószyłam solą i obłożyłam cieniutkimi wiórkami masła
** warto wybrać jak najdłuższą cukinię - wtedy nasze nitki są długości takiej samej, a nawet dłuższe niż te z makaronu

Dynia na słodko i słono
Pin It

"Paleowsianka" dyniowo kokosowa, idealna na śniadanie

Dynię piżmową kupiłam pierwszy raz w życiu gdzieś w lipcu tego roku. Wstyd przyznać, ale przeleżała zachomikowana w kuchni aż do dziś. Długo czekała na swoją premierę, bo wciąż podchodziłam do niej niepewnie i zawsze na drodze stawało coś. Brak pomysłu, pomysł na coś innego, brak ochoty i tak w kółko. Dynia przeżyła co dziś zachowując się w rewelacyjnym stanie, a że do całego warzywa zostałam zupełnie sama postanowiłam rozdzielić ją na dwa posiłki - obiad i śniadanie.
Wyszło lepiej niż przypuszczałam, co mnie cieszy, bo sezon na dynie w sklepach pełną parą, a dodając do tego żywotność  tego warzywa, co jest niebywałą zaletą w momencie diety bazującej na warzywach, które nie mają konkretnego terminu ważności - dynia zagości u mnie jeszcze nieraz (:

Na pierwszy rzut poszła słodka owsianka - bez cukru i bez owsa, całkowicie paleo, zgodna z protokołem autoimmunologicznym* [na którym wytrzymuję już czwarty tydzień! (: ].



SKŁADNIKI:
- 1/2 dyni piżmowej
- cynamon
- masło
- ok 100ml mleka kokosowego, lub dowolna ilość [na odpowiednią konsystencję]
- łyżeczka mąki kokosowej [nie jest wymagana]
- kilka łyżeczek [4-5] wiórków kokosowych
- płatki/chipsy kokosowe do przybrania
- ksylitol lub inny słodzik [opcjonalnie]

Na zdjęciu poniżej widać całą dynię, przekrojoną wzdłuż i wydrążoną. Pierwsza połówka, ta z brzegu, to połówka śniadaniowa. Tą właśnie posypałam cynamonem i poukładałam na wierzchu cieniutkie ścinki masła.
Obie dynie piekłam na blasze wyłożonej folią aluminiową w 200 stopniach przez ok 30-40 minut. Miąższ musi być miękki, widelec ma wchodzić w niego bez oporów.



Upieczoną dynię przekładamy na deskę i od razu wydrążamy miąższ przekładając go do oddzielnego rondelka. Dynia do tego nie musi być ostudzona, bo w końcu zależy nam na ciepłym posiłku, jednak całość można i tak w późniejszym czasie podgrzać.
Do rondelka dodajemy mleko kokosowe oraz mąkę i miksujemy na jednolitą masę. Następnie dodajemy wiórki kokosowe, mieszamy dokładnie i teraz można doprawiać według smaku - więcej cynamonu, ksylitol, ewentualnie szczypta soli dla podniesienia smaku. W razie potrzeby stawiamy rondelek na niewielkim ogniu i podgrzewamy. W tym samym czasie  można uprażyć na suchej patelni garstkę płatków kokosowych do posypania.
Ciepłą "owsiankę" przekładamy do miseczki, posypujemy płatkami i jemy ze smakiem ** (:

* w związku z kolejnymi restrykcjami w diecie powstał specjalny TAG zawierający przepisy zgodne z protokołem autoimmunologicznym, ale także  wykluczający większość, lub chociaż część produktów z listy FODMAP - myślę, że t en tag zainteresuje wszystkich borykających się z problemami trawiennymi i/lub chorobami autoimmunologicznymi
** ja na wierzchu ułożyłam jeszcze kilka płatków ziemnego masła i ponownie posypałam lekko cynamonem.




Dynia na słodko i słono
Pin It

Paleo lunchbox - sałatki

Przechodzenie na paleo mimo, że wyszło u mnie dość naturalnie [i w pewnym sensie nieświadomie, bo nawet nie wiem, w którym momencie moja dieta stała się paleo] krok po kroku wymuszało na mnie większego przykładania uwagi do tego, co zjem w pracy. Krok po kroku musiałam nauczyć się planowania posiłków tak, aby nie zaliczyć wpadki.
Wszyscy, z którymi na co dzień mam do czynienia mają sprawę ułatwioną. Przygotowanie przeciętnej kanapki nie wymaga wielkiego zaangażowania, a w razie potrzeby zawsze można wyskoczyć do pobliskiego sklepu czy bufetu, albo klasycznie - zamówić do pracy pizzę, co jak wiadomo w przypadku paleo odpada.
Stopniowe poświęcanie coraz większej ilości swojego wolnego czasu diecie rodziło z dnia na dzień coraz większe frustracje. Trzeba było nauczyć się nowej organizacji czasu, planowania posiłków, rozplanowywania użycia poszczególnych składników tak, aby zostały w zupełności wykorzystane, żeby nic się nie zepsuło - niestety przetworzona i wysokoprzetworzona żywność mają konkretne  terminy spożycia, zazwyczaj długie bądź.. bardzo długie. Warzywa i owoce nie poddają się tej zasadzie, jest to zaskakujące jak szybko potrafią się podstępnie zepsuć (;
Także w okresie letnim górowały sałatki i choć już jesień i powoli zbliża się czas mięsa i duszonych warzyw, wciąż jeszcze zostaję przy świeżych warzywach - póki są, bo czekają nas długie tygodnie wielkich ograniczeń, jeśli nie zdążymy tej świeżości upchnąć w słoiki na czas (:

Poniżej zestawienie kilku przykładowych sałatek do upchnięcia w pojemniku.



1.


gotowany brokuł, pomidor, jajko, polecam z dodatkiem suszonych pomidorów z oleju. dla jedzących nabiał dobrym dodatkiem jest feta bądź mozarella


2.
 


mix sałat z sałatą lodową, smażony/gotowany kurczak, pomidory, oliwki, pieczarki + winegret, sezam



3.


podobny zestaw jak w przypadku sałatki numer 2, jednak tutaj zamiast kurczaka króluje tuńczyk z puszki, nie ma pieczarek, za to są ogórki kiszone oraz czarnuszka, jedna z moich ulubionych przypraw (;



4.



ekspresowy mix - dwa jajka, pomidorki koktajlowe i kiszone ogórki + majonez dla zwiększenia energetyki [tak, wiem, że majonez nie jest paleo, ale mam do niego słabość (; ]



5.




sałatka nie-paleo, bo z tofu. zarówno tofu jak i samej soi nie jadam, ale zdarzyło mi się kupić na próbę. osobiście wolę mięso, ale jeśli ktoś gustuje w tofu, to marynowane i smażone jest całkiem w porządku i nawet syci.
mix sałat [uwielbiam mixy], pomidory świeże oraz suszone, oliwki, sezam, czarnuszka i klasycznie winegret [zawsze z dużą ilością czosnku]




6.


Na koniec moja ulubiona sałatka. Coś, co w różnych kombinacjach powtarzam tak często, jak to możliwe, czasem nawet jako weekendowe śniadanie. Awokado skąpane w winegrecie to poezja po prostu (
awokado, smażona kiełbasa krótka bez E, smażone pieczarki, oliwki, pomidory koktajlowe, winegret + suszone pomidory, pestki dyni i sezam [na zdjęciu z plastrem camemberta jako oznaka małej słabości, ale normalnie sałatka występuje bez niego]


Oczywiście sałatki mogą stanowić także świetną alternatywę na  drugie śniadanie dla dziecka (;

Szkolne śniadania
Pin It

Gryczane ciasto z truskawkami - bez glutenu i bez nabiału

Mała modyfikacja ciasta z minionego tygodnia. Baza ta sama, kiwi zamienione na truskawki, a żeby było równie kwaskowato i wilgotno całość nasączyłam słodko kwaśnym syropem z cytryny (:
Dziś zdecydowanie nieidealnie - zdjęcia są niebieskie. Ale to nic, można powiedzieć, że kolorystycznie stanowią dobry kontrast dla czerwienie truskawek :D


SKŁADNIKI:
- 3 jajka
- 2/3 szklanki brązowego cukru [w tą ilość wchodzi też opakowanie cukru waniliowego]
- 3/4 szklanki oleju
- 2 łyżeczki pasty waniliowej
- 175g mąki gryczanej*
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 150g truskawek, umytych i pokrojonych

POLEWA:
- sok wyciśnięty z jednej cytryny
- łyżeczka lub dwie startej skórki z pomarańczy [ale może być też użyta wcześniej cytryna lub limonka]
- cukier puder do smaku**
- garść płatków migdałowych

Zaczynam od cukru, który mielę w młynku do mielenia kawy. Nie jest to konieczne, jednak brązowy cukier po zmieleniu uwalnia wspaniały zapach i smak. W ilości 2/3 szklanki cukru [u mnie wyszło nieco mniej i dobrze] znalazła się też kopiasta łyżka ciemnego muscovado.
Tak przygotowany cukier miksuję z jajkami na jednolitą masę, dolewając następnie olej oraz pastę waniliową.
Do gotowej masy wsypuję mąkę z proszkiem i solą, mieszam delikatnie do połączenia się składników, a następnie dalej miksuję, żeby rozbić resztę grudek. Następnie wrzucam pokrojone truskawki i mieszam – na tyle delikatnie, aby nie rozgnieść owoców, jednak wystarczająco stanowczo, aby całość dobrze została oblepiona przez ciasto. Jeżeli kilka owoców się rozgniecie tym lepiej – smak truskawek lepiej się rozejdzie.
Sama zastanawiałam się, czy jak w wersji z kiwi, nie zmiksować kilku, ale jednak zrobiłam tak jak w opisie.
Gotowe ciasto przelać do niewielkiej keksówki, wysmarowanej tłuszczem i wysypanej otrębami, lub wyłożonej papierem do pieczenia. Ciasto nie przywiera zbyt mocno, dlatego jeśli foremka jest sylikonowa, wystarczy tylko lekko natłuścić.
Piec ok 45 minut w 175 stopniach, do suchego patyczka.

Kiedy ciasto jest w piekarniku, przygotowujemy cytrusowy poncz. Do soku wyciśniętego z cytryny wetrzeć skórkę z pomarańczy, robiąc to najlepiej przez folię gospodarczą. Wymieszać dokładnie do uzyskania w miarę jednolitego płynu, następnie po odrobinie dosładzać cukrem, tak, aby kwas nie powodował grymasu, ale też żeby nie przesłodzić – smak musi być zdecydowany.
Migdały wysypać na rozgrzaną suchą patelnię i prażyć do lekkiego zrumienienia uważając, aby ich nie przypalić.
Upieczone ciasto nakłuwać cienki patyczkiem [świetnie sprawdzają się szpilki do rolad] a następnie zalewać każdy otwór sokiem. Nie będzie to zbytnio trudne gdyż jak widać – ciasto pęka w wielu miejscach dając nam pole do popisu. Wilgotne ciasto posypać uprażonymi migdałami.

UWAGI:
* - nie wszędzie to piszę, ale mąką gryczaną oczywiście można zamienić na inną, jednak w zależności od grubości przemiału każda mąka potrzebuje mniej - dla mniejszego i więcej dla większego przemiału ilości płynów.
** - cukier jakiego użyłam do soku to także brązowy cukier puder. kompletnie nie ma porównania w smaku pomiędzy tym, a białym cukrem.
- jeżeli zdecydujesz się polać ciasto czekoladą, także polecam robić to nakłuwając ciasto i zalewając powstałe dziurki. Czekolada dostanie się do środka (:





Pin It

Gryczane ciasto z kiwi - bez glutenu i bez nabiału

Dziś mija dokładnie tydzień od pierwszego dnia mojej nowej diety. Z samego paleo przeniosłam się o poziom wyżej, czyli coś, z czym od dawna się liczyłam, czyli na protokół autoimmunologiczny. Mój protokół jest dodatkowo o tyle bardziej skomplikowany, że wyklucza listę FODMAP. Na szczęście wolno mi awokado, czy brokuła, więc jeszcze nie jest tak tragicznie.
Do czego zmierzam - mimo dni wolnych od pracy moje posiłki są bardzo skromne, niewiele czasu spędzam w kuchni, mało się bawię, bo i mam niewielkie pole do popisu. Na ten temat zamierzam jeszcze zrobić oddzielny wpis za jakiś czas, może raczej zestawienia kilku posiłków w jednym poście, a w międzyczasie przeglądam zdjęcia starych przepisów i oto wpadł mi w ręce przepis na ciasto, które robiłam chyba tylko raz, a trochę szkoda, bo jest świetne. Odpowiednio słodkie z przewijającym się kwaskowatym posmakiem kiwi, a przede wszystkim, co wprost uwielbiam - idealnie wilgotne i polane czekoladą.


SKŁADNIKI:

Ciasto:
- 3 jajka
- niecała szklanka cukru [u mnie coś ponad 2/3 w tym całe opakowanie cukru wanilinowego]
- 3/4 szklanki oleju rzepakowego
- niecała łyżka pasty waniliowej
- 175g mąki - u mnie gryczana drobnomielona, choć podstawa była na białej
- 2 płaskie łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 3 owoce kiwi
- masło do wysmarowania formy

Polewa:
- 1 tabliczka białej czekolady
- kilka łyżek śmietany kremówki
- 1/2 tabliczki mlecznej czekolady


Jajka ubić z cukrami na puszystą jasną masę, dolać olej i pastę waniliową, zmiksować. Dodać mąkę wymieszaną z solą i proszkiem do pieczenia, wymieszać delikatnie łyżką do połączenia i dalej miksować. Dodać jedno z dwóch obranych i pokrojonych w kostkę owoców kiwi [właściwie zamiast się męczyć z obieraniem, wystarczy przekroić owoce na pół i wydrążyć dokładnie łyżką] i zmiksować. Jeśli chcemy zrobić to dokładnie, wygodniej będzie użyć blendera. Drugi owoc kiwi wrzucić do gotowej masy i już bez miksowania wymieszać łyżką.
Gotową masę wlać do niewielkiej keksówki uprzednio natłuszczonej olejem i wysypanej - u mnie zarodkami. Piec ok 50 minut w 175 stopniach.

Jeśli chodzi o polewę - ja niestety trochę się przy cieście spieszyłam i pokarało mnie. Miało być czekoladowe ganache, ale w końcu zamiast wlewać czekoladę do ubitej śmietany polałam ciasto czekoladą z nieubitą śmietaną i strasznie tego pożałowałam.






Przepis na ciasto jest inspiracją przepisu na ciasto orkiszowe z kiwi z bloga reCOOKIN'
Pin It

Album dla Marzeny i Bartka

Dostałam dziś informację, że album, który niedawno robiłam na zamówienie dotarł cały i zdrowy. Mogę się więc bez obaw o zepsucie niespodzianki pochwalić szerszemu gronu.
W takim razie oto i on (:













Pin It

Snickers - karmelowy sernik na spodzie brownie

W czasach, kiedy jeszcze zdarzało mi się pomiędzy jednym a drugim razowcem używać białej mąki i cukru zawsze śliniłam się do wypieków czy deserów, typowych bomb kalorycznych – z karmelowym sosem czy czekoladą. Niestety [a może i stety?] w moim domu rzadko kiedy jadało się w ten sposób, dlatego pieczenie całego ciasta trochę mijało się z celem, a trochę też bywało niebezpieczne – mając jeden kawałek można zjeść jeden kawałek, ale jak tu nie ulec pokusie, kiedy w kuchni stoi całe wielkie ciasto lub blacha pełna ciasteczek? Niemożliwe (; Dlatego też zawsze z bólem serca powstrzymywałam się z takimi szaleństwami i kombinowałam jedynie na większe spędy rodzinne, które niestety są u nas rzadkością.
Dlatego też w momencie, kiedy w domu miało się znaleźć na raz, i to przez kilka dni łącznie sześć dorosłych gęb chętnych na dobre ciasto, nie mogłam nie zaszaleć i nie przygotować czegoś okrutnie słodkiego i okrutnie kalorycznego. A połączenie ser-czekolada-masło orzechowe-słony karmel to po prostu niebo w gębie, coś cudownego. A że wyszło tak słodkie, że po jednym kęsie każdy miał dość? Who cares? I tak się zjadło i to ze smakiem, choć jak podałam w przepisie – naprawdę polecam zredukować słodycz masy serowej, mając na uwadze wierzchnią warstwę batoników i sosu karmelowego. Nawet nieco wytrawny spód brownie może nie uratować sytuacji (;

Przepis na spód został zapożyczony ze strony mojewypieki.pl, nieco zmodernizowany [odjęłam cukru], natomiast masa serowa to luźna inspiracja kilkoma napotkanymi przeze mnie przepisami.

 

SKŁADNIKI:

spód brownie:
- 115g masła
- 100g gorzkiej czekolady
- 2/3 szklanki cukru
- 2 jajka
- 115g mąki pszennej

Czekoladę rozpuścić z masłem w rondelku ciągle mieszając aż do połączenia składników i uzyskania gęstego sosu czekoladowego, odstawić do przestudzenia. Może pozostać ciepła, jednak nie gorąca.
W tym czasie ubić jaja z cukrem, trwa to kilka minut. Kiedy masa zrobi się jasna i puszysta ciągle mieszając na niewielkich obrotach dolewać powoli przestudzoną czekoladę. Następnie do całości wmieszać mąkę.
Tak przygotowane ciasto przelać do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy 22cm. Piec ok 25 minut w 180 stopniach.

masa serowa:
- 250g kremowego serka [u mnie Emilki] lub trzykrotnie zmielonego twarogu
- 250ml śmietany kremówki ubitej na bitą śmietanę
- ½ szklanki kremowego masła orzechowego
- 1-2 łyżki ekstraktu waniliowego
- ¾ szklanki cukru [polecam  2/3]
- 1 szklanka batonów Snickers pokrojonych w plasterki

sos karmelowy:
- masa krówkowa [ok 3 łyżek]*
- odrobina kremówki
- sól do smaku

Wszystkie składniki prócz bitej śmietany oraz batoników zmiksować na wolnych obrotach na jednolitą masę, delikatnie, tak, aby jej zbytnio nie napowietrzyć. Następnie wmieszać również delikatnie bitą śmietanę [dla pewności do ubijania można dodać odrobinę śmietan fixu], przełożyć masę serową na całkowicie ostudzony spód brownie i posypać batonikami.
Schłodzić w lodówce, najlepiej na całą noc.

Przygotowanie sosu jest bardzo łatwe, jeżeli tylko ma się pod ręką masę krówkową. Ja akurat miałam napoczętą, więc nie było to żadnym problemem – wystarczy w rondelku na niewielkim ogniu podgrzać odrobinę masę i następnie dolewać śmietany do uzyskania pożądanej konsystencji oraz dosalać do smaku.
Jeśli nie mamy gotowej masy krówkowej wystarczy, że zamienimy ją na zwykły cukier. Cukier należy umieścić również w rondelku na niewielkim ogniu, podgrzewać nie mieszając aż nabierze złotobrązowej barwy, następnie wlać śmietanę, szybko wymieszać i resztę czynności powtórzyć jak w przypadku sosu na bazie masy krówkowej.








Pin It

Bułki razowe z ziarnami

Na blogu mały przestój z przepisami, co jest głównie spowodowane kolejną radykalną zmianą diety. Nie o tym zamierzam bloga prowadzić, więc nie będę się wdawała w szczegóły, nowych przepisów możliwe, że będzie niewiele przez najbliższy czas, choć będę stawała na głowie, aby tak jednak nie było. Zatem odkopuję folder ze zdjęciami starych dań i co my tu mamy? Dziś w propozycjach wyląduje gluten (: Coś, czego od dłuższego czasu nie jadam, jedzenia czego nie polecam nikomu, a do czego niestety czasem zdarzy mi się zatęsknić jak każdemu chyba - w końcu pszenica to rewelacyjny uzależniacz, łatwiej nam rzucić cukier niż świeżą bułkę, kromkę chleba z chrupiącą skórką, pizzę czy choćby makaron.
Tak więc dziś będą bułki razowe z dużą ilością ziaren, w propozycjach posmarowane pasztetem z soczewicy, który znajdzie się w następnym wpisie (:

Przepis dostałam od mojej Mamy, więc nie znam jego dokładnego pochodzenia, ale koniec końców i tak został zmodyfikowany pod moje preferencje.



SKŁADNIKI:
[ok 7-8 sztuk]

- 450g mieszanki mąk razowych [u mnie orkisz, gryka i żyto w różnych proporcjach, może być sama pszenna]
- 3 łyżeczki drożdży instant
- 2 łyżeczki cukru
- ok 300ml mleka
- 2 łyżeczki soli
- 1/4 kostki masła
+ 1 szklanka dowolnych ziaren [u mnie siemię lniane, słonecznik, pestki dyni] oraz rozmącone jajko i  te same ziarna do posypania bułek [ja dodatkowo niektóre obsypywałam surową kaszą jaglaną]


Wszystkie składniki umieścić w misie i wyrabiać ręcznie lub za pomocą miksera aż składniki połączą się w gładkie i elastyczne ciasto [ja swoje robiłam tylko na mikserze, całość zajęła ok 10 minut na wolnych obrotach]. Następnie przełożyć misę do mikrofalówki do wyrośnięcia ciasta. Mikrofalówką ustawiałam na termoobieg, 40 stopni, 40 minut. Etap z mikrofalówką można zastąpić odstawieniem misy z ciastem pod ściereczką w ciepłe miejsce. Po tym czasie wyjąć misę, uderzyć pięścią w wyrośnięte ciasto, a następnie formować bułki i układać każdą na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić na kolejne 15 minut, a następnie posmarować jajkiem i obsypać wybranymi ziarnami.
Piec 15-20 minut w piekarniku nagrzanym do 220 stopni.

Bułki wychodzą kruche, ale nie przesadnie sypkie, swoją świeżość zachowują na długo, właściwie chyba im dłużej leżą tym są smaczniejsze.




Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.
JemyZdrowo.pl